List od Czytelnika, któremu za trud włożony w jego napisanie i przesłanie zdjęć serdecznie dziękuję.
"Jak ktoś żyje z tego, że zwalcza wroga, jest zainteresowany tym, aby wróg pozostał przy życiu". KONTAKT: robert.mazulewicz@gmail.com tel. 883 793 645. Gwarantuję 100% dyskrecji.
czwartek, 25 sierpnia 2016
piątek, 12 sierpnia 2016
Gminne "500+"
Od 1 kwietnia 2016 r. obowiązuje rządowy program „500 +”. To
już czwarty miesiąc trwania tego programu. Warto więc spojrzeć na to, jak jego
realizacja wygląda na terenie naszej gminy.
Na dzień 31 lipca 2016 r. do Ośrodka Pomocy Społecznej złożone
zostały 1642 wnioski od rodzin, które w myśl przepisów mają prawo do pobierania
kwoty 500 zł miesięcznie na swoje dzieci. W efekcie górowski OPS przyznał 2348
dzieciom to świadczenie wychowawcze. Łącznie więc OPS wypłacił do końca lipca kwotę
1.174.000 zł. Można przyjąć, że na to świadczenie wychowawcze OPS wypłacało będzie
- miesiąc w miesiąc - ok. 1,2 mln. zł. miesięcznie. Liczba dzieci upoważnionych
do otrzymywania tego świadczenia wychowawczego ulega ciągłej ewaluacji, gdyż
niektórzy z nich kończą 18 lat i wówczas tracą prawo do zasiłku, a nowe dzieci
przychodzą na świat i wyciągają piąstki po szeleszczące banknoty.
Na terenie naszej gminy funkcjonuje 9 rodzin, w których wychowuje
się po sześcioro dzieci, którym przysługuje to świadczenie wychowawcze. O jedno
dziecko mniej ma 8 rodzin, które również mają prawo do świadczenia w ramach
programu „500+”.
Znamiennym jest fakt, że OPS otrzymał jedynie dwie „życzliwe”
informacje na temat rzekomo niezgodnego z celem wykorzystywania przez rodziców
otrzymanych z programu świadczeń.
Nie wszystkie złożone wnioski rozpatruje nasz OPS. W
przypadku rodzica (rodziców) pracujących poza granicami Polski, wniosek taki
rozpatruje Dolnośląski Ośrodek Polityki Społecznej. Niestety trwa to zbyt długo,
bo aż 3 do 4 miesięcy. Z ternu naszej gminy przesłano tam ok. 40 wniosków, z których
rozpatrzono dotąd aż 3!
Podane dane zawdzięczają Państwo kierowniczce OPS w Górze pani
Edycie Lisieckiej, która przekopując się cierpliwie przez górę dokumentów,
dostarczyła mi i Państwu wiedzy na ten temat. Dziękujemy.
czwartek, 11 sierpnia 2016
Przywróceni pamięci
Przy ulicy
Wrocławskiej, o czym niewielu górowian wie, znajdują się aż 3 cmentarze. Dwa z
nich od dawna są w stanie zaniku. To cmentarz rosyjskich jeńców wojennych z lat
1914 – 1918 oraz cmentarz ewangelicki mieszkańców Kajęcina. Oba te cmentarze
znajdują się bardzo blisko Cmentarza Żołnierzy Radzieckich.
Cmentarz ten ma
obszar 1620 m2 .
Założony został 31 marca 1948 r., na podstawie przepisów z lat 1933 i 1936 o
cmentarzach wojennych. Pierwszych pochówków na cmentarzu dokonano w 1948 r.,
kiedy to ekshumowano ciała 742 poległych i zmarłych żołnierzy radzieckich,
dotąd pochowanych na terenie m.in. naszego miasta (skwer np. nieczynnego
obecnie internatu, plac za gimnazjum nr 1). Druga fala ekshumacji zmarłych i
poległych żołnierzy radzieckich odbyła się w roku 1952 i wówczas pochowano tam
527 żołnierzy. Zwłoki zmarłych i poległych zwożono na teren cmentarza z całego
powiatu oraz innych miejscowości. Łącznie miejsce spoczynku znalazło tam 1269
żołnierzy.
