Taki oto list otrzymałem od członka Spółdzielni Mieszkaniowej "Wspólny Dom" w Górze. Dołączył on również program Nadzwyczajnego Walnego i poprosił o publikację nadesłanych materiałów. A prośba każdego Czytelnika mojego bloga, którego nikt nie czyta, jest dla mnie rozkazem, który wypłniam drżąc z ekstazy.
"Jak ktoś żyje z tego, że zwalcza wroga, jest zainteresowany tym, aby wróg pozostał przy życiu". KONTAKT: robert.mazulewicz@gmail.com tel. 883 793 645. Gwarantuję 100% dyskrecji.
niedziela, 11 września 2016
Rozmowa ze spółdzielcą
- Niech Pan
popatrzy jak troskliwy „Doktor”, ręce które leczą wybudował prywatną „autostradę”
wiodącą aż pod same drzwi swojego przyjaciela i mentora. Widzisz pan,
panie Kanalia, tam jest blok na Os. KW nr. 20. Jest tam klatka B, specjalnego przeznaczenia.
Do tej klatki wcześniej żadnej ścieżki nie było. A teraz panie jest! Ale tam panie
Kanalia, mieszka przyjaciel naszego „Doktora”, którego ręce leczą.
- A tam! Zaraz
leczą!
- Pan mi nie
wierzysz?! Popytaj pan!
- Kogo?
Gdzie?
- A na
cmentarzu na przykład.
- Ci co tam
mieszkają raczej małomówni są.
- „Doktora”
szczęście. Słuchaj pan dalej. Popatrz pan, to ścieżka wybrukowana, nowiusieńka,
jak spod igły.
Prawda panie Kanalia, że ścieżka była tam wcześniej, ale wykonana
jedynie przez któregoś z mieszkańców na własną rękę, i tylko na szerokość dwóch
płytek chodnikowych. Samoróbka panie była taka. A teraz wytrzeszcz pan gały na blok
o nr 23. Tam była ścieżka betonowa do parkingu, szeroka panie na jakieś 2 m i
jakieś 5 m długa. Co prawda i nie do samego parkingu ona była, ale była i się zmyła!
Zostało się jakieś 3 m. Trochę została zdemolowana wzdłuż nowego chodnika
podczas usadawiania nowych obrzeży i już jej nie odbudowano. Zasypano panie jedynie
ziemią i tak się udeptała, w sposób naturalny. Ale panie Kanalia, jak popada
deszcz robi się błoto. Ale panie, co tam blok 23 „Doktor, ręce które leczą”
przyjaciół tam nie ma, to i ścieżka im niepotrzebna. Po co chamom ścieżka jak
nie głosują na „Doktora”?
- Ale „Doktor,
którego ręce leczą”, jak raczył pan wspomnieć, szyszką jest w waszej spółdzielni.
Spółdzielcy go wybrali.
- Panie. Toż
od połowy sierpnia tegoż roku cała Rada Nadzorcza tego nowotworu jest
nielegalna.
- Panie! Toż
to być nie może!
- Niby nie,
ale tak jest. Wyimaginuj pan sobie, że jak były wybory do Rady Nadzorczej, to „Doktor,
którego ręce leczą”, wykombinował sobie, że jeden z kandydatów do tego
towarzystwa, który mu nie leżał, ma jakieś zadłużenie wobec spółdzielni. I pod
tym kulawym, jak bezpański pies pretekstem, nie dopuścił go wyborów. Gość się
wnerwił i buch ich do sądu. Sąd I instancji uznał, że „Doktor, którego ręce
leczą” nie miał racji. No to „Doktor, którego ręce leczą” ciach i odwołał się
do II instancji. A tam rach i ciach odwalili apelację „Doktora” i orzekli, że
RN na nielegalu działa.
- Ciekawe. I
co dalej?
- Panie
Kanalia, będzie tak. Wybory ogłoszone. Nadzwyczajne walne ma być. W punkcie 5
wybór Rady Nadzorczej. Panie, ale nasi spółdzielcy w dupie najczęściej mają
wybory. Przyjdzie może jeden spółdzielca na dziesięciu, i to swojaki „Doktora,
którego ręce leczą”. A później panie, po wyborach, będą chodzić i marudzić. Kto
ich wybrał? – pytać będą. No panie, pan wiesz, że zawsze wygrywają ci, którzy
są obecni. Nieobecni z góry mają przerżnięte.
