środa, 13 lipca 2016

Padlina w odwrocie cz. III

Mieszkaniec Góry Jacek Frączkiewicz:
Panie prezesie, ja zdaję sobie sprawę, że w postępowaniu jest pan tylko stroną, która będzie składać tylko zażalenia na czynności, postanowienia, czynności syndyka. Tutaj najważniejszą osobą, osobami, są panowie syndycy. Bardzo bym prosił o informację: na jakim etapie postępowania jest to postępowanie upadłościowe, likwidacyjne. Po drugie: czy PCZ w Górze, wchodzi w skład majątku całego PCZ, masy upadłościowej? Jeżeli ta część majątku jest oszacowana, to proszę tę wartość przedstawić. Chodzi o górowski obiekt szpitala.

Syndyk masy upadłościowej padliny:
Z tej okazji chciałbym powiedzieć, jak jest nasza rola w tym postępowaniu. Chciałbym zacząć od tego, że upadłość dotyczy tylko i wyłącznie spółki PCZ S.A. która, jako taka nie prowadziła szpitala w Górze Śląskiej. Szpital w Górze Śląskiej był prowadzony przez spółkę, która w nazwie ma PCZ Góra Śląska, w której to PCZ S.A. miał – jeszcze pod koniec 2014 r – 100% udziałów. W wyniku różnego rodzaju czynności prawnych, dokonanych przed ogłoszeniem upadłości, spółka PCZ S.A. utraciła kontrolę nad spółką w Górze Śląskiej.  Mogę zadać pytanie panu prezesowi, który dzisiaj uczestniczy spotkaniu? Jaki jest na dzień dzisiejszy udział w głosach w tej spółce posiada spółka PCZ S.A.? Wyjaśni to też naszą sytuację, czyli jaki wpływ mamy my syndycy, na działalność spółki, która świadczy usługi zdrowotne na terenie powiatu. Korzystając z tego, że jest pan prezes i odpowiadając na pana pytanie, chciałbym spytać pana prezesa, jaki majątek pozostawił pan syndykowi, w szczególności środki pieniężne w złotówkach i jaki jeszcze inny majątek, którego syndyk mógłby spłacić wierzycieli w tym postępowaniu?”

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
Panie prezesie, bardzo proszę.”

Przedstawiciel padliny:
„Szanowni Państwo, ja widzę, że tutaj jest spotkanie przeciwko nam. Nie przyjechaliśmy po to, żeby tłumaczyć kwestie jakie kwoty zostały tutaj pozostawione syndykowi w postępowaniu upadłościowym, ponieważ jest to cały czas kwestia związana z toczącym się postępowaniem i Państwo nie znacie też okoliczności dlaczego zarząd PCZ złożył wniosek o upadłość do sądu. Myślę, że to nie jest też miejsce żebym Państwu tu przedstawiał właśnie kwestie z tym związane. Mogę tylko dopowiedzieć, że składając wniosek 26 czerwca w 2015 roku do sądu upadłościowego, składałem ten wniosek z wnioskiem o upadłość układową, ponieważ były konkretne propozycje przedłożone sądowi upadłościowemu. Niestety z ubolewaniem stwierdzam, że sąd upadłościowy nie przyjął naszego wniosku, to znaczy przyjął wniosek, ale wydał postanowienie o upadłości likwidacyjnej. I stąd też jest wiele spraw, nad którymi możemy tutaj dyskutować godzinami. Ja nie jestem też na tyle przygotowany akurat, żeby Państwu tłumaczyć  i wyjaśniać tego typu kwestie, ponieważ ja tu zjawiłem się jako prokurent wspólnie z panem prezesem spółki Polskie Centrum Zdrowia Góra Śląska. I tyle! W kwestii dotyczącej struktury udziałów na chwilę obecną, to co kojarzę sobie, to …, na moment kiedy składałem wniosek o upadłość PCZ S.A. to udział był rzędu ok. 30% PCZ S.A.”

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
„Panie prokurencie. Zawsze uważałam, że to prezes ma dużo do powiedzenia, bo pytania padają do pana prezesa Bąka. I takie pytanie zostało do pana prezesa skierowane a nie do pana prokurenta. Czy pan prezes nie ma nic do powiedzenia na ten temat? No przecież pan jest prezesem! Prezesa zaprosiłam, prokurenta i pan prokurent cały czas mówi, a pan prezes nie ma nic do powiedzenia. Prawda?

Prezes Bąk:
Pytanie brzmiało, ile środków pozostawił …

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
Dokładnie tak.

Prezes Bąk:
Ja nie pozostawiłem nic, bo nie ja ogłaszałem upadłość.”

Syndyk masy upadłościowej padliny:
„Pytanie również brzmiało: ile PCZ S.A. ma na walnym zgromadzeniu głosów Góry Śląskiej? Państwo w piśmie, które nam odczytano dzisiaj, którego treści nie znaliśmy wcześniej, próbujecie wprowadzić syndyka, jako osobę odpowiedzialną za niepowodzenia Państwa w Górze Śląskiej i jest problem szpitala, to proszę wskazać, jaki jest związek syndyka akurat z Górą Śląską, PCZ Góra Śląska jest spółką, no i jaki dzisiaj ma wpływ syndyk na działalność tej spółki. Kto jest w radzie nadzorczej, kto jest w zarządzie, jakich syndykowi Państwo udzieliliście informacji na temat działalność tej spółki, sytuacji finansowej, czy przedłożyliście nam sprawozdania finansowe, które jutro na walnym mają być przedmiotem obrad, na jakiej podstawie prawnej uważacie Państwo, że syndyk ma jakikolwiek związek z tym wszystkim. Jaką ilość głosów na zgromadzeniu, na jutro, pan prezes przewidział?”

Prezes Bąk:
Zdaję sobie sprawę, że jest to kwestia postępowania sądu. Kwestia udziałów, kwestia zabezpieczenia …
Syndyk masy upadłościowej padliny:
To pan wywołał sprawę, pisząc w piśmie do Państwa, że syndyk bierze udział i komplikuje rozwiązanie sytuacji. Więc proszę wyjaśnić, na jakiej podstawie pan uważa, że syndyk ma wpływ?

Prezes Bąk:
W momencie ogłoszenia upadłości przez spółkę akcyjną, przez PCZ S.A., syndyk od samego początku prowadził działania, czy prowadzą wspólnie, razem, i w mediach publicznych i że tak powiem przez inne działania, w tym kierunku, żeby utrudnić pozostałym spółkom z grupy, m.in. PCZ Góra Śląska, funkcjonowanie, działalność medyczną. W sierpniu 2015 roku obaj panowie w audycji Polskiego radia Wrocław, w postaci różnych informacji prasowych informowali, że przede wszystkim sprzęt medyczny, który znajduje się m.in. w szpitalu w Górze Śląskiej jest Państwa własnością. Po drugie, że personel który jest zatrudniony w PCZ, np. w PCZ świadczącej usługi na rzecz firmy górowskiej, czyli na rzecz szpitala w Górze, że temu personelowi trzeba będzie wypowiadać umowy i być może na zasadzie porozumienia zawierać nowe umowy na zupełnie nowych warunkach. Przynajmniej te dwa czynniki spowodowały, że lawinowo zaczęły zmniejszać się, że tak powiem, przychody, pacjenci zaczęli rezygnować z usług, personel lekarski zaczął rezygnować ze współpracy. To doprowadziło do sytuacji, która jest i zamknięcia niektórej działalności.”