Inne dane odnaleźć można na internetowej stronie Rady Ochrony
Pamięci, Walk i Męczeństwa (http://groby.radaopwim.gov.pl/grob/7143/)
odnaleźć można nieco odmienną informację na temat ilości pochowanych na
cmentarzu poległych żołnierzy. Podaje się tam liczbę 1437 pochowanych na
cmentarzu żołnierzy, z których 425 nie zostało zidentyfikowanych.
W
naszej gminie znajduje się „Księga pochowanych” na tym cmentarzu. Niestety nie
posiada ona daty jej założenia. Na podstawie tego dokumentu należy przyjąć, że
liczba pochowanych na cmentarzu żołnierzy radzieckich prawdziwa jest dla cyfry
1269.
W „Księdze
pochowanych”, która znajduje się w wydziale gospodarki komunalnej i mieszkaniowej
w naszym urzędzie znajdują się nazwiska pochowanych na cmentarzu żołnierzy. Tyle,
że nie wszystkie. Można tam też zapoznać się z miejscami, z których zwożono
poległych lub zmarłych na skutek odniesionych ran żołnierzy. I tak z „Księgi
poległych” można się dowiedzieć, że poległych żołnierzy zwożono na cmentarz z
Psar, Ślubowa, Wąsosza, Niechlowa, Lubowa, Ryczenia, Wągrody, Czechnowa,
Łęczycy, Goli Górowskiej, Ług. Są tam pochowani również żołnierze, którzy polegli
poza terenem naszego powiatu. Szczególnie dużo nazwiska żołnierzy ma jako „pierwotne
miejsce pochówku”, wpisaną miejscowość Ścinawa i jej okolice. Odnajdziemy w „Księdze”
również takie miejscowości jak Brzeg Dolny, Wołów, Chobień, Lubiąż.
Łącznie na cmentarzu
znajduje się 5 wydzielonych miejsc pochówku, które nazywane są mogiłami. W mogile
znaczonej cyfrą 3, na której stoją nagrobki pochowanych jest w 30 grobach 60
żołnierzy, których nazwiska widnieją na tablicach. W mogile nr 2 również znajduje
się 30 grobów, w których miejsce spoczynku znalazło 53 poległych żołnierzy,
których nazwiska uwieczniono na nagrobkach. Razem więc każdy zwiedzający cmentarz
mógł dotąd zapoznać się ze 113 nazwiskami tych, którzy znaleźli tam ostatnie miejsce
spoczynku. Nazwiska pozostałych a poległych i zmarłych żołnierzy radzieckich dotąd
na cmentarzu nie były odnotowane.
Na ten cel otrzymaliśmy z Rady Ochrony
Pamięci Walk i Męczeństwa (która z dniem 1 sierpnia 2016 r. została
zlikwidowana a jej kompetencjami podzielił się IPN oraz Ministerstwo Kultury i
Dziedzictwa Narodowego) oraz od wojewody dolnośląskiego kwotę 82.690 zł brutto.
Przetarg na wykonanie i montaż tablic wygrała firma „Road Memory” z Grabowiec (woj.
lubelskie). Prace mają się zakończyć do końca wrześnie br.
Przypomnieć wypada, że w styczniu 2000 r. jacyś debile
zdewastowali cmentarz. Zamalowaniu uległy groby, wiele nagrobków zostało
przewróconych, napisy zniszczono. W restauracji cmentarza pomógł naszej gminie
Dolnośląski Urząd Wojewódzki. Ogłoszono przetarg na odnowienie cmentarza, który
wygrał Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Górze. Koszt usunięcia
śladów profanacji wyniósł ponad 10 tys. zł.
