poniedziałek, 19 grudnia 2016

Władza z ludźmi i dla ludzi

Jak lekko jest pisać gdy serce radość przepełnia! „Banda czworga” z PCZ na wywczasach w ośrodku wypoczynkowym Ministerstwa Sprawiedliwości, kosztowności przezacnego Romualda Ś. zarekwirowane, luksusowe samochody takoż samo. Chociaż odrobinę radości tego tytułu mają byli pracownicy szpitala, którzy odczuwają satysfakcję, że ich krzywdzicieli dopadła w końcu ręka sprawiedliwości. Radość ich nie jest jednak pełna, bo wciąż pytają mnie o jakichś „dwóch”, których brakuje im do kompletu. Moi mili, przyjdzie na nich czas, jak „na kota mróz” wedle porzekadła mojego przyjaciela Andrzeja.

A jak już jesteśmy przy zamkniętej (przynajmniej dla mieszkańców naszego powiatu) opiece zdrowotnej, to w dzisiejszym wydaniu „Gazety Wrocławskiej” na stronie 7 znajduje się artykuł pt.: „Miasto kupuje szpital, żeby nie był prywatny”. Idzie tu o Głogów, gdzie: „władze miasta negocjują z zarządem powiatu głogowskiego szczegóły nabycia 40 procent udziałów Głogowskiego Szpitala Powiatowego”. Z informacji wynika, że: „za pakiet udziałów miasto ma zapłacić w sumie 21,1 mln zł w dwóch transzach”.

Co skłania władze miasta Głogów do tego kroku? „Chcemy, żeby zatrudnienie w szpitalu pozostało na obecnym poziomie”- stwierdza prezydent Głogowa Rafael Rokaszewicz. I już mi się przypomina, jak radny Marek „Bananowy” Uśmiech Biernacki na parterze przy szpitalnej windzie, obiecywał pielęgniarką wyższe zarobki, jak tylko PCZ wpadnie w brudne łapy wrocławskiej „bandy czworga”. Jakie to korzyści „Bananowy Uśmiech” obiecywał pracownikom szpitala, by ci zgodzili się na sprzedaż szpitala, która w efekcie okazała się czystym złodziejstwem!

Ja tam osobiście do „Bananowego Uśmiechu” pretensji nie mam, bo jego samorządowa intelektualna nicość znana mi była od dawna. Lombard, odsetki, katalizatory, felgi, to jego świat! Samorządu nigdy nie ogarniał i nigdy nie ogarnie, bo – w mojej ocenie – profity z tego zbyt nikłe. Tak nikłe, że gaszą nawet jego „Bananowy Uśmiech”, z dnia na dzień coraz bardziej głupkowaty. I tak go lubię, bo żywe pluszaki to rzadkość.

Powróćmy jednak do artykułu. Rada Nadzorcza planowanej spółki ma mieć przewodniczącego, którego wskazywać ma powiat. W przyszłości miasto chce mieć zagwarantowane prawo pierwokupu szpital. Tyle po krótce.

Można rzec, że to jakiś inny świat. Ważne jest to że prezydent Głogowa nie jest powiązany z Platformą, rzekomo Obywatelską. A więc nie został dotknięty wirusem bakterii, który to w mózgach słabych, o zastraszająco śladowej ilości szarych komórek, menelskim intelekcie i słabiźnie ogólnej, widząc prywatnego, klękają przed nie w nabożnym podziwie pełni niemego zachwytu. Widząc przy tym pół – bożka a nie  widząc złodzieja.

Widzicie więc Państwo, że władze miasta Głogowa odmiennie podeszły do problemu potencjalnej prywatyzacji leżącego na terenie miasta szpitala, i potraktowały go jako wspólne dobro wszystkich mieszkańców. A wcale nie musiały, bo mogły niczym Poncjusz Piłat, którego naśladowały władze górowskiego samorządu, umyć rączki ograniczając się do napisania pisma – alibi.