Syndyk masy upadłościowej padliny:
Pan prezes unika odpowiedzi. Moje pytanie było proste. Ile PCZ – pan powiedział ok. 30% - Państwo, którzy znają kodeks spółek handlowych wiecie, jaka to jest wartość 30%. Zadałem pytanie panu prezesowi ile głosów mamy na jutrzejsze walne, kto jest w zarządzie i jakich informacji udzielił syndykowi o działalności PCZ Góra Śląska przez ostatni rok?

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
To chyba nie są trudne pytania?

Prezes Bąk:
„.To są istotne pytania

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
Tak!

Prezes Bąk:
W radzie nadzorczej są: prezes Romuald Ściborski, pan Marian Kraśnicki oraz (nazwisko niesłyszalne w nagraniu).”

Radny Wacław Grzebieluch:
Za duże zamieszanie między panami jest i dlatego tak jest.”

Syndyk masy upadłościowej padliny:
W takim razie kim jest syndyk?”

Prezes Bąk:
„Syndyk jest tylko udziałowcem.

Syndyk masy upadłościowej padliny:
Udziałowcem. Dobrze. Ile głosów ma syndyk?

Prezes Bąk:
28%, co jest w tej chwili, że tak powiem, przedmiotem zabezpieczenia sądowego.”

Syndyk masy upadłościowej padliny:
Yhy. A proszę powiedzieć, czy te udziały zostały wydzierżawione komuś z prawem głosu?

Prezes Bąk:
To są szczegóły nieistotne.”

Syndyk masy upadłościowej padliny:
Dobrze. Syndyk ma 28% udziałów. Tak?”

Prezes Bąk:
„W tej chwili myślę, że nie przyjechaliśmy tu porozmawiać z panem.”

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
Ja Państwa przepraszam. To Państwo napisaliście do nas pismo. Ja jestem zbulwersowana zachowaniem Państwa, bo my zadajemy konkretne pytania a pan mówi, że nie jest to miejsce. To gdzie jest to miejsce? Nie ukrywam, że po to spotkaliśmy się, by zadawać pytania. No przecież spotkanie odbywa się z udziałem osób kompetentnych. Mamy na sali radnych powiatowych, radnych miejskich, władz gminy i powiatu (w tym ostatnim przypadku nasza kochana pani burmistrz niestety ogromnie przesadziła! Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu kompetentna! Ale jaja!!! Ma szefowa gminy poczucie czarnego humoru), panowie syndycy. Przecież my chcemy pomóc, żebyście Państwo otworzyli szpital i go prowadzili, bo wy nas poprosiliście o to, żeby was wspomóc, bo wy chcecie prowadzić usługi medyczne. A jak zadajemy pytania, to wy traktujecie je, jak pytania retoryczne. Nie trzeba udzielać odpowiedzi.”

Prezes Bąk:
Jak one mają się do tej pomocy, którą Państwo oferujecie? Intencją spółki było spotkanie się, w celu wyszukania takich środków, które pozwolą jak gdyby, przywrócić działalność medyczną w szpitalu w Górze. Natomiast Państwa pytania są ukierunkowane jak gdyby na rozliczenie spółki upadłej, spółki PCZ S.A., na temat udziałów, na temat, że tak powiem, toczących się procesów sądowych, Jak to się ma do pomocy i wznowienia działalności medycznej?! Nijak!”

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
Panie prezesie. Zadajemy pytanie, jak zakończyła się działalność PCZ Góra Śląska za 2015 rok i pan nie wie jak? Czy zakończyła się zyskiem czy stratą. Dla nas to ważne. Przecież to nie jest informacja niejawna. Przecież, gdybyśmy widzieli, że zakończyła się zyskiem, to wiedzielibyśmy, że jest jakaś przyszłość dla mieszkańców, że Państwo macie środki finansowe, zainwestujecie w szpital. A jak zobaczymy, że ze stratą, jaką stratą, no to wiemy też o czym rozmawiamy. Tak? No to chyba może pan powiedzieć, czy działalność za rok 2015 zakończyła się stratą czy zyskiem?

Prezes Bąk:
Wszystko zostanie przedstawione w dniu jutrzejszym.”

Ogólny śmiech na sali.

Mieszkaniec Góry Jacek Frączkiewicz:

„Czy ja dobrze zrozumiałem. PCZ spółka z ograniczoną odpowiedzialnością Góra Śląska wchodzi w skład masy upadłościowej czy nie?”

Syndyk masy upadłościowej padliny:
W skład masy upadłościowej wchodzą udziały, Jak jest wartość tych udziałów? Nie szacowaliśmy do tej pory tego, bo jak pan prezes stwierdził, nie wiadomo w ogóle ile mamy głosów, kto wykonuje te prawo własności, czy my czy inne podmioty, nie mamy wpływu na jakiekolwiek podejmowane decyzje, nie udzielane są nam jakiekolwiek informacje, nikt z nami nie konsultował działalność PCZ Góra Śląska.”

Mieszkaniec Góry Jacek Frączkiewicz:
Co się stało z majątkiem ruchomym spółki?”

Syndyk masy upadłościowej padliny:
Nie potrafię powiedzieć, co się stało z tym majątkiem, Nam została przedłożona umowa dzierżawy, która obejmowała ruchomości. Czy wśród tych ruchomości, panie prezesie, był też sprzęt ze szpitala?”

C.d.n.

P.S.

Tekst całkowicie prywatny i nie przeznaczony dla osób trzecich. Wara od czytania! Czy niezwykle sympatyczna Wampirzyca, po przeczytaniu testu czuje się w końcu syta? Musi Wampirek pamiętać, że zbyt częsta sytość jest powodem nabierania przez płeć wredną, czyli nadobną, rubensowskich kształtów. Tak więc zalecam nieco wstrzemięźliwości. Oczywiście, nie we wszystkim. Ślę całuski.

poniedziałek, 11 lipca 2016

Padlina w odwrocie cz. II

Przedstawiciele padliny:
Na pewno, w dniu jutrzejszym na Walnym Zgromadzeniu, reprezentowanym tu również przez syndyków PCZ S.A. w likwidacji, będą mieli na pewno pełną informację w tym zakresie. Kontynuując może tutaj moją myśl w roku 2014 rozpoczęliśmy proces restrukturyzacji całej spółki, tak jak powiedziałem we wszystkich tych obszarach i dopiero wtedy zwróciliśmy uwagę, że nie ma szans istnienia, po prostu, ten obiekt bez znaczących nakładów, inwestycji itd. Bez generalnego właściwie remontu poszczególnych pomieszczeń. Stąd m.in., złożyliśmy wypowiedzenia kontraktów w NFZ – ie, bo nie byliśmy w stanie kontynuować świadczeń medycznych, przy trwających, rozpoczynjących się pracach, remontach. W przypadku akurat, to co pani burmistrz tutaj raczyła przed chwileczką w swojej wypowiedzi wspomnieć o oddziale pediatrii. My sami byliśmy pani burmistrz, drodzy Państwo, zaskoczeni tym, że w jednym dniu, czy jednej nocy, po prostu zostaliśmy pozbawieni przez nieodpowiedzialnych lekarzy, funkcjonowania akurat tego oddziału. Bo cały czas pokładaliśmy nadzieję, podobni jak i w Środzie Śląskiej, bo ten oddział funkcjonuje tam, że również tutaj utrzymamy ten oddział pediatrii nawet mieliśmy plany związane z tym w jakie miejsce zostanie ten oddział przeniesiony. W związku z tym, w tym procesie restrukturyzacji realizowanym tu w spółce PCZ Góra Śląska, wystąpiło mnóstwo rożnych problemów. Stąd m.in. były też i te kwestie wzmocnienia poprzez wzmocnienie udziałów kapitałowych innych spółek spółki Góra Śląska. W związku z tym …