Wypada mieć nadzieję, że debile podobnego
pokroju swojego „wyczynu” nie powtórzą.
niedziela, 7 sierpnia 2016
Sesja w cieniu Galapagos
W ostatni piątek, tj. 5 lipca, odbyła się 28. Sesja Rady
Miejskiej. Obradom przewodniczył wiceprzewodniczący Zygmunt Iciek. Już sam
widok szanownego, wielbionego przez tabuny kobiet naszego doskonałego w każdym
calu, milimetrze i sążniu, doktora i radnego w jednej osobie, napawał otuchą i wieścił
naszej gminie wspaniałe perspektywy.
Jak wieść gminna niesie, nasz wprost
nieoceniony dr Zygmunt wspaniale wczasował na Wyspach Żółwich (Galapagos). I
nie leżał tam na plaży (wiadomo czym do góry), ale były to wczasy pełne emocji
i sportowych zmagań. Jeżeli chodzi o emocje, to wieść gminna niesie, iż do dnia
dzisiejszego stare panny i ciepłe wdowy, szlochają namiętnie na wspomnienie
pobytu zacnego doktora. Wieść gminna niesie, że nasz znakomity w każdym, nawet
najmniejszym fragmencie doktor, ostro rywalizował w wyścigach na żółwiach,
które jest tam hitem każdego sezonu.
Dla skrócenia opowieści dodam, że
rywalizację w żółwich wyścigach nasz przezacny doktor Zygmunt wygrywał jak
chciał, kiedy chciał i z kim chciał. A miarą jego miażdżącej przewagi nad
rywalami był fakt, że w trakcie żółwich wyścigów, nasz znakomity znawca kobiet
i żółwi, miał jeszcze czas na prywatną praktykę ginekologiczną! Pracowity jest
nasz doktor! Jak podobno mawia: „Giętkie palce rękojmią sukcesu! Nie tylko
zawodowego.”
Dość jednak tych reminiscencji na temat wczasów
naszego drogiego doktora Zygmunta. Wracajmy na salę nr 110, gdzie zebrani radni
mieli przedyskutować i przyjąć projekty lub odrzucić (żartowałem!) siedmiu
chwał, które były do skonsumowania podczas sesji.
Z wielką wprawą nasz wyjątkowy doktor otworzył
sesję. Wprawę tę dziedziczy bowiem w genach. Nie jest bowiem dla nikogo wtajemniczonego
tajemnicą fakt, iż protoplastą jego rodu był Solon, twórca starożytnej
demokracji ateńskiej. Ze względu na wrodzoną sobie skromność potomek Solona tym
się nie chwali. A warto!
W międzyczasie, ale punktualnie, na salę obrad
wkroczyła burmistrz Irena Krzyszkiewicz, która widząc otwarte okno zamknęła je
z pełnym troski komentarzem: „Żeby nie wywiało któregoś radnego.”
Jako pierwszy głos w dyskusji zabrał radny Jerzy
Maćkowski, który zaproponował, by na przyszłość pomyśleć o szerszej dyskusji na
forum komisji budżetu i finansów na temat Wieloletniej Prognozy Finansowej.
Radny miał też zastrzeżenia do zbyt małej ilości czasu, którą radni mieli na
zapoznanie się ze zmianami programu rewitalizacji na lata 2016 – 2020. Jerzy Maćkowski
poruszył też sprawę Zakładu Opiekuńczo – Leczniczego, stwierdzając przy tym, że
w tej sprawie: „wszyscy jesteśmy robieni na szaro.” Swoje wystąpienie radny
Jerzy Maćkowski zakończył zwracając się do burmistrz Ireny Krzyszkiewicz z
zapewnieniem, iż jest jej „sympatykiem” oraz by nie odbierała jego uwag
osobiście.
