wtorek, 15 marca 2016

Cuda na patyku

Wprost zafascynowało mnie lutowe wydanie „Przeglądu Górowskiego”. Rzuciłem się na nie niczym spragniony wody samotny wędrowiec po Saharze lub głodomór po spożyciu kilograma śledzi prosto z morza. Apetyt mój był spotęgowany, gdyż już na pierwszej stronie zauważyłem zdjęcie naszej jeszcze nie ukoronowanej carycy Ireny I Czernińskiej. A takie fotki nieodmiennie i od lat wzruszają mnie po czubek głowy, albo jak mówi się pospolicie: „do gardła”.

Osobiście uważam, że prekursorką „słit foci” jest nasza głowa jeszcze nie ukoronowana. Nikt tak jak jej carowa nie potrafi ustawić się do „słit” fotki, wyczuć momentu, skonstruować szybki uśmiech nr 1, 5 lub 7 lubo innej, wyżej numeracji. Numer uśmiechu zależy od okoliczności i żaden z uśmiechów nie jest przypadkowy. Nasz przyszła carowa nic nie czyni przypadkowo.

Przejdźmy jednak do „Przeglądu Górowskiego”, który nazywany jest przez niektórych „tubą propagandową burmistrzyni”. Ja znam motywy ich negatywnego nastawienia do rzekomej „tuby propagandowej burmistrzyni”.

Przypuszczam, że w okresie palenia w piecach mają oni trudność z dotarciem do „Przeglądu Górowskiego”, który wbrew założeniom ideologicznym, by siać wieści tylko dobre, a jak takich nie ma to mało istotne (albo też stwarzające pozory informacji), służy wbrew woli mocodawców, jako ciesząca się nieposzlakowaną renomą ekskluzywna podpałka do pieców. Jej ekskluzywność polega na wychodzeniu w nakładzie 1000 egzemplarzy miesięcznie. Wobec ogromnej liczby pieców na terenie naszej gminy oraz dostawy tego deficytowego towaru raz na miesiąc (zimą palić trzeba co dzień). W tej sytuacji, w okresie zimowym, zawarte w tym szanownym miesięczniku artykuły i informacje o niepohamowanym niczym burzliwym rozwoju naszej gminy nie docierają do ogromnej rzeszy potencjalnych czytelników, którzy nie widząc rozwoju, chcieliby o nim chociaż poczytać.

A tu cały trud Redakcji idzie w komin. Złote myśli kandydatki na carową furt i już lecą kominem. Urocze „słit” fotki też kominem. A co będzie, jak taka „słit” fotka przedstawiająca nasza przyszłą blond głowę koronowaną, niespopielona do cna, kominem wyleci i jakaś dziatwa  dojrzy oblicze miłościwie nam panującej, gorzejące na niebie. Co dziatwa może pomyśleć?

Czarownica!!! I wieść się rozejdzie, że Najjaśniejsza Pani w powietrzu bez miotły lata! Ciemnoty u nas niestety jeszcze jest zbyt dużo i do Miłościwej Pani może przylgnąć przydomek „wiedźma”. I po co taki szkaradny przydomek?

Powróćmy jednak do gazety, podobno samorządowej. Na drugiej stronie tegoż cuda moją uwagę przyciąga artykuł zatytułowany „Uwaga – utrudnienia w ruchu drogowym.” Ucieszyłem się, że w końcu dostrzeżone zostały przez Cudny Majestat problem fatalnego stanu dróg gminnych. Nie będę Państwu tegoż godnego politowania stanu opisywał, bo to i tak nic nie da. Byłoby to wołanie na puszczę, by ta mleka dała. Ale wciąż pamiętajmy, że w naszej gminie, rządzonej najlepiej jak tylko możliwe, w sposób o jakich najtęższe umysły od zarządzania pojęcia nie miały, wszystko jest naj. Nawet zdezelowane drogi są naj!

Rozczarowałem się niestety zawartością artykułu, gdyż opisywał on utrudnienia spowodowane remontami chodników. Remonty owe przeprowadza Wojewódzki Zarząd Dróg i Kolei we Wrocławiu a „Przegląd Górowski” jedynie podczepia się pod tę wojewódzką inwestycję, by splendoru nadać miejscowemu dworowi i Irenie I Czernińskiej.