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
Panie prezesie, ponieważ my tą historię znamy, myślę że przejdziemy do konkretnych pytań, Ja zadaję sobie pytanie, bo przecież każdy kto interesuje się służbą zdrowia również interesował się również Państwa sytuacją finansową. Trochę się dziwię, bo to – przepraszam – dziwna spółka, która przystępuje do przetargu, nie robi żadnego rachunku ekonomicznego, nie wiem, jakie będą dochody, jakie będą wydatki, przystępuje do przetargu, kupuje szpital na raty. W międzyczasie jednak przeanalizowała i ten rachunek i ten rachunek ekonomiczny mówi, że to nie będzie się opłacać. W związku z tym trzeba coś zrobić, ale spółka dalej rat nie płaci, są te same osoby. No, przepraszam najmocniej panie prezesie, ale proszę tu spojrzeć na nas, to akurat nie jest oddział przedszkolny. Jeżeli dzieciom coś się przekaże, to dzieci w to uwierzą. No przepraszam, jesteśmy osobami dorosłymi i rozmawiajmy poważnie. Tą sytuację, którą pan przedstawia nam, to można faktycznie napisać komedię. Ale bardzo, bardzo smutną komedię. Dlatego bardzo proszę o zabranie głosu pana radnego Jana Przybylskiego.

Radny powiatowy Jan Przybylski:
Szanowni Państwo. Ja akurat miałem możność przejrzeć dokładnie ofertę spółki, która przejęła szpital. Ta oferta nie odzwierciedla w żaden sposób obecnego funkcjonowania szpitala. Państwo założyli na cele inwestycyjne – tak przynajmniej jest napisane – około 6 mln. Proszę Państwa, najistotniejsze jest w tym wszystkim, że z tego zobowiązania, prowadzenia 4 oddziałów w takim kształcie jak przejęliście, nie jest dotrzymywane. Na tej sali i z ust pani burmistrz i z ust pana prokurenta zostały wypowiedziane zdania, że szpital kupiliście. Państwo de facto tego szpitala nie kupiliście! Jesteście grabarzami świadczeń i usług medycznych dla przeciętnego mieszkańca powiatu górowskiego. Wpłaciliście 625 tysięcy przy zawarciu aktu notarialnego i następnie jedną ratę, tak jak wynikało to z aktu notarialnego do października 2014 r. W roku 2015 kwota, którą mieliście zapłacić, czyli 625 tys. nie wpłynęła. Proszę Państwa, jednoznacznie oświadczam. Kwota trzy miliony siedemset pięćdziesiąt tysięcy nigdy nie wpłynie do budżetu starostwa powiatowego w Górze. Możecie iść ze mną do sądu. Wprowadziliście politykę rabunkową, którą prowadzicie dalej. Opowiastki, że coś tam robicie w remontach … . Nikt, żaden obywatel nie widzi pracowników tam przemieszczających się. To co pani burmistrz powiedziała. Jest to pływanie w obłokach, opowiada pan rzeczy nieistotne, na okrężkę. Jest pan wyćwiczony w takich spotkaniach, wyćwiczony w zakresie, by mówić tylko to, żeby odczepili się ode mnie. Wspomniał pan w swoim wywodzie też, że jakieś problemy wynikły przy kontraktowaniu świadczeń, że złożyliście dwukrotnie wniosek do NFZ o podpisanie kontraktu a pan starosta kilkakrotnie mówił, że taki wniosek do NFZ nie wpłynął. Na dzisiejszym spotkaniu również to potwierdził. Tak, że proszę Państwa, jesteście nierzetelną spółką, która grabi poszczególne podmioty gospodarcze, czy to jest starostwo, czy też te, które w innej formie prowadzą szpitale. To nie tylko jest Środa Śląska, ale kilka innych podmiotów. Teraz pytanie skierowałbym do syndyka masy upadłościowej. Panie syndyku, czy jest jakakolwiek szansa na zapłacenie z tej masy upadłościowej jakiejkolwiek kwoty z trzech milionów siedmiuset pięćdziesięciu tysięcy dla starostwa powiatowego?


C.d.n.

wtorek, 5 lipca 2016

Padlina w odwrocie cz. I

Jak Państwo wiecie 29 czerwca br. odbyło się spotkanie w sprawie nieistniejącego już praktycznie szpitala górowskiego. Spotkanie zwołane zostało z inicjatywy burmistrz Ireny Krzyszkiewicz, która wyręczyła w ten sposób zupełnie nieudolną tzw. „władzę powiatową” w osobach Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu – Piotra „Cielęciny” Wołowicza oraz niedoszłego (na szczęście!) burmistrza Wąsosza Pawła „Futrzaka” Niedźwiedzia. To ci dwaj panowie w swoje nieskończonej głupocie ubzdurali sobie, że jak „sprzedadzą” szpital, nasz wspólny szpital, uzdrowią powiat a sami przejdą do historii, jako ci, którzy uratowali powiat, a ponadto zapewnili jego galaktyczny wprost rozwój. Ciemnota i ciasność ich horyzontów myślowych odbija się codziennie na naszych kontaktach z zamkniętą służbą zdrowia.

Wróćmy jednak ad rem. Na spotkania przybyli przedstawiciele kancelarii prawnej, której w udziale przyszło babrać się w padlinie zwanej niegdyś Polskie Centrum Zdrowia. Na twarzach panów syndyków z Wrocławia widać było wyraźnie znużenie, co osobiście mnie nie dziwi, bo ileż można grzebać się kichach bardzo nieświeżego trupa?

Z pewnym opóźnieniem do sali obrad wkroczyli żywi przedstawiciele upadłej padliny (PCZ). Weszli z szumem i kroczyli dumnym krokiem, ale tylko do połowy sali. Kroczący na czele prokurent Stanisław Pachołek zatrzymał się jak wryty widząc za stołem prezydialnym, który tego dnia pozbawiony był tradycyjnych ornamentów (aksamitny czerwony obrus oraz nieodłączna paprotka) syndyków, którzy zasiedli tuż obok burmistrzyni. Na moment stracili swój pewny krok, zapowietrzyli się, zastygli bez ruchu. Dotarło do nich, że skończyło się krętactwo i inne pseudo intelektualne figle i sztuczki, które niczym niedopierzone pelikany łykali tzw. „włodarze” powiatu (Wołowicz i Niedźwiedź).