W odpowiedzi burmistrz Irena Krzyszkiewicz wyjaśnił,
że sesje w trybie pilnym zwoływane są tylko i wyłącznie wówczas, gdy wymaga
tego interes gminy. Jako przykład wskazała poprawki do uchwały o rewitalizacji,
które nanieść trzeba ze względu na żądania urzędu marszałkowskiego we
Wrocławiu. Gra toczy się o duże pieniądze, które są nam potrzebne.
W pewnym momencie z ust burmistrz Ireny Krzyszkiewicz
padły znamienne słowa, których sens zawrzeć można w stwierdzeniu: gdy chodzi o
prywatne sprawy, radni zawsze mają czas, by je u niej załatwić a dla spraw
samorządowych takiego samego czasu nie znajdują. Spojrzałem na radnych. I zobaczyłem wiele, zbyt
wiele, pochylonych głów. I wcale mnie to nie zdziwiło. A Państwa dziwi?
Obrady się rozkręciły i pod głosowania potomek
Solona poddawał kolejne projekty uchwał. Zmieniono uchwałę budżetową gminy.
W związku z tym, że z budżetu naszego województwa
dostaliśmy dofinansowanie, w formie dotacji celowej, na przebudowę świetlicy w
Wierzowicach Wielkich w kwocie 28.162 zł. przyjęto ten dar do budżetu naszej
gminy.
Zwiększeniu uległ budżet po stronie wydatków o kwotę
15.000 zł. Pieniądze te przeznaczone zostaną na zagospodarowanie strefy wypoczynku,
a dokładnie na kolejny etap prac w parku, który przez tak wielu górowian zwany
jest „amfiteatrem”. O sprawę tą pytał burmistrz Irenę Krzyszkiewicz radny
Wacław Grzebieluch, który pochwalił dotąd wykonane tam schody, ale zauważył, że
brakuje przy nich barierek oraz zjazdów dla wózków. Burmistrz stwierdziła, że
elementy te powstaną i w tym właśnie celu dokonuje się tej zmiany w budżecie
naszej gminy. Ponadto istnieje możliwość otrzymania dofinasowania na to zadanie
ramach Programu Operacyjnego „Infrastruktura i Środowisko”. „Rzecz jasna
będziemy się o nie ubiegać” – stwierdziła kategorycznie burmistrz.
Udało się nam też z przetargiem na przebudowę chodnika
w ciągu drogi wojewódzkiej nr 323. Chodzi tu kawałek chodnika przy ulicy
Herbsta i Poznańskiej. W wyniku przetargu okazało się, że wyłoniony wykonawca
zaoferował kwotę o blisko 20.000 zł mniejszą od zaplanowanej. O tyle mniej z
naszej gminnej kasy wypłynie.
Przy okazji dyskusji na ten temat radny Ryszard
Borawski uzupełnił swoje luki w zakresie topografii miasta. Dopytywał się, o geograficzne
położenie tego miejsca. Stwierdził również, że są miejsca w Górze, które
również wymagają remontów chodników. Riposta burmistrz Ireny Krzyszkiewicz była
natychmiastowa. Burmistrz stwierdziła, że wie, iż nie jest to wyborczy rejon
radnego, ale ona ma obowiązek myśleć o całej gminie. Radny Ryszard Borawski
pobladł. Po czym błyskawicznie spiekł buraka ćwikłowego, zadarł głowę ku powale
i spoglądał na nią do końca sesji. Nie wydał już do końca sesji głosu ze
swojego gardła.
Zwiększyć natomiast musimy środki przekazane dla
DSDiK we Wrocławiu na przebudowę drogi wojewódzkiej nr 323. Chodzi tu o
przebiegający ulicami Starogórska i Poznańska odcinek tej drogi. W trakcie wykonywania
prac okazało się, ze niezbędne jest wykonanie dodatkowych prac na skrzyżowaniu
ulic Starogórska i Głogowska i Starogórska – Kościuszki. Przeprowadzony remont ulicy
Starogórskiej kosztował łącznie 985.446,46 zł. Nasza gmina partycypowała w remoncie
tej ulicy kwotą 492.723,23 zł.