Głogowska władza powinna być dla naszej przykładem, jak przedkładać dobro wspólne nad interes partyjny. Przecież tylko jeszcze nie narodzeni wiedzą, że zarówno moja najukochańsza Pani burmistrz, jak i Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu, zwana przez byłych pracowników szpitala „Kędzierzawym” (jakaż wysublimowana ironia!) byli wówczas członkami sitwy partyjnej zwanej Platformą, rzekomo Obywatelską. Jak mówi przysłowie „kruk krukowi oka nie wykole”. Zgodnie z twierdzeniem byłej posłanki tej żałosnej i szkodliwej dla mieszkańców powiatu sitwy o kręceniu lodów na służbie zdrowia, takie „lody” skręcono u nas. Winni jeszcze nie zostali osądzeni, ale jest nadzieja, że będą. 

piątek, 9 grudnia 2016

Producenci ludzkiej krzywdy


http://www.sw.gov.pl/Data/Thumbs/jkruk/ODAweDYwMA,zdjecie-aresztu.jpg 
Nowa siedziba PCZ Wrocław
 

Radosna wieść obiegła wczoraj nasze miasto i powiat. Obdarowani szpitalem naszym aferzyści z Polskiego Centrum Zdrowia we Wrocławiu, od wtorku zmienili adres swojego dotychczasowego zamieszkania i obecnie zamieszkują pod całkiem nowym: ul. Świebodzka 1, areszt śledczy. Wieść o tym niezwykle radosnym wydarzeniu dobiegła nas z eteru i niczym kamień rzucony w wodę rozeszła się po innych mediach, wywołując falę radosnych komentarzy.

Znałem całą czwórkę aresztowanych, chociaż nie tak dobrze jak np. Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu, najgorszy i najbardziej szkodliwy w mojej ocenie, tzw. starosta Piotr Wołowicz lub niedowarzony (na szczęście!) kandydat na burmistrza Wąsosza Paweł „Futrzak” Niedźwiedź. Nawiasem mówiąc, to wielce dziwuję się zacnym mieszkańcom pięknej gminy Wąsosz, że głosowali na „Futrzaka”, który nie potrafi odróżnić plagiatu od oryginału. Tak sobie myślę, że jak tego odróżnić nie potrafi, to może nie potrafić odróżnić swojego prywatnego interesu od interesu gminy. Więc drodzy mieszkańcy gminy Wąsosz takie drobne pytanko: po co wami ktoś kto reprezentuje swoją osobą menelizm intelektualny?

Wypad też poświęcić kilka słów wspólnikowi maestra „Futrzaka” – Wielce Czcigodnej Pomyłce Powiatu, której „rządy” tak tragicznie i nieodwracalnie położyły się na losach szpitala. Obaj panowie (zwrot na wyrost wynikający z wrodzonej mi kultury osobistej) łączy wspólny mianownik, czyli pewien rodzaj menelizmu intelektualnego. Dochodzi do tego pomroczność ciemna spowodowana – w mojej ocenie – poczuciem bezkarności sprawowanej władzy. Popiera ich koalicja z ujemnym ilorazem inteligencji.

Panowie ci uwierzyli, że wrocławska „banda czworga”, której to nazwisk członków nie będę wymieniał, bom wielce obrzydliwy, spadła im prosto z nieba. Pewnie zachłysnęli się, że mają zaszczyt obcować z człowiekiem znajdującym się w setce najbogatszych Polaków. Nawiasem mówiąc uczucie podziwu jest zawsze nieobce ludziom z poczuciem niższości i zazdrości. Inaczej mówiąc odczuwali wobec „bandy czworga” poczucie dyskomfortu, coś jak cieć wobec dyrektora. I uwierzyli klechdom, legendom, bajdurzeniu i zmyśleniom o przyszłej wielkości szpitala, jego nieustającym rozwoju i cudownym perspektywom. Polecieli na te bujdy niestworzone niczym ślepe kocięta w mgłę.

A przypomnieć trzeba, że byli ludzie mądrzejsi od nich, którzy od razu zwietrzyli nieczyste intencje „bandy czworga”, przestrzegali, tłumaczyli, argumentowali, prosili. Ale im to wszystko „bardzo niskim kalafiorem latało”. I dali się oczarować „zorganizowanej grupie przestępczej”, bo intelektualnie są miałcy i bezbarwni. Zero pozytywów. Ujemne poczucie honoru.

A trzeba Państwu widzieć, że w chwili zawierania dealu ze szpitalem w internecie było całkiem sporo informacji, że PCZ zalatuje czymś nieczystym, że może się okazać, iż nie jest on darem niebios, ale wypierdkiem diabelskim. Mówiono o tym głośno Wielce Czcigodnej Pomyłce Powiatu. Ten jednak, jako przedstawiciel menelizmu intelektualnego, obruszał się na owe uwagi i zadawał takie oto durne pytanie: „Mam internetowi wierzyć?!”. I zawierzył pospolitym oszustom za co płacimy i płacić będziemy wszyscy.