Pani burmistrz z radością powitała obu przedstawicieli padliny i głosem pełnym niewymownej czułości, serdeczności, powabu i wdzięku, zaprosiła obu „gentelmenów” bliżej syndyków masy upadłościowej ich własnego autorstwa. „Nie trzeba” – krygowali się „gentalmeni”. „Proszę, proszę!” – kusiła anielskim głosem Irena Krzyszkiewicz. Nie mając innego wyjścia „gentelmeni” zasiedli tuż przy syndykach, od których oddzielała ich tylko trybuna. Zaczęły się obrady.

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz przypomniała na wstępie, że powodem zorganizowana spotkania był list PCZ, o którym pisałem wcześniej. Ponadto stwierdziła, że sprawy związane ze szpitalem, opieką medyczną nad mieszkańcami gminy i powiatu leżą w gestii starosty, ale są one jej bliskie. Zachęciła do dyskusji na ten temat, gdyż „jest po temu okazja”. Odczytała fragmentu listu sygnowanego przez Beatę Gałązkowską, w który ubolewała ona, że nie może prowadzić działalności inwestycyjnej na terenie szpitala, groziła całkowitym zaniechaniem działalności szpitala, utyskiwała nad postawą powiatu zajmowaną w Radzie Wierzycieli, utyskiwała nad przeszkodami jaki spółka napotyka w prowadzeniu działalności medycznej, informowała, że spółka nie może uzyskać kontraktu z NFZ na świadczenie usług medycznych.

Następnie oddała głos Wielce Czcigodnej Pomyłce Powiatu Górowskiego. Ten jednak, na szczęcie wszystkich obecnych na sali, nie zdążył się rozkręcić i skatować ich swoją mało wybredną nowomową, bo na salę obrad wkroczyli przedstawiciele padliny. których wejście opisałem Państwu wcześniej. Z tego co wcześniej rzekła burmistrz spodobał mi się taki oto dialog pomiędzy szefową gminy a Wielce Czcigodną Pomyłką Powiatu.

Możemy siedzieć?” – pyta swoją szefową Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu.
Tak! Oczywiście możemy siedzieć” – odrzekła wdzięcznie burmistrz.
Da Bóg i sprawiedliwość Wielce Czcigodna Pomyłko Powiatu, że tak się stanie” – pomyślałem ja.

Swoje wywody rozpoczęli przedstawiciele padliny, którym gospodyni spotkania udzieliła głosu.

W dniu dzisiejszym i jutrzejszym odbywają się walne zgromadzenia i w związku z tym trwają aktualnie przygotowania do właśnie tych walnych zgromadzeń. W związku z tym nie jest obecny pan prezes Romuald Ściborski i nie jest obecna pani wiceprezes Beata Gałązkowska, która jest na zwolnieniu lekarskim, i z tego co wiem przebywa w szpitalu. Pozwoliliśmy siętutaj zjawić dzisiaj, pan prezes Tomasz Bąk, jako prezes spółki Polskie Centrum Zdrowia Góra Śląska, ja jako prokurent tej spółki. Równocześnie jako przedstawiciele upadłego (PCZ) widzą są panowie syndycy. Ja zapoznałem się z pismem, które zostało skierowane tu do pani burmistrz z pismem PHM przez panią wiceprezes Gałązkowską, ponieważ nie uczestniczyłem akurat w redagowaniu tego pisma, nie mniej jednak zapoznałem się z treścią. Nie znam odpowiedzi ze strony pana starosty, bo nie miałem okazji zapoznać się, być może jeszcze nie dotarło do nas odpowiedź. Nie mniej jednak, krótko tytułem wstępu. Ja nie chcę powielać tutaj rzeczy, które są skierowane do pani burmistrz, to jest prośba o podjęcie właśnie takiego spotkania, zresztą dziękuję, że do takiego spotkania doszło, bo myślę, że na takim spotkaniu, celem takiego spotkania jest przede wszystkim znalezienie takiego rozwiązania, które byłoby  jak najbardziej optymalne dla społeczności powiatu górowskiego w celu w dalszym ciągu świadczenia usług medycznych. Nie mniej jednak w tym piśmie, z którym jak rozumiem Państwo się zapoznali no są okoliczności, które niestety powodują, że będzie problem z uruchomieniem tych świadczeń medycznych w obiekcie, ponieważ pomimo dwukrotnie składanych ofert do dolnośląskiego oddziału NFZ, niestety te nasze oferty składane przez PCZ Góra Śląska, jak też i przez PHM, spełzły w pewnym sensie na niczym, bo do tej pory brak jest takiej właściwej odpowiedzi mimo spotkań, które nawet w ubiegłym tygodniu pani wiceprezes Gałązkowska, jeszcze przed pójściem do szpitala miała okazję rozmawiać z panią dyrektor Ulman (zastępca dyrektora w dolnośląskim NFZ do spraw medycznych), to oczywiście są dyskusje, rozmowy, ale w przypadku akurat Góry Śląskiej nie ma żadnych rozstrzygnięć.”

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
„Przepraszam, że się wtrącę, ale kiedy do NFZ Państwo składali ten wniosek?”
Przedstawiciel padliny:
Yyy. Dwukrotnie 
Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
„Ale kiedy? W jakim terminie?”
Przedstawiciel padliny:
„Ja już teraz nie znam daty składanych wniosków, ale …”
Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
Nie myli pan ze Środą Śląską?”
Przedstawiciel padliny:
Nie. Na pewno nie. Odnośnie Środy Śląskiej oddzielnie były składane wnioski o odnośnie Góry też. Na pewno były w terminie późniejszym niż w przypadku Środy Śląskiej.
Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
„Przepraszam, że się tak wtrąciłam, bo przed chwilą pan starosta oświadczył, że dwa tygodnie temu prowadził rozmowy z NFZ i dwa tygodnie temu żaden wniosek Państwa spółki do NFZ nie wpłynął.
Przedstawiciel padliny:
To przedłożymy Państwu tutaj dokładnie terminy kiedy te wnioski zostały złożone, bo korespondencja to jest żaden problem żeby bezwzględnie w taki sposób udowodnić, że takie wnioski zostały złożone. Tak więc na pewno takie wnioski zostały złożone. W tym sensie, w NFZ w chwili obecnej z uwagi na to, że jest nieobecna już jest, nie pracuje pani dyrektor oddziału, pani dyrektor Niemiec, a te rozmowy, które tam były prowadzone, one były prowadzone przede wszystkim z panią dyrektor Ulman, o ile się nie mylę, to być może jakieś tam, al"?e przedłożymy tu Państwu konkretne informacje kiedy wnioski zostały złożone. W związku z tym, tak jak zostało powiedziane jest to pismo do Państwa skierowane z prośbą o pomoc w kontekście takim, żebyśmy mogli doprowadzić przede wszystkim remonty, które zostały rozpoczęte w obiekcie przy ulicy Hirszfelda do wymagań tych wszystkich dostosowawczych zgodnie z rozporządzeniami Ministra Zdrowia, i to co kojarzę sobie tam jest termin do końca grudnia br. Część prac została już wykonana i na dosyć zaawansowanym tempie są przygotowywane kolejne kwestie do tego żeby obiekt ten mógł spełniać określone wymagania. Stąd m.in. też prośba tutaj do Państwa, żeby ewentualnie doprowadzić do takich jasnych sytuacji w kwestii związanej właśnie z działaniami wobec NFZ.