Radni przyjęli też uchwałę w sprawie wypożyczalni
rowerów. Ośrodek Kultury Fizycznej zakupił 6 rowerów, które będą odpłatnie
wypożyczane. Radni ustalili, że młodzież szkolna będzie mogła je wypożyczać za
2 zł na godzinę. Osoby dorosłem za 3 zł. Wypożyczenie roweru na cały dzień
kosztowało będzie 15 zł. Wypożyczalnia znajdowała się będzie na stadionie. Jak
poinformowała burmistrz Irena Krzyszkiewicz średni koszt zakupu jednego roweru
wyniósł 1200 zł.
Radna Katarzyna Łapińska, wybrana z listy wyborczej
PSL (podobno obecnie mózg i główny strateg tej partii na trenie nie tylko
gminy, ale i powiatu) zwróciła się do burmistrz Ireny Krzyszkiewicz z pytaniem
o możliwość zakupu leżaków plażowych na basen miejski. Radna dowodziła, że
miłośnicy basenu mają pragnienie leżakowania i należałoby wyjść tym marzeniom naprzeciw.
Pani burmistrz widząc skromność oczekiwań radnej Katarzyny Łapińskiej (dla przyjaciół
„Łapy”), rozwinęła ów dezyderat i próbowała się dowiedzieć, czy jeszcze nie zrobić
wypożyczalni samochodów? Radna nie podchwyciła propozycji, bo nie ma prawa jazdy.
O! Gdyby burmistrz zaproponowała wstawienie na basenie automatów do gry za
kasę, to myślę, że ich gorąca fanka byłaby w siódmym niebie!
Przyjęto też uchwałę o zmianach w programie
rewitalizacji. Ale to temat na odrębnego posta.
Po sesji do burmistrz Ireny Krzyszkiewicz ustawiła
się długa kolejka radnych. Większość z tych, którzy ją tworzyli nie miała nic
do powiedzenia podczas sesji.Fajnie byłoby się dowiedzieć czy owa długa
kolejka był „pro publico bono” czy też czyste „privato”?
piątek, 5 sierpnia 2016
Relikty nowoczesności
Widzą
Państwo często na poboczach dróg stare, drewniane słupy, których żałośnie
zwisają jakieś przewody. Niegdyś przewody owe były znakiem postępu i
nowoczesności i łączyły odległe wsie ze światem. Nimi biegły informacje o
konieczności wezwania pogotowia, władzy porządkowej, księdza. Ten kto miał
telefon w domu to był ktoś! Szycha i nadszycha w jednym!
Po tychże drutach biegły też wiadomości,
które zakwalifikować możemy do kategorii uczuciowych. Młody, pełen witalnych
sił Wojtek umawiał się na randkę z Marysią, przy czym wywiązywał się taki oto
dialog:
- Marysiu, co robisz?
- Pierogi lepię Wojtusiu!
- Oj, zostawże te pierogi i biegnij do
stodoły!
- A po cóż Wojtusiu jam ci w stodole
potrzebnam?
- Młócę Maryś właśnie i na młócenie całym
nastwiony, to w tym pędzie i ciebie Maryś ma omłócę!
- Aj, Wojtusiu! A cepik gotów do
omłotów?!
- Maryś! Dobrej gospodyni cepik sam w
pracowitej rączynie urośnie!
Przydatne, jak Państwo widzą były owe
słupy drewniane, gęsto niegdyś usiane przy naszych drogach. Ale postęp to postęp!
Dzisiaj byle młokos ma telefon, i to bez druta, a i rozmowy z kategorii intymnych
straciły na dawnym uroku:
- Andżela!
- Nooo!
- Słyszałem, że nie masz chłopaka.
- Nooo!
- To mogę z tobą pochodzić!
- Nooo! A gdzie?
- A ty dajesz od razu, czy trzeba z tobą
trochę pochodzić?