- Ale chyba
w waszej spółdzielni źle się nie dzieje?
- Oj tam!
Słuchaj pan. Na przykład córka tegoż samego przyjaciela od ścieżki, zdobyła
cichcem etacik w biurze SM. Córcia księgowej cieszy się już podobnym etacikiem
dobre kilka lat, myślę że jeszcze paru „krewniaków”, by się znalazło na
ciepłych, popłatnych posadkach.
- Ależ drogi
panie, ludzie muszą gdzieś pracować?
- Owszem,
ale panie Kanalio, czemu akurat w spółdzielni?
- Bo mają
pod ręką, jak pan sam twierdzi „Doktora, którego ręce leczą”. A wie pan, że na
terenie naszego miasta krucho z opieką medyczną.
- O panie
Kanalia! Pan masz łeb! O tym nie pomyślałem. Faktycznie jest tu rola w
podstawowej opiece dla „Doktora, którego ręce leczą”. Ale panie, zważ pan, że w
tym przypadku leczą tylko ręce. Po co nam reszta „Doktora”?
Basenowe "bordello"
A poniżej mają Państwo trzy zdjęcia
obrazujące „bordello” na terenie chluby naszego miasta, jakim bez cienia
wątpliwości, jest nasz basen. Zdjęcia są frapujące, wymowne i obiektywne. Żaden
tam fotoshop, czy inne pierdoły zamazujące rzeczywistość. Tak dba o estetykę,
ład i porządek chluby i dumy naszego miasta, dyrektor – radny – aktywista Ryszard
Wawer.
A takie rury widoczne na zdjęciu,
leżą sobie tam rok z „okładem”. To pozostałość po prawykonawcy basenu, który teraz
sądzi się z naszą gminą o jakieś pieniądze. Piękni i grzecznie leżą sobie rury,
stanowiąc wrośnięty już element pejzażu basenowego. Ten nowatorski element
krajobrazu zawdzięczamy wysokiemu poczuciu estetyki reprezentowanemu przez dyrektora
– radnego – aktywistę Ryszarda Wawera. Oczywiście, nie musicie Państwo
podzielać „estetycznych” upodobań” dyrektora – radnego – aktywisty Ryszarda
Wawera, ale musicie i powinniście docenić trud dyrektora, by takie „bordello”
tolerować. Z drugiej strony, jak jest się członkiem żałosnej koalicji w
powiecie, to trudno oczekiwać od dyrektora – radnego – aktywisty Ryszarda
Wawera, elementarnej, pozytywistycznej pracy. Widać wyraźnie, że własne „ja” (w
mojej ocenia drobniutkie) ogranicza myślenie. Nie przeszkadza to jednak
pobierać dyrektorskiej gaży z Państwa podatków fundowanej.
sobota, 10 września 2016
The end
Rozhulali się bez miary i intelektu zwolennicy obecnego
starosty, czyli Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu – Piotra Wołowicza. Na wieść o
zarządzie komisarycznym dla powiatu cisi wielbiciele Czcigodnej Pomyłki w
komentarzach na portalu „elki” leją łzy nad niesprawiedliwością wojewody, który
z przyczyn „politycznych” (jakże by inaczej!) raczy zrobić nam tę przyjemność,
że zdejmie z powiatu garb w postaci Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu.
Rzecz jasna z polityką tak rozumianą obrońcy Wielce
Czcigodnej Pomyłki Powiatu się stanowczo nie zgadzają. Pomijają przy tym fakt,
że to na skutek polityki Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu została – na nasze
wspólne nieszczęście – starostą. Przypomnę tylko, iż zdychająca obecnie
formacja polityczna, która w nazwie ma przymiotnik „Obywatelska”, od roku 2016
współrządziła naszym powiatem.
Obrońcy Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu, jakby o
niechcenia, przechodzą nad porządkiem do faktu, że zdychająca platfusowa
kompania, popierała byłą starościnę Beatę „Bukietową” Ponę i była z nieżyjącą
już „SamąBronką” w koalicji. Wszak mój najdroższy przyjaciel, źródła radości
oczu moich, istotny człowiek drugiego planu, intrygant wspaniały, czyli Marek „Bananowy
Uśmiech” Biernacki był wówczas wiceprzewodniczącym Rady Powiatu.