Jak Państwo sobie klikniecie na podanego poniżej  linka, to przekonacie się,  że już w sierpniu 2011 r., Polskie Radio Wrocław posyłało w eter informacje, że PCZ czymś diabelskim zalatuje. A więc na ponad 2 lata przed pseudointeresem jaki zrobiono z naszym szpitalem. No tak, a nasi włodarze powiatowi zaufali własnemu intelektowi, czyli niczemu. Ubodzy duchem, okrutnie skromni w intelekcie. 

Tak samo płacimy i płacić będziemy za milczenie Rady Miejskiej w Górze oraz pani burmistrz owej nieszczęsnej jesieni 2013 r. Sprezentowano wówczas szpital „gangsterom”, jak trafnie ocenił to wielce szemrane towarzystwo radny powiatowy Jan Przybylski, mówiąc to wprost dwóm obecnym na sali obrad członkom „bandy czworga”, którzy obecnie wypoczywają w apartamentach przy ul. Świebodzkiej 1. Trwaj chwilo!

Pamiętam jak zapraszano panią burmistrz na spotkania, które organizowały pielęgniarki naszego jeszcze wówczas szpitala, ale dama mego serca przezornie na nie przybywała. Rada Miejska kadencji lat 2010 – 2014 była niema niczym śnięty karp. Honor Rady Miejskiej ratował radny Wacław Grzebieluch. Mnie osobiście postawa Królowej Mego Serca i Innych Narządów w zdumienie nie wbijała. Każdy, kto posiadł inteligencję wyższą niż panowie „Futrzak” „Łysy” razem wzięci, o co nietrudno, wiedział, że partyjne więzy krwi wezmą górę nad dobrem wspólnym, jakim był szpital. Późniejsze pijarowskie wygibusy mojego Słońca Góry, to tylko mocno tandetna próba naprawienia wizerunkowych szkód wyrządzonych Naszej Pani Zacnej w Calu Każdym i Milimetrze, przez panów: „Łysego” i „Futrzaka”. A ludzie i tak wiedzą, że gdyby Światłość Moich Oczu i Radość Każdego Poranka powiedziała swoje stanowcze „nie!” sprzedaży szpitala, to szpital nadal byłby w rękach powiatu. W rękach powiatu albo spółki pracowniczej, bo chęć przejęcia placówki wyraziła jej załoga. Nieudacznicy wybrali złodziei, bo w dupie mieli ponad 100 osobową załogę szpitala. Tak to wygląda w mojej ocenie.

A tak na marginesie, to sobie pomyślałem, że tzw. „starosta” ma dług honorowy wobec „bandy czworga”. Wszak członkowie „zorganizowanej grupy przestępczej” na „wypoczynku”. A jak byli wolni – na nieszczęście dla nas i nieomal 600 oszukanych osób – to zaprosili Piotra Wołowicza na wigilijny opłatek. Teraz, postępując zgodnie z nakazami kultury osobistej winien odwiedzić „wczasowiczów” i zorganizować im opłatek. Wszak „noblesse oblige”. Można zwycięskiej ekipie przetargu na szpital zrobić paczki świąteczne (cebula, suchary, herbata, słonina). Ponieważ „wczasowicze” chwilowo odcięci są od świata zewnętrznego a w „apartamentach” przy Świebodzkiej może być nieco chłodno, można kupić im ciepłe skarpety. To zapewni im ich ulubioną rozrywkę, czyli pranie. Pranie skarpet nie jest co prawda intratnym zajęciem, tak jak pranie brudnych pieniędzy”, ale cóż oni mogą robić na takich wczasach za żelazną firanką? No, „lodów kręcić na szpitalach” już nie będą.

Warto też byłoby, by odwiedzając członków „Gazeli biznesu” opłatek im zawieść. Najlepiej wypiec go z domieszką łez, goryczy i żalu pracowników naszego byłego szpitala. Wszak tego surowca pod dostatkiem dzięki decyzji nic nie wartych starostów. Producentów ludzkiej krzywdy.

wtorek, 6 grudnia 2016

Podobno....



Pomiędzy godziną 16.30 a 17.30, w dniu dzisiejszym, z tych oto pudełek ma wyskoczyć niczym z katapulty Nasza, a szczególnie moja Ukochana Pani Burmistrz.
Podobno ma być w stroju bikini, co przeraża mnie aż do szpiku kości, gdyż aura nie sprzyja negliżowi.

Sens mego życia i mojej twórczości ponownie zachwyci zebraną na rynku publikę swoją bytnością. Serca wszystkich dzieci, podrostków i onanistów, starszych impotentów biją radośnie na myśl o tej doniosłej, historycznej chwili. Impotenci przestają być impotentami, a szkolna dziatwa w przyśpieszonym tempie przechodzi okres dojrzewania, wiadomo jakiego.