- Ja tam łatwa nie jestem! Trzy razy razem
rynek okrążymy i git będzie.
Tak, oto miara postępu. I zostały z tych
czasów pełnych romantyzmu tylko druty i słupy. Niestety, i jedne i drugie swoim
romantyzmem, który nie przystaje do dzisiejszych czasów, mogą zrobić sporą
krzywdę użytkownikowi dróg.
Jechał sobie
samochodem marki „Opel” drogą G 100766D górowianin. Była sobie niedziel, 31
lipca, tegoż roku, ok. godz. 15. Dzień słoneczny, relaksowi sprzyjający,
chmurki na czystym błękitnym niebie przesuwają się leniwie. W miejscowości
Rogów Górowski, na 4 km drogi, bohater naszej opowieści, widzi nagle, jak w odległości
kilku metrów przed maską jego samochodu pojawiają się kłęby drutów. Zaskoczony,
zdziwiony i wystraszony wciska hamulec. Jest jednak zbyt późno. Manewr ten nie
zapobiega jednak spotkaniu „Opla” z drutami wylegującymi się na drodze. W
efekcie spotkania z przewodami samochód pana Jasia doznaje licznych obrażeń na swojej
cielesnej powłoce.
Do
lakierowania są dach, maska przednia, lewy błotnik, przedni zderzak, słupek
między drzwiowy, grill, drzwi lewe. Do wymiany lampa, lusterko, szyba przednia.
Tak więc przygoda drogiego Jasia z drutami z minionej epoki okazała się nad wyraz
kosztowna dla bohatera opowieści. W sumie swoje straty Jasiu wycenił na 3000
zł., i tyleż zażądał od właścicieli słupów i niegdyś nowoczesnych kabelków.
Na zdjęciach
widzicie Państwo niegdysiejszy symbol nowoczesności. No cóż słupom i kablom też
należy się emerytura. Władze gminy po tym zdarzeniu wszczęły w tym kierunku
odpowiednie kroki, by uczulić właściciela reliktów minionej epoki na niebezpieczeństwo,
którym ci „emeryci” tak poważnie zagrażają.
środa, 3 sierpnia 2016
Sztuka epistolografii
W odpowiedzi na Pana list przedstawiam skany
fragmentu tzw. „Umowy”, na mocy której PCZ Wrocław wszedł w posiadanie naszego
wspólnego dobra, jakim był szpital. W tej tzw. „Umowie” czerwoną linią podkreśliłem punkt mówiący o przeniesieniu praw własności do naszego szpitala
na PCZ. W tzw. „Umowie” nie odnajdzie Pan żadnych zapisów zabezpieczających interesy
powiatu w przypadku braku spłat należności za szpital. Na mocy tej tzw. "Umowy”
PCZ stał się właścicielem szpitala w momencie złożenia pod nią podpisów.
Podpisy pod tym nieszczęsnym dla nas dokumentem złożyli: Wielce Czcigodna
Pomyłka Powiatu Górowskiego – Piotr Wołowicz, wicestarosta – Paweł Niedźwiedź
oraz skarbnik powiatu – Wojciech Pospiech.
Jak więc widać zaufano PCZ Wrocław, przed czym sporo
osób myślących przestrzegało publicznie, głośno i wyraźnie. Proszę też
zauważyć, że w Środzie Śląskiej, gdzie też sprzedano szpital PCZ – owi zabezpieczono
się wpisem obciążającym hipotekę. U nas w dniu podpisania tzw. „Umowy” nie
zadbano o zabezpieczenie naszych interesów. Jak powiedział znany wszystkim i
ogólnie szanowany Wacław Grzebieluch: „Nieszczęście weszło w ten powiat!”