Pamiętam jak ówczesny szef tego gremium – Władysław Stanisławski,
zawsze przy glosowaniach, pieszczotliwie zwracał się do mojego drogiego „Banana”
z najuprzejmiejszą prośbą o pomoc w policzeniu głosów.
„Marku” – słodkim głosem mówił przewodniczący
Władysław Stanisławski – „proszę, pomóc mi policzyć głosy”.
Wiceprzewodniczący Marek „Bananowy Uśmiech”
Biernacki kraśniał z radości, że matematyk z wykształcenia, tak ufa w jego
umiejętność poprawnego zliczenia do astronomicznej wprost cyfry piętnaście. Pęczniał po tym wezwaniu w oczach, jakby był w dziewiątym miesiącu wiadomo czego, a za moment miał rodzić.
Trzeba też przyznać mojemu pupilowi, że gdy przyszło
do zmiany na fotelu starosty, to radość źrenic moich, potrafiła się ustawić, to
znaczy nastawić żagle na sprzyjające wiatry. Po obaleniu „Bukietowej” światłość
oczu moich został wicestarostą. Nadawał się do tej roli wyjątkowo. Był
przystojny.
Drugą, i ostatnią jego zaletą, było fakt, że w ciemno
można było założyć, że w swoim gabinecie będzie nieobecny. W godzinach pracy
przebywał zazwyczaj u ówczesnego wiceburmistrza. a obecnie Wielce Czcigodnej
Pomyłki Powiatu, gdzie wspólnie kuli lepszą przyszłość naszego powiatu, z
podkreśleniem szczególnej roli szpitala. W efekcie Wielce Czcigodna Pomyłka
Powiatu została starostą a mieszkańcy powiatu bez szpitala.
O! przypomniało mi się, że „Bukietową” popierał też
obecny wicestarosta Paweł Niedźwiedź, dla przyjaciół „Misiu”. Też przestał ja
popierać, gdy w perspektywie z szeregowego radnego z uposażeniem 670 zł plus
150 za przewodnictwo komisji, został członkiem Zarządu Powiatu z wynagrodzeniem
w kwocie 1250 zł. Wąsoski „Misiu”, gdy zostawał członkiem Zarządu Powiatu w
2010 r., prosił ówczesnego starostę Jana Kalinowskiego, by ten zwolnił go z
obowiązku uczestniczenia w mszach lub innych uroczystościach z udziałem księży.
Światopoglądowo „Misiowi” to nie pasowało. A teraz słyszę, że „Misiu” z Wąsosza
rodem, w uroczystościach z udziałem wielebnych udział bierze. Aż mnie chęć
bierze, by do lektury Apulejusza wrócić i „Metamorfozy albo złoty osioł”
ponownie przeczytać. Oczywiście, nawet nasz „Misiu” ma prawo przeżyć swą „noc
mediolańską.” Nie zmienia to jednak przeszłości.
Jeden z wpisów obciąża za stan finansów powiatu
odszkodowanie za nieudolną budowę strażnicy. I ja się z tym zgadzam, i ja z tym
nie polemizuję. Tylko przypominam, że gdy budowano strażnicę, to radnymi
koalicyjnymi byli zarówno „Bananowy Uśmiech”, jak i zacny wąsoski „Misiu”. I
mieli oni wpływ, a przynajmniej mogli go mieć, na to, co wówczas przy budowie
strażnicy wyczyniano. Kto przyczynił do nagłośnienia nieprawidłowości przy
budowie strażnicy? Nie „Misiu”, nie „Bananowy Uśmiech”, ale ja. A kto miał
obowiązek nad tym czuwać? Kto brał diety i miał budowę strażnicy w dupie?!
A jak starosta Jan Kalinowski wezwał NIK, by ten skontrolował
budowę strażnicy i wyciągając jedynie słuszny wniosek z wniosków zawartych w
tymże protokole i zdymisjonował osobę za te nieprawidłowości odpowiedzialną, co
się działo? Pierwszy przykłusował do starosty Jana Kalinowskiego nasz kochany „Banan”
z żądaniem zaprzestania jakichkolwiek zmian kadrowych, bo zbliżają się wybory
samorządowe, a zmiany mogą być źle odebrane. Dupa tam, że jest protokół,
ustalono winnych! Bożek wyborów ważniejszy! Tak, ze jak się pisze o odszkodowaniu
za strażnicę, to przyzwoitość nakazuje pamiętać o tym drobnym fakcie, że
odwalająca obecnie kitę platfusowa partia w tę strażnicę jest również umoczona.