Ja niestety złożony niemocą nie będę mógł podziwiać kształtów Królowej moich snów i marzeń, którą jak wszyscy wiemy kocham platonicznie. Nie mniej w nocy miałem sen proroczy. Śniło mi się, że moja Gwiazda wyrywa brodę Jerzemu "Chochołowi" Kubickiemu, a wiceburmistrza Rogalę wyrzuca przez okno.

Sen ten jednak minął, gdyż dowiedziałem się właśnie, że moje i nasze Słońce Góry nie wywaliła na zbity pysk obu delikwentów.

Podobno nasza Gwiazda i Święta Mikołajka w jednej osobie dzisiejszego popołudnia zamierza przytulić do piersi swej bezdomnego pana Andrzeja i wysłuchać jego żali dotyczących pewnej kompletnie niepotrzebnej jednostki organizacyjnej, której członkowie ubrani są w mundury z tandetnej operetki.

Z największej paczki wyskakuje oczywiście nasza Gwiazda, z średniej wyłaniać mają się doczesne szczątki "Łysego" czyli "Cielęciny", który w blasku Słońca Góry ma nadzieję nabrać blasku, ale bez polotu, bo wojewoda już mu dawno lotki wyrwał.
W najmniejszej paczce znajdować się nasz znamienity "Banan", który tego dnia z zaciekłego paskarza zamieni się w źródło hojności i uduchowienia najwyższego. Cała ta Trójca Święta ma dać niezapomniany koncert, nie szczędząc uśmiechów i słodyczy za pieniądze podatników. I tak jak w piosence Kuby Sienkiewicza:


To już jest koniec, nie ma już nic, 
Jesteśmy wolni, możemy iść


poniedziałek, 28 listopada 2016

Facebookowa burmistrzowa

Nie wiem czy Państwu wiadomo, że nasza znakomita pani burmistrz Iwona Krzyszkiewicz.... wróć! Irena Krzyszkiewicz, prowadzi nieustająco konto na facebooku. Na swoim profilu, odbiegającym nieco od profilu twarzy rzeczywistej, kilka razy dziennie dokonuje wpisów opowiadających o istotnych z jej punktu widzeniach wydarzeniach dnia. Pełen zachwytu prześledziłem kilka ostatnich postów na tablicy. 

I tak np. w miniony piątek pani Irena (a jeszcze do niedawna Iwona) pochyliła się nad budżetem obywatelskim, z którego środków wykonuje się oświetlenie na ulicy Błotnej i Wierzbowej. Wpis pokazał się o godzinie 14:51, a więc w trakcie godzin jej dostojnego urzędowania. Ogromnie oświeciła mnie wieść, że na tych dwóch ulicach przestanie panować mrok, a obywatele dysponujący funduszem zafundowali sobie elektryczne kaganki oświaty. Nauczycielska misja burmistrza trwa! 

Następny post dodany również w godzinach dostojnego urzędowania i dotyczy zaproszenia na kiermasz zorganizowany przy kościele, na który zaprasza obecnie nasze mroźne nieco Słońce Góry. Cel kiermaszu pozostaje nieznany. Najwyraźniej jednak zapraszająca nie była na kiermaszu obecna, gdyż brak jest fotorelacji z jej pobytu, a przecież gdzie ona w blasku jupiterów i mikrofonów, to i blask fleszy, a potem "publikuj, publikuj, publikuj". 


Tego samego dnia, również w godzinach dostojnego urzędowania, burmistrz Iruchna (moje pieszczotliwe zdrobnienie) przypominała o debacie na temat Biegu Niepodległości, który zdycha z powodu zapaści organizacyjnej. Czy wiecie Państwo, że nagrodą był węgiel? Trudno wyobrazić sobie, aby biegacz z Etiopii targał do rodzinnej wsi tonę węgla. Nagrody finansowe nie istnieją, ale z powodzeniem (podobno) zastępuje je promienny uśmiech naszej Naj, Naj, Naj. 
Na debatę podobno pani burmistrz przybiegła w eleganckich kozakach w rozmiarze podobno
"czterdzieści i cztery". 