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
„Moi Państwo, to jest tak trudna materia. Skoro my mamy trudności żeby zrozumieć Państwa intencje, to co dopiero mieszkańcy? Bo tak się składa, bo sama wiem, że skoro Państwo kupiliście szpital, z założeniem, akt notarialny mówił o tym, że macie prowadzić usługi na wysokim, dobrym poziomie, skoro w akcie notarialnym z którym się też zapoznałam, jest wyraźnie napisane, że likwidacja jednego oddziału powoduje odszkodowanie w wysokości 1 mln złotych, zresztą pan jako prokurent uczestniczył w całym tym procesie, ponieważ 7 maja 2015 r. dochodziło już do podpisywania aktu notarialnego, jako burmistrz otrzymuję zawsze kserokopie aktów notarialnych i już panu staroście sygnalizowałam. Każdy akt notarialny, który przychodzi do mnie, mówiący o tym, że ten majątek przechodzi na inne osoby, na inne spółki, to już powodowało, że sygnalizowałam panu staroście, że coś dzieje się nie tak. No bo skoro ktoś kupuje – nie rozumiem Państwa intencji?! Po co kupiliście Państwo szpital, niech pan mi powie, kto Państwu przeszkadzał w prowadzeniu działalności?! Przecież byliście świadomi tego, że szpital trzeba dostosować będzie do wymogów? Wiedzieliście, że trzeba będzie dokonać remontów. Nikt Państwu nie przeszkadzał wtedy! To jaki cel przyświecał, że chcieliście ten szpital akurat mieć? Nie oceniać mi postępowanie Zarządu Powiatu górowskiego, na czele z panem starostą, tylko mamy swoje sprawy z Państwem. Proszę wytłumaczyć: jaki cel przyświecał Państwu, że zakupiliście szpital, który obecnie nie działa, podobnie jak w Środzie. Nie ukrywam, bo rozmawiałam dzień wcześniej z burmistrzem w Środzie Śląskiej, gdyż do nich też wystosowaliście takie pismo, nawet treści nie zmieniliście tylko adresata. Środa Śląska też nie pomaga według was Państwu, Państwo też nie możecie też tam prowadzić działalności. No to wszędzie, gdzie prowadzicie działalność kłody pod nogi wam się kładzie? Ja rozumiem, że wyjątkiem jest Góra, że tam klimat jest jakiś inny? Nie macie tu tego klimatu żeby prowadzić działalność. Ale wszędzie, gdzie kupiliście szpital wszyscy wam przeszkadzają.
 Przedstawiciel padliny:
No, pani burmistrz …
Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
Przepraszam, bo ja nie rozumiem, ja nie rozumiem dlaczego kupiliście ten szpital."
Przedstawiciel padliny:
Kupiliśmy dlatego po prostu, że chcieliśmy rozwijać tutaj świadczenia medyczne, te które i były i które ewentualnie nadal są, czy ewentualnie będą rozwijane.
Burmistrz Irena Krzyszkiewicz:
No to dlaczego rok temu, w 2015, już nie prowadziliście tej działalności, tylko myśleliście nad tym, jak córki – matki mają prowadzić tą działalność. Teraz matki – córki są pokrzywdzone, ale to przecież Państwo uczestniczyliście od początku w kupnie szpitala. Gdyby to matki – córki, ale nie mogę tutaj tego zrozumieć. Prosiłabym pana o odpowiedź. Oczywiście, pan tu bardzo ładnie mówi, ładnie się pana słucha, ale powiem, że wolałabym by zostało to przelane na treść a nie na ilość słów. My, jako mieszkańcy chcemy wiedzieć, czy spółka tak jak pani prezes Gałązkowska raz mnie odwiedziła i zapewniała, że wszystko czynicie, żeby – po pierwsze – oddziała pediatryczny ruszył, bo jeśli ruszy oddział pediatryczny, to Izba Przyjęć ruszy. I zapewniała, że wszystko idzie w dobrym kierunku. A po rozmowie panie prokurencie, po 3 czy 4 dniach ja otrzymuję pismo innej treści. To przepraszam, ale jesteśmy poważnymi osobami, rozmawiamy jak gmina ma pomóc, bo gmina nie ma w kompetencji opieki zdrowotnej, ale dla mnie losy mieszkańców są najważniejsze. Pan chyba nie wie, jak nasi pacjenci są traktowani w innych szpitalach. Ja nie ukrywam, że ostatnio również skierowałam pismo do dyrektora szpitala w Lesznie ponieważ jest skarga na sposób przyjęcia, na traktowanie. Pacjentów i lekarzy nie powinny interesować sprawy związane z tym, co się dzieje w szpitalu w Górze. Lekarz powinien zająć się pacjentem. Udzielić pierwszej pomocy a nie na powitanie, od razu pytać: a to wy jesteście z tego zlikwidowanego szpitala w Górze? Jak pacjent ma się otworzyć? Ja nie ukrywam, skierowałam pismo w formie protestu do pana dyrektora. Do 30 czerwca powinnam otrzymać odpowiedź. Dlatego proszę się wczuć również w rolę pacjenta, rolę mieszkańców, którzy tu mieszkają i nie mają dostępu do służby zdrowia. Proszę Państwa, jak działa zakład, który przez dwa lata nie potrafi wyremontować budynku?"


C.d.n.

środa, 29 czerwca 2016

A dietki lecą!

Komisja Rewizyjna Rady Powiatu prześwietliła sprawę „sprzedaży” naszego szpitala PCZ we Wrocławiu. Ongiś pisałem w tej sprawie do tejże komisji i jej wiceprzewodnicząca, magister i dyrektor Zespołu Szkół w Sicinach do 31 sierpnia br. Tu jako ciekawostkę rzeknę Państwu, że radna Mariola Szurynowska przegrała konkurs na kolejną 5. letnią kadencję szefowej tej placówki z górowianką panią Anetą Juską, która uczy w Gimnazjum nr 1. By w miarę w pełni zaspokoić Państwa ciekawość dodam, że mąż już nieomal byłej dyrektorki i radnej w jednej osobie dowoził dzieci z gminy Niechlów do szkół. Nowa władza, która nastała w gminie Niechlów, ogłosiła nowy przetarg na przewozy dziatwy szkolnej i ślubny pani Marioli został w majestacie prawa z tego interesu „wyślizgany”. A wiadomo, że nieszczęścia chodzą parami, to wkrótce potem ślepe fatum losu wyrwała panią Mariolę z dyrektorskiego fotela.