Przypomnę, że szanowany i bez wątpienia znający życie Pan Wacław, był przeciw
sprzedaży szpitala. Bogate życiowe doświadczenie a przede wszystkim wiedza
pozwalały doktorowi Wacławowi na – jak się okazało - słuszną postawę w obliczu
zapadłej decyzji o pozbyciu się szpitala. Ale wymienieni wyżej decydenci głusi
byli na jakikolwiek argumenty. Nie rozumieli nawet tego, że są zbyt miałcy
intelektualnie, by sprostać w należyty sposób temu wyzwaniu.
W swojej nieokiełzanej niczym pysze sądzili pierwsi
naiwni, że są zajmowane przez nich stanowiska, świadczą o ich mądrości,
inteligencji, wyjątkowej pozycji. A pycha zawsze poprzedza upadek! Na ich
upadek trzeba jeszcze odrobinę poczekać (dzięki Bogu wytężone prace w tym
kierunku trwają!), ale proszę zauważyć, że ofiarą ich bezczelnej pychy padło
ponad 30 tys. mieszkańców naszego powiatu. I ich ofiary nie mogą doczekać się
zadośćuczynienia!
Trzeba też wspomnieć o pomniejszych ich pomagierach
w dziele zaprzepaszczenia naszego szpitala. Weźmy takiego byłego już lekarza i
na szczęście radnego już byłego lekarza Edwarda Szendryka. Ten był wielkim zwolennikiem
sprzedaży naszego szpitala. Był nawet przewodniczącym Rady Powiatu zajmując ten
fotel po odwołaniu Zbigniewa Józefiaka. Edward Szendryk skompromitował się np.
głosowaniem za zniesieniem nocnych dyżurów aptek. I na skutek podjętej uchwały
przez Radę Powiatu uchwały w tej sprawie przez chyba 3 miesiące dyżurów aptek nie
było. Oczywiście uchwała ta była od początku niezgodna z prawem. „Prawo
farmaceutyczne” z mocy prawa stanowi, że apteki – i to bez żadnej łaski! – mają
mieć dyżury. I za ich pozbawieniem :Państwa głosował ówczesny radny i lekarz
Edward Szendryk. Uchwał oczywiście zaskarżona została przez nadzór prawny
wojewody i padła. Ale czy rolą przewodniczącego Rady Powiatu, na dodatek
lekarza, jest utrudnianie Państwu dostępu do aptek?! I to niezgodnie z prawem?!
Czy taki działanie leżało w interesie mieszkańców powiatu?! No, nie dajmy się
zwariować!
A wiecie Państwo, jak na uwalenie uchwały przez nadzór
prawny wojewody zareagował starosta, czyli Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu?
Orzekł, że teraz już wiemy. A wystarczyło przeczytać art. 94 p. 1. Ale kto by
to czytał?! Chcieć to móc! A władza może wszystko. Tak przynajmniej wydaje się
oszołomom, którzy akurat są w jej posiadaniu.
Wróćmy do osoby Zbigniewa Józefiaka. Było on również
przeciwnikiem sprzedaży szpitala. Był przeciw, gdyż podzwonił gdzie należy,
porozmawiał z ludźmi, którzy w internecie wyrażali swoja opinię o PCZ. Jako
człowiek inteligentny wyrobił sobie zdanie i opinię na temat tej firmy. Mówił
głośno o swoich zastrzeżeniach, ale nikt go nie słuchał, bo cała koalicja zauroczona
była pozbyciem się szpitala.
Słów kilka o koalicji z lat 2010 - 2014. Nie
pamiętam nawet wszystkich nazwisk radnych tworzących tę nieszczęsną w skutkach
koalicję. I nie będę sobie ich przypominał, bo nie warto tego robić. Powiem
tylko, że w mojej ocenie oddałem im ogromną przysługę. Na swoim blogu umieściłem
ich nazwiska. I w ten sposób te miernoty przeszły do historii. Słyszą Państwo,
jak Historia ze mnie rechoce?!