Wszak była w koalicji z „SamąBronką”. Rzeczywiście, niepokalane poczęcie.
O rzekomych kredytach szpitala, jego zadłużeniu, braku
perspektyw dla rozwoju i „milionach”, które rzekomo z tytułu jego „sprzedaży”
wpłynęły na konto starostwa, to ja się zastanawiam czemu, w którymś z
psychiatryków zwalniają pacjentów przed ostatecznym wyleczeniem? Dobrze jednak,
że portal „elki” tekst mówiący o tych bzdurach umieścił na znamiennym, żółtym
tle. Przez to wszystko jest jasne. Dziękuję „elko”!
Fajny jest też post, w którym anonimowy autor
stwierdza, że Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu jest: „dobrym i uczciwym
administratorem”. Tak, tak. Dobry z niego administrator. W roku szkolnym ok.
7.40 zawiezie własne dziecię do szkoły na Podwalu a starostwo pracuje od 7.
Podrzuci uchwałę o zamknięciu aptek wbrew „Prawu farmaceutycznemu”. Tak, tak.
Dobry z niego administrator. Przyklepie wybór dyrektora „Arkadii” z programem
ściągniętym z internetu, czyli chamskim plagiatem. Tak, tak, dobry i uczciwy z
niego administrator. Zablokować mojego bloga. Super sprawny administrator.
Zachowywać drogi powiatowe w estetyce szwajcarskiego sera. Tak, tak, dobry i
sprawny z niego administrator. Na czele Komisji Rewizyjnej postawić członka koalicji,
by ten patrzył na ręce swoim. Tak, tak, uczciwy z niego administrator. Kupić
sobie nowe mebelki do gabinetu. Tak, tak, bardzo sprawny administrator. „Sprzedać”
szpital bez wpisywania długu na hipotekę. Bardzo sprawny i uczciwy
administrator. Skazać setkę ludzi pracujących w szpitalu na niewiadomą. Tak,
tak, dobry i jaki ludzki administrator. Obniżyć etaty kobietą pracującym w „Arkadii”,
które mają dzieci na utrzymaniu a sobie i radnym w obliczu finansowej zapaści
powiatu wynagrodzenie pozostawić bez zmian. Tak, tak, bardzo uczciwy
administrator. A przy tym jaki mądry! A przenikliwy jaki! W języku polskim
jeszcze na te określenia słów nie stworzono.
Czas kończyć. I tego posta i Wielce Czcigodną Pomyłkę
Powiatu w roli starosty. Czas skończyć z koalicją bezmyślnych klakierów
pozbawionych empatii dla mieszkańców tego powiatu. Czas skończyć z chorym
powiatowym samorządem, którego rządząca koalicja kieruje się nie żywotnymi interesami
swoich mieszkańców a dobrostanem garstki rządzących. Przez te sześć lat ich kichy
stolcowe wystarczająco nabrzmiały. Trzeba ciąć.
środa, 7 września 2016
Sieroctwo czy olewajstwo?
Na zdjęciu poniżej mają Państwo zaszczyt, wątpliwej urody
zresztą, oglądać nieco zdefektowaną bramę wjazdową wiodącą do naszego nowego basenu
miejskiego. Nie jest to dla mnie widok nowy, ale już raczej szarzyzna dnia
codziennego. Taki widok można zaobserwować już od dłuższego czasu i jakoś nic
nie wskazuje, by miał on zamiar ulec radykalnej zmianie, czyli dostąpić
zaszczytu bycia naprawioną.
Naszym basenem zarządza Ośrodek Kultury Fizycznej, na którego
czele stoi dyrektor Ryszard Wawer. Osobiście znam dyrektora i krótkowidzem nie
jest, bo ta wada dawała mu jakieś alibi. Czemuż więc szanowny dyrektor OKF – u dopuszcza
do trwania takiej sytuacji?
Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Mogę się tylko
poruszać w gąszczu domysłów. Być może znudziło mu się dyrektorowanie i stwarza
pani burmistrz pretekst do wywalenia go z zajmowanego stanowiska na zbitą
twarz? Być może całkowicie pochłonięty
jest pilnowaniem dyrektorskiego fotela? A może niska pensja zniechęca go do
należytej troski o nasze samorządowe minie?
Ktoś może słusznie zauważyć, że dyrektor oprócz dyrektorowania
OKF – owi jest jeszcze radnym powiatowym i nadmiar obowiązków nie pozwala mu na
zajęcie się bramą? A ktoś inny może również dodać, że dyrektor Ryszard Wawer
jest też członkiem Zarządu Powiatu, co czyni jego czas jeszcze cenniejszym, jego
osobę jeszcze cenniejszą i w takiej sytuacji brama jest tylko żałosną duperelą,
na której dyrektorowi – aktywiście żal czasu?
Tu muszę Państwu wyznać, że dyrektor – radny – aktywista Ryszard
Wawer nie jest radnym, który udziela się podczas sesji Rady Powiatu. Jako stały
obserwator sesji powiatowych stwierdzam, że jest na sesji, ale jakby go tam nie
było. Owszem zabiera głos rozmawiając szeptem z moim i kobiet ulubieńcem,
przeuroczym współwłaścicielem lombardu, moją ukochaną mordką „Bananem” (radnym
Markiem Biernackim). Z tzw. „protokołów” z posiedzeń Zarządu Powiatu wynika
niezbicie, bo w sposób udokumentowany, że dyrektor – radny – aktywista raczej
głosu tam nie zabiera, ale dietę w wysokości ponad 1250 zł., nie podlegającą opodatkowaniu,
pobiera.
Tak że nie znane są przyczyny oziębłości dyrektora – radnego
– aktywisty wobec osieroconej bramy. Wiem natomiast, że serwery Powiatowego
Urzędu Pracy mają jeszcze wolne miejsce na tego typu dyrektorskie sieroctwo.
I po bajzlu!
Naprawdę pięknie spisało się nam Nadleśnictwo Góra Śl. w
kwestii przywrócenia w dotychczasowej „Oazie bajzlu” ładu, porządku i składu.
Ręce same się składają do oklasków a pierś naszego najukochańszego
nadleśniczego magistra i inżyniera Tomasza Multańskiego, z całą pewnością
nabrzmiewa dumą niczym sutki rozochoconej niewiasty.
Ale cóż ja mogę w obliczu dumnie wypiętej piersi
nadleśniczego?! Orderu wszak nie przypnę, bo mocy takiej nie mam. Ale pochwalić
za ten czyn chcę i muszę. Brawo panie nadleśniczy! To się nazywa natychmiastowy
i skuteczny odzew. Widać, że nasze Nadleśnictwo Góra Śl. ma gospodarza całą –
mówiąc potocznie – „gębą”.
No cóż, szkoda tylko, że „gospodarz całą gębą” rzadko
lustruje podległy sobie teren i wieści o różnych "bajzlowatych" sytuacjach
czerpie z mojego bloga, którego przecież nikt nie czyta. Znacznie lepiej
byłoby, gdyby szef naszych miejscowych lasów odwiedzał częściej swoje
przeurocze gospodarstwo i własnymi oczętami rozkoszował się tym, czym przyszło
mu rządzić. Wówczas z całą pewnością pozbawiony byłbym możliwości, której
absolutnie proszę Państwa nie łączyć z przyjemnością, opisywania ewidentnych
zaniedbań w naszym nadleśnictwie.
Ja wiem, że czasy, że czasy teraz niepewne, ale jak jest
niekontrolowany „bajzel”, to różne jego efekty mogą być. Bywa tak, że są
przykre, smutne i mogą cofnąć każdego człowieka w jego karierze zawodowej.
Aby zakończyć ten skromny pościk raz jeszcze szczerze dziękuję
panu nadleśniczemu Tomaszowi Multańskiemu, za szybką reakcję. Pozwolę sobie
również życzyć panu nadleśniczemu, by lasy nasze wolne były od patogenów. I
Nadleśnictwo też. Żegnam najczulej tradycyjnym „Darz bór!”
Subskrybuj:
Posty (Atom)