Pozwolę sobie na drobniutką i niewinną dygresję. Jeżeli radna Mariola Szurynowska pełniąc odpowiedzialną w końcu funkcję dyrektorską była tak skora do mówienia, jak radna, to wcale się nie dziwię, że przerżnęła konkurs na dyrektora. Jako radna nie wydała z siebie jeszcze żadnego zdania. Ba! Nawet nie zauważam jej obecności podczas posiedzeń Wysokiej Rady, bo trudno jest dostrzec kogoś kto nic nie mówi. Oczywiście drętwota języka nie szkodzi sprawności ręki pobierającej dietę (670 zł miesięcznie nie podlegające obowiązkowi podatkowemu). Proszę, proszę! Język kołkowaty nieco, ale rączki ku się zgarniające sprawnie. 

Powróćmy jednak do „Protokołu nr 1/2016 z kontroli przeprowadzonej w dniach 9.03 – 5.03. 2016 r”. Protokół ów, który Państwu zaprezentowałem w postaci skanu, zawiera w ostatnim zdaniu (podkreślonym na czerwono) pewną niezwykle cenną wskazówkę. Wskazówka owa, albo zalecenie , zaadresowana została do przewodniczącego Rady Powiatu, ostoi polskiego rolnictwa, intelektualnego filaru PSL, zawołanego mówcy, posiadacza jeszcze niedkrytych cnót i walorów – Jana Rewersa.

Członkowie zespołu kontrolującego „sprzedaż” szpitala (Teresa Frączkiewicz, Jan Przybylski), zwrócili się do drogiego pana Jana, by ten w swojej niczym nieograniczonej mądrości, przygotował projekt uchwały dla Rady Powiatu, by ta na mocy tejże uchwały, mogła zwrócić się do prokuratury o zbadanie sposobu w jaki powiat pozbył się szpitala. Z tego, co udało mi się ustalić członek PSL (a raczej jej żałosnych resztek) Niue podjął się tego zadania. I wcale się mu nie dziwię, gdyż potęga jego intelektu nie pozwala mu zajmować się trak prozaicznymi i przyziemnymi sprawami, jak cierpienia wielu mieszkańców i ich trwoga na myśl o chorobie swojej, bliskich, dzieci. Nasz drogi pan Jan ma znacznie szerszą skalę wrażliwości. Cierpienia warchlaków, chów krów miododajnych, życie seksualne i przedwczesne wytryski buhai, wiosenna orka kijem w listopadzie, żniwa czyraków w styczniu, zasiew lucerny arbuzoplennej na Marsie, usprawnienia w budowie cepa, itp. fundamentalne dla całej ludzkości sprawy. W przedstawionej sytuacji nasz drogi pan Jan absolutnie nie ma czasu na zajmowanie się ludzkimi, a więc jakże przyziemnymi sprawami, jak wyjaśnienie przygłupiej decyzji o podarowaniu szpitala. Bo gdzie np. czas na poznanie tajników budowy rzeczonego cepa? A muszą Państwo widzieć, że budowa takiego cepa to zagadnienia wysoce skomplikowane a poznanie tajników jego działania wymaga szeregu lat wyczerpujących intelektualni studiów. Ale ja wierzę, że nasz drogo pan Jan podoła temu wyzwaniu.

Pragnąc odciążyć naszego drogiego pana Jana od wyczerpujących obowiązków i kierując się wskazówką kończącej dyrektorski byt radnej Marioli Szurynowskiej, która brzmi: „każdy dowiedziawszy się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu ma społeczny obowiązek zawiadomić o tym prokuratora lub Policję”, muszę to uczynić. Szkoda jednak wielka, że radna Mariola Szurynowska uważa się, że nie jest „każdym”. Po chwili zastanowienia dochodzę jednak do wniosku, że nie jest „każdym:, bo tylko koalicyjni radni solidarnie milczą podczas sesji a dietki pobierają. A Państwu wasi pryncypałowie płacą za nic?

Podobno u źródeł tego „milczenia” (a dieta leci!) leży pragnienie objęcia przez radną Mariolę dyrektorskiej funkcji w jednej z placówek oświatowych w naszej gminie. To jest zbyt śmieszne, by mogło być prawdziwe. To są jakieś plotki wyssane z brudnych palców wrogów naszej pani burmistrz, którzy nie cofną się przed żadną nikczemnością.

Tak więc mi, a nie radnym powiatowym (diety i tak lecą!), przyjdzie sporządzić zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przy tzw. „sprzedaży” szpitala. A diety lecą! Ale nie mi!

czwartek, 23 czerwca 2016

Prąciem w twarz

Wczorajszą, absolutoryjną sesja Rady Powiatu, obserwowałem tylko do momentu, gdy opozycyjny radny Grzegorz Aleksander Trojanek, zapytał o list obdarowanego naszym szpitalem PCZ u. List ów zamieściłem ku uciesze własnej i Państwa, bo wybitnie oddaje on miarę bezczelności, tupetu i chucpy, którą uprawia szefostwo tej firmy.

Z wyraźną wyczuwalną drwiną w głosie radny Grzegorz Aleksander Trojanek stwierdził, że list jest „kwiecisty” że jej autorka „pochyla się nisko nad naszą sytuacją”, i na koniec swojej mocno ironizującej wypowiedzi radny rzekł: „Okaże się, że wszyscy chcą dobrze, ale my nie”. Radny zachęcił również przewodniczącego Rady Powiatu, by odczytano na głos treść owego listu, bo jak stwierdził: „Nie wszyscy go znają”.

Przewodniczący Jan Rewers z gracją i wdziękiem oraz wciąż niezbadanymi nawet przez niego pokładami inteligencji, z wrodzoną dla członków PSL szczerością, stwierdził, że nie ma takiej potrzeby, bo list wszyscy znają. W tym momencie moje ciało opanowało najwyższe wzruszenie a oczami wyobraźni swojej w miejscu zajmowanym przez tego wybitnego działacza ujrzałem dość obfity balocik sianka. Sen – mara ulotnił się spod moich urokliwych oczu (niestety!), a drogi mojemu sercu i mojej kochance klawiaturze, ponownie ukazał się drogi i ukochany pan Jan, który coś tam mówił. Z tym mówieniem przez naszego drogiego pana Jana mam ten problem, że w większości nie bardzo wiem o czym on gaworzy. Wtajemniczeni twierdzą, że mowa pana Jana jest zrozumiała tylko i wyłącznie dla działaczy tej partii na szczeblu gminnym i powiatowym. Chodzi podobno o to, by osoby postronne nie mogły zrozumieć działaczy PSL. I muszę Państwu wyznać, że ten kamuflaż wychodzi im doskonale!

Tuż po naszym drogim panu Janie głos zabrała Wielce Czcigodna Pomyła Powiatu Piotr „Cielęcina” Wołowicz. Uuu! To również mówca urodzony! Każdorazowe zabranie przez niego głosu wywołuje u mnie natychmiastową reakcję, która wyraża się w przemożnym pragnieniu wzięcia nogi za pas. Wczoraj jedna, ku chwale naszej małej ojczyzny i by było o czym pisać, wytrwałem na powierzonym mi przez moje własne sumienie posterunku. Ale tylko dobry Bóg wie, ile mnie to kosztowało!

Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego składając słowa w zdania pełne wyrafinowanego wdzięku (elokwencja tylko dla koneserów filmów klasy „C”) raczyła poinformować, że autorka listu B. Gałązkowska wydała pracownikom szpitalnej resztówki surowy zakaz kontaktowania się z władzami powiatu.