A w poniedziałek 21 listopada dyrektorka Domu Kultury zezwoliła mojej kochanej Iruchnie zaprosić mieszkańców na Andrzejki. Ma platoniczna miłość skorzystała z tej łaskawej oferty i o godzinie 11:06, czyli w godzinach urzędowania swojego majestatu, zaprosiła swoich 4999 swoich facebookowych znajomych. Sądzę, że można się spodziewać, że nasza Kwintesencja Mądrości pojawi się na Andrzejkach w towarzystwie aktualnego męża. Powód jest prosty, gdyż aktualny mąż ma na imię Andrzej, czego mu bardzo zazdroszczę. To znaczy imienia mu nie zazdroszczę, ale aktualnej żony. Być może przybędę, o ile impreza będzie bezalkoholowa i bez Jerzego "Chochoła" Kubickiego, na którego widok wątroba mi gnije. 

Aaaaaa! A jeszcze w poprzedni poniedziałek Krynica Cnót Wszelakich, wielbiona przeze mnie Iruchna, dodała kolejna informację, oczywiście w godzinach majestatycznego panowania, dotyczącą obchodów 11 listopada w SP3. Po mieście chodziła wieść, że pani burmistrz miała tam wjechać na Kasztance Piłsudskiego, ale ta podobno się znarowiła i poszła w pole. Piękny byłby widok naszej amazonki w siodle, a z lancą w dłoni. Zazdroszczę siodłu! Ah!  



W środę między godziną 7:30 a 8 nasza burmistrz posiliła się i dostała niezwyklej mocy. W efekcie podzieliła się tą informacją ze znajomymi na facebooku o godzinie 08:09 i opowiedziała o akcji "Śniadanie daje moc". Nie wiem, niestety, co spożyły dostojne usta naszej Królowej Gminy Góra, ale wiemy jedno, że odżywia się dietetycznie, co widać po figurze. Chociaż są tacy złośliwi, którzy twierdzą, że pani burmistrz nosi stalowy gorset, stąd złośliwe bez wątpienia przezwisko - czyli "Irone Irena".

Ja bardzo się cieszę, że pani burmistrz tak dba o wszechstronną informację na temat działań swojej osoby, czyli swój osobisty pijar. Nie można czynić pani burmistrz wymówek typu: robi to w godzinach pracy. A kiedyż ma to robić? A tak wpisze się w zeszyt wyjść nigdzie nie wychodząc, wyciągnie prywatny komputer, podłączy prywatną sieć, z prywatnego aparatu fotograficznego zgra zdjęcia wykonane przez prywatnego fotografa i swoimi subtelnymi paluszkami napisze zdań kilka i puści te śmieci w sieć. 

P.S. W ostatniej chwili zauważyłem, że w niecały rok delikatne paluszki pani burmistrz wysłały w sieć 3758 zdjęć, z tego około 80 % prezentuje jej Gminną Wielkość w różnych ujęciach i pozycjach. Dominującą cechą tych zdjęć jest uśmiech nr 5 o powabie Coco Chanel. 

P.S. 2 Brakuje mi selfie z łazienki pani Irenki, z godzin porannych.  

P.S. 3 Po mieście krążą pogłoski, że profil na Facebooku prowadzi zwany przez swoich kolegów z urzędu (oczywiście za jego plecami) pan "Ząbek". Nie może być! Pani burmistrz jest bowiem na tyle inteligentna, że jak zdominowała Radę Miejską to jej Mark Zuckerberg nie podskoczy. 

P.S. 4 Ponadto pragnę dodać, iż kocham Panią, Pani Ireno! 


Screeny wykorzystane w poście pochodzą z tej (link) strony.

czwartek, 24 listopada 2016

Okiem psychologa

Publikacja fimików o niedopuszczalnym zachowaniu strażnika miejskiego w Górze, wywołała ogromny rezonans społeczny. Opinie na ten temat – jak można przeczytać na portalu „elki” – są skrajne, a wielu przypadkach nie odnoszą się do tematu, ale mojej najskromniejszej ze skromnych osób na tym padole łez i nieszczęść wszelakich. Ja się na swój los nie uskarżam, bo wiedziałem co się będzie działo.

Rzecz jednak w tym, że mogą Państwo mieć wątpliwości, co do zasadności i prawdziwości słów, które padają w trakcie emisji filmów. W związku z tym pragnę przedstawić Państwu zamieszczoną poniżej „Opinię”, by na jej podstawie mogli Państwo rzecz całą widzieć z perspektywy zawodowego psychologa. Każdy z Państwa ma prawo do własnej opinii w tej sprawie i ja to szanuję, odrzucając skrajności.




środa, 23 listopada 2016

Strażnicy czy bandyci? - cz. II

Wszystkie osoby poszkodowane proszę o kontakt ze mną pod numer telefonu podany w nagłówku bloga.