Weźmy na moment na tapetę takiego radnego, mojego
ulubieńca zresztą. Radnego powiatowego już od 3 kadencji, Marka „Bananowego
Uśmiecha” Biernackiego. Stanowi on wprost
kliniczny przykład, jak być radnym nim w rzeczywistości nie będąc. Od razu
jednak zastrzegam, że mój pupil żadnej, ale to żadnej korzyści z faktu bycia
radnym powiatowym nie osiągnął. Nie liczymy oczywiście diety radnego, bo co to
za pieniądze?! Nędza po prostu! Wstyd się po nie schylać! Te żałosne 670 zł
miesięcznie nawet nie jest w stanie zrekompensować ubytku kalorii związanych z
procesem schylania się po te drobne.
I nie liczcie Państwo, że 670 zł razy (w
przybliżenie w przypadku mojego wielce drogiego „Banana” daje ponad 40 tyś. zł.
Bo czy owe 40 tys. może znaczyć cokolwiek wobec zło0tych zdań, które wypowiada mój
najdroższy przyjaciel „Banan” „Komisja taka to a taka jednomyślnie zaopiniowała
projekt taki a taki”. I w ten sposób każde wypowiadane przez mojego
najdroższego przyjaciela „Banana” zdanie ma wartość ok. stówki, chociaż merytorycznie
rzecz ujmując żadnej wartości intelektualnej. By nie mijać się z prawdą
stwierdzić też należy, że źrenice oczu moich, czyli „Banan” był również wielkim,
kolosalnym nawet, zwolennikiem sprzedaży naszego szpitala. Podobno nosi się obecnie
z zamiarem otworzenia takiej placówki, w której co prawda będzie trzeba płacić
za pobyt, ale usługi medyczne będą za darmo. Pod warunkiem, że będzie się miało
prywatnego lekarza i pielęgniarkę oraz aptekę. Ma mój „Bananik” łepetynkę do
biznesu!
Pamiętam też takiego radnego powiatowego, ale tylko z
wyglądu. Taki zwalisty był, koło „Banana” podczas sesji siedział. Pamiętam go z
tego, że wielki był. I z niczego więcej. Chyba miał na nazwisko Żagiewka, ale
głowy za to nie dam.
O! Ale pamiętam, że w radnym był doktor Jan
Kalinowski. Też zadeklarowany przeciwnik regulowania długu za śmietnisko naszym
szpitalem. Jego zimnym i pełnym logiki argumentom przeciw sprzedaży szpitala
towarzyszyło nieodłączne milczenie zwolenników jego pozbycia się. Wrodzona
logika kontra intelektualna pustka.
Radnym był – i jest – Grzegorz Aleksander Trojanek,
który też nie zhańbił się głosowaniem za opyleniem szpitala za śmieci.
Proszę się mi nie dziwić, że nie pamiętam nazwisk
radnych kadencji 2010 – 2014. A z czego ja ich mam pamiętać? Z przeraźliwego
milczenia? Z pustki wiejących i ich twarzy?! Z oczu, przez które widać było widok
za głową?!
Ot, podzieliłem się z Państwem garścią wspomnień
czasów nieodległych, które bokiem nam wyszły i niczym uporczywa czkawka wracały
będą lata całe. Bo szczera i brutalna prawda jest taka, że miasto powiatowe
Góra jest bez szpitala. Winnych po stronie władzy wskazywałem niejednokrotnie.
Dramat polega jednak na tym, że sprzedaż szpitala odbyła się przy waszej – moi drodzy
mieszkańcy powiatu - biernej postawie w tej sprawie. Nie dość tego, to większość
z Państwa, w roku 2010 wybrała do samorządu tych, którzy do opylenia szpitala
się przyczynili. A ja przed wielu z nich Państwa przestrzegałem. Byłem niczym „głos
wołający na puszczy”. Proszę sobie poczytać moje posty z roku 2010, 2012, 2013.
Ja się ich nie wstydzę, bo wszystko co tam napisałem było, jest i będzie prawdą,
bo szóstym zmysłem wyczuwam idiotę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)