Przez myśl mi przyleciało, że zakaz ów wydała z obawy o zdrowie psychiczne resztek przetrzebionej - za zgodą także Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu – załogi naszego szpitala. Zuch baba! – pomyślałem.

W kolejnych zdaniach przerywanych „ymmmm”, „nnnn”,”eee” „aaa”, itp. dźwiękami nie umieszczonymi w „Słowniku poprawnej polszczyzny” (zapewne przez nieuctwo autorów tego dzieła), Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego poinformowała zebranych, że wg uzyskanych przez niego informacji, spółka Polski Holding Medyczny we Wrocławiu (aktualny właściciel budynku po szpitalu, bo nazywanie szpitalem Zakładu Opiekuńczo – Leczniczego jest urąganiem ludzkiej inteligencji), nie występował też do NFZ we Wrocławiu o jakikolwiek kontrakt na funkcjonowanie jakiegokolwiek oddziału szpitalnego.

Ta informacja nieco mną wstrząsnęła. Liczyłem bowiem w skrytości ducha, że otworzą może chociaż nieduży oddział psychiatryczny. No chociaż z jedną salką! Taką niedużą! Na cztery łóżka! I leżelibyśmy sobie: ja, radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki. Niespełniony kandydat na burmistrza Wąsosza – Paweł „Misiu” Niedźwiedź, Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu. Tak poleżelibyśmy z sobą góra tydzień a po nim ta Trójca Nieprzenajświętsza na kolanach i z łzami w oczach prosiłaby o przeniesienie do Tworek. Już w tym moja byłaby głowa!
Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu użalał się – pisząc w skrócie – że władze obdarowanego szpitalem wrocławskiego przekręta mają ich teraz w dupie. Rzec można, że panowie spijają obecnie „nektar”, którego sami nawarzyli. Zachłysnęli się prywaciarzem i teraz się dziwią, że im gówno sztorcem w dupie staje! A trzeba było  gówna do miasta nie ściągać! A mądrzy ludzi ostrzegali!

I w tym momencie sesji o głos poprosiła pani burmistrz Irena Krzyszkiewicz. Z wrodzoną jej nieśmiałością, oczętami opuszczonymi nieco wstydliwie, w czystej nienagannej polszczyźnie, oznajmiła, że ona również dostała list i w związku z nim zorganizowała spotkanie z syndykiem masy upadłościowej po PCZ oraz władzami obdarowanej szpitalem spółki.

Kierowany litością skierowałem kącik swojego oka w stronę tzw. „władz” naszego powiatu. Ujrzałem widok straszliwy i przerażający. Jakby tu Państwu oddać ich widok? O! Już wiem! Wyglądali jak mandarynki na śmietniku pod „Biedronką”, które nie zeszły pomimo piątej przeceny. Jak mi żal … mandarynek!

I tak kobieca stanowczość, zdecydowanie i wola działania odsłoniły zwykłą nieudolność tzw. „władz” powiatu. I tak ponownie okazało się, że to nie zawsze chłop musi mieć … . Faktem jest, że tzw. „władza” powiatowa mocno się wkurzyła. Cios był nieoczekiwany, dotkliwie bolesny i przypominał smagnięcie od dawien dawna nieużywaną dyscypliną. Jak to dobrze jest mieć na podorędziu zapomniane od dawna narzędzie pedagogiczne. Tyle, że w tym przypadku sprawa jest beznadziejna.

Spotkanie, o którym mówiła pani burmistrz miało się odbyć w najbliższy czwartek. Radny powiatowy Mirosław Żłobiński poprosił jednak o przełożenie spotkania na środę. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu Pierwsza Dama wyraziła zgodę. Aż pozieleniałem z zazdrości! Dopiero w kuluarach dowiedziałem się, że – podobno radny Mirosław Żłobiński – tego dnia zawiera związek małżeński! Zakochał się! A ja myślałem, że kocha tylko siebie i archiwa państwowe. Acha! Podobno niewątpliwie szczęśliwa wybranka jest archiwistką w jednym z archiwów. W posagu ma – podobno – wnieść uwierzytelnione kopie ok. 5 ton materiałów archiwalnych. Kobieta jego marzeń!

Wracajmy do sesji. Głos zabrał radny Kazimierz Bogucki, który podziękował pani burmistrz za „cenną inicjatywę”, pochwalił za: „podjęcie inicjatywy” a tzw. „władza” powiatowa siedziała zbaraniała. Radny Kazimierz Bogucki zwrócił się też do Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu z apelem: „by złodziei nazywać po imieniu” oraz że nie można mówić o sprzedaży szpitala, ale o jego podarowaniu.

Radny Grzegorz Aleksander Trojanek przypomniał sobie, że „wicestarosta miał coś na dzisiaj przygotować”. Kręcący się od dłuższego czasu Paweł „Misiu” Niedzwiedź zaczerwienił się niczym podpalona stodoła nocą na czarnym horyzoncie, wyrzucił niczym buchaj przed rzezią w rzeźni powietrze z płuc obojga, i rzucił w stronę opozycji: „Więc robimy coś razem?!” Zamarłem!

„Faryzeusz!” – zaskowyczałem w głębi ducha. Do współpracy zapraszają opozycję wtedy, gdy ch… w twarz dostają. Ten list był właśnie tym pisanym przez „c” i „h” narządem! A przymilali się do obdarowanych szpitalem, że rzygać się chciało. Zero dbałości o interes pracowników szpitala, bo nie wolno krępować właściciela w jego decyzjach. Ale właścicielowi wolno krzywdzić ludzi?! No, kurwa popaprańcy! A jak list, którego forma i treść dają im kopa centralnie w dupę nadchodzi, to skowyczą: „Więc robimy coś razem?!” A kurwa, „Misiu”, jak podpisywaliście tę umowę o rzekomej sprzedaży szpitala, to czy przed jej podpisaniem szanowny „Misiu” pytał opozycji: „To co podpisujemy umowę w tym kształcie?” A ch… pytał! A teraz jak gównem przeklętych pomysłodawców podarowania szpitala ich przyjaciele z PCZ obrzucili, to opozycja niech ratuje. A poszli won!

Głos zabrał radny Jan Przybylski, który głośno powiedział, to o czym wszyscy mówią po kątach: „Kasa was tylko interesuje!” Nic dodać – nic ująć. Radny trafił w dziesiątkę.

Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego, z wrodzoną sobie „elokwencją” , zaczęła swą „mowę”. Trudno było jednak zrozumieć wypowiadane przez niego słowa. Ja zrozumiałem, że „szanuje” radnego Boguckiego, ale ma żal do niego, że mówi o „darowaniu szpitala” zamiast o jego „sprzedaży”. Widziałem, że radny Kazimierz Bogucki wzruszył się nieco szczerym wyznaniem Wielce Czcigodnej Pomyłki, która też („Pomyłka”) wyrażała swój żal, że społeczeństwo mówi Kaziowi co go boli a jemu nie.

Widać było, że Wielce Czcigodną Pomyłkę Powiatu dręczy myśl, że szlag jasny trafia jego partię, w której członkostwo wiązał z profitami. Z partią, której nie liczył intelekt, ale wierność nawet największej głupocie. Ale Platforma, rzekomo Obywatelska, władzę utraciła i teraz ciężko jest żyć tym wszystkim, którzy dotąd lekko żyli.

Te żale Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu Górowskiego wpłynęły nieco łagodząco na radnego Kazimierza Boguckiego, który podsumowują „erudycyjny” bełkot najgorszego starosty w historii powiatu, zapytał z wyraźnym smutkiem w głosie: „To dlaczego nie ma szpitala?” „Erudycja” starosty temu pytaniu nawet nie usiłowała sprostać. Wątły akumulatorek intelektu najwyraźniej odmówił posłuszeństwa.

Bezlitosny radny Jan Przybylski głośno i dobitnie rzekł: „Te 3.750 tys. za szpital nigdy nie wpłynie. Poręczcie te kwoty panowie własnym majątkiem”. Nie muszę dodawać, że ze strony oby świętych Mikołajów odzewu nie było. Przecież oni chcieli dobrze, ale wyszło pizdowato. Jak zwykle.

Delikatnie o głos poprosiła radna Teresa Frąckiewicz, która zwróciła się do żałosnych resztek PSL, reprezentowanych przez naszego najdroższego pana Jana Rewersa (biedak, bezrobocie mu w oczy zagląda) oraz wiceprzewodniczącego rady z tejże partii, którego nazwiska nie znam, bo jeszcze głosu z siebie podczas obrad nie dał. Diety to absolutnie nie przeszkadza mu pobierać. Wiem tylko, że jest z Krainy Kwitnącego Łęta, więc zgodnie z naszą tradycją za „Pyrę” będzie robił na blogu. Radna chciała poznać „konkret”. Inaczej mówiąc radną interesowało kiedy radni spotkają się w celu ustalenia treści listu. Wyraz „konkret” był na tyle abstrakcyjny i jednocześnie obcy dla naszego kochanego pana Jana Rewersa, do którego tak wielu czuje awersję, ze radna Teresa trzykrotnie musiała tłumaczyć wybitnemu działaczowi PSL o co jej idzie.


Widząc, że radna Teresa nie znajdzie wspólnej płaszczyzny porozumienia z ukochanym wodzem Rady Powiatu, interweniował radny Michał Krochta. Zgłosił on wniosek o wspólne opracowanie stanowiska w sprawie listu. Złożony wniosek przegłosowano. Ja opuściłem sesję, bo już dość miałem widoku tzw. „władzy” powiatowej i czułem, że lada chwila puszczę pawia.  Jak Państwo wiedzą paw raz wypuszczony na wolność nigdy nie wraca. 

wtorek, 21 czerwca 2016

Ale smród!

Poniżej mają Państwo pismo kuriozum. PCZ, czyli zdechła „Gazela Biznesu” tygodnika „Wprost” w końcu raczyła się odezwać. I to jak odezwać! Państwo zażyją coś na uspokojenie a jeśli mają problemy z układem krążenia to polecam trzymanie telefonu w zasięgu ręki.
Z treści tego bezczelnego pisma wynika niezbicie, że nieomal kompletnemu zamknięciu szpitala winien jest powiat górowski, który w chorym mniemaniu autorki pisma, ma na celu: „(…) całkowite zaprzestanie prowadzenia działalność gospodarczej przez spółki powiązane z PCZ S.A.”

Nie wiadomo tylko czy na taką wieść śmiać się czy płakać?! Oczywiście, że gdy powiatowa koalicja ubiegłej czarnej kadencji dawała nieomal w prezencie nasze wspólne dobro, jakim był nasz wspólny szpital, zarówno interes, mieszkańców mogących być pacjentami szpitala, w dupie mieli nie tylko interes potencjalnych pacjentów, ale też pracowników szpitala. Tym ostatnim w swoiście rozumianej „podzięce” za trud, znój i oddanie dla pacjentów, nie zagwarantowano w chuj wartej umowie sprzedaży szpitala (czytaj: darowizny) żadnych praw. Zostawiono pracowników na pastwę ludzi pozbawionych honoru i elementarnej uczciwości.

Ówczesny zarząd powiatu, wspierany przez gromadę bardzo to a bardzo miernych radnych (w rzeczy samej też mierny) nie oglądał się na interes ogólnospołeczny przy „darowaniu” naszego szpitala dla PCZ zachowywali się, jakby „obdarowany” podłączył ich do kroplówki z najczystszą morfiną! Jakież oni mieli omamy, majaki, przewidzenia! I nie zdawali sobie biedacy sprawy z faktu, że oczadzeni rzekomym dobrem jakie niesie z sobą prywatyzacja szpitala, tak właściwie stają się jego grabarzami.

A mądrzy ludzie ostrzegali! Ale oni, upojeni kroplówką z przenajczystszej PCZ – owskiej morfiny propagandy nie zdobyli się na samodzielne myślenie. Z drugiej strony jak mogli się na nie zdobyć w sytuacji, gdy dobry Bóg tą nawet t5ą drobną zdolnością ich nie obdzielił? Jak widać rozważnie dzieli on talenty ze swej spiżarni (może od początku wiedział, że i tak z nich nic z nich nie będzie?).

Skrzywdzili nas wszystkich. Eksperyment z „prywatyzacją” szpital nie wypalił. Wypaliło za to jego praktyczne zamknięcie. Zostaliśmy, my mieszkańcy powiatu, bez szpitala, ale z niedolnymi jego handlarzami na łbie. I dlatego drogi Panie Kazimierzu Bogucki, załatw Pan ich na cacy! Niech przyjdzie komisarz, weźmie zmiotkę, szufeleczkę i rach – ciach posprząta tych wielkiej wątpliwości ludzi, którzy tak wielu skrzywdzili a nadal są bezkarni. To jest dla Pana zadanie z sumienia. Kantowski imperatyw kategoryczny winien to Panu nakazać. Są skrzywdzeni? Muszą ponieść konsekwencje ich krzywdziciele. Niech oni idą w pizdu!


Co do oczekiwań PCZ zawartych w załączonym powyżej piśmie, to stwierdzić należy, że jest to klasyczna próba „odwrócenia kota ogonem”. To nie NFZ wypowiadał PCZ kontrakty na oddziały funkcjonujące w górowskim szpitalu. To właśnie PCZ stawiał pod ścianą NFZ i mieszkańców naszego powiatu. PCZ usiłuje się wybielić. I tu polecam pani Gałązkowskiej Pachołkowi, Ściborskiemu (członkowie władz PCZ, nawiasem mówiąc odrażające typy), „Domestos” lub „Ace”. Pijcie do woli! Kanalia stawia! Możecie zaprosić na tę ucztę (mniemam, że ostatnią) kochanych świętych Mikołajów – Wielce Czcigodną Pomyłkę Powiatu Górowskiego Piotra „Cielęcinę” Wołowicza oraz jego zastępcę, niedoszłego burmistrza Wąsosza Pawła Niedźwiedzia. Grosza na imprezę nie poskąpię, bo nie mogę mieszkańcom powiatu sprawić zawodu.