Dziwne jednak, że lokalna gazeta kierowana do pieców i mieszkańców, nie raczy nas informować o złym stanie gminnych dróg i chodników. Jeżeli chodzi o chodniki to muszę powiedzie, że ich fatalny stan dostrzegłem dopiero wówczas, gdy przestałem być szybszy od wiatru a dwa razy szybszy od Strusia Pędziwiatra. Toż to pomyłka totalna! Stan chodników woła o pomstę do nieba. Nierówne, dziurawe, dziwacznie sprofilowane, krzywe – to tylko niektóre z ich wad, których jest cała plejada. Oczywiście, nasza Jaśnie Pani swoimi bucikami górowskich bruków na codzie nie szlifuje. Jej to nie wadzi. Problem oczywiście dostrzega.

Uwagę szczęśliwca, który dopadł „Przegląd Górowski” przed jego unicestwieniem w palenisku zachłannego pieca, przyciąga artykuł zatytułowany „Góra miasto z perspektywą”. Ozdobiony zdjęciem kandydatki do tronu, na której zagościł uśmiech nr 11, czyli „domniemanie szczerości” niesie z sobą zapowiedź owych wymarzonych przez tak wielu górowian „perspektyw”.

Łapczywie rzuciłem się na artykuł łaknąc poznać owe „perspektywy”, których nie widzi tak wielu mieszkańców naszej gminy, ale które istnieją, co dobitnie poświadcza nasza Złota Pani Burmistrz . Chyba nie me powodu nie wierzyć Słońcu Góry i Gminy.

Początek artykułu jest nawet niezły. Mową tam o „transparentności”. W tym miejscu trzeba przyznać, że nasza Ά i Ω  wiele uczyniła w znojnym dziele uskuteczniani owej „transparentności”. Moi liczni znajomi i Czytelnicy wiedzą np. kto dostanie posadę na dworze zanim tzw. „konkurs” zostanie rozstrzygnięty. Proszę jaka transparentność.

W miarę czytania artykułu mina mi nieco rzedła. Okazało się bowiem, że artykuł ów zawiera pisaną dość toporną polszczyzną i składnią nieskomplikowaną i nużącą wyliczankę inwestycji, tych które już zrobiono jak i tych, które mają powstać.

Ja osobiście cieszę się z każdej inwestycji na terenie naszej gminy i cieszę się, że Najjaśniejsza i jej dwór inwestują w gminę. O! Nawet tabelkę zamieszczono, w której wyszczególniono nakłady na inwestycje. Lata 2014 – 2016 przymierzono do roku 2007. Dlaczego akurat tego? Nie wiem, ale je bym wyszedł od daty założenia naszego miasta. Jakie słupki obrazujące wzrost inwestycji byłyby za lata 2014 – 2016! Nawet Szymon Słupnik na takim słupie inwestycyjnego boomu nie siedział.

Z punktu widzenia tej, której wszyscy zawdzięczamy wszystko, perspektywy są ogromne. Czy wiedzą Państwo ile to wstęg będzie trzeba przeciąć?! Ile mów wygłosić?! Ile okazji do niesienia kaganka oświaty i wiary w niczym nieskrępowany postęp naszej gminy, co podważają ludzie małej wiary. Ileż okazji, by uścisnąć dłonie gminu, zbliżyć się do wyborców i porazić go swym majestatem, na którego opisanie nie ma odpowiednich słów w znanych mi słownikach naszego języka.

Tak więc są perspektywy, przynajmniej dla Ireny I Czernińskiej. A lud ma perspektywy, by bywać na tych uroczystych okazjach, paść swoje niegodne oczy widokiem Niebiańskiej Burmistrzyni, napawać się dźwiękiem jej anielskich trel, którymi wygłasza swoje przepełnione leguminą mowy, których słuchanie ma również charakter terapeutyczny, gdyż wysłuchanie kilku takich mów pozwala na spokojne słuchanie nawet Antka Macierewicza.

Jest też w „Przeglądzie Górowskim” felieton ks. magistra. Bernarda Twardowskiego. Czytałem i żałuję tego, bom czyniąc to zgrzeszyłem. Bóg nie obdarzył księdza Bernarda pisarskim talentem. Niech ksiądz Bernard chrzci, oddaje ostatnią przysługę, żeni (może nawet rozwodzić!), ale na Boga niech nie pisze! Bo takim pisaniem grzeszy ciężko i od wiary maluczkich odwieść może łacno. Szatan mu chyba dyktuje te drętwe teksty.

I nic już dodać, ani też odjąć, nie trzeba. Kilkoma rzutami moich od dawna nieprzekrwionych oczu, spojrzałem na szpalty „Przeglądu Górowskiego”. I jakiż żal mnie ogarnął! Jakże bez polotu i talentu opisywana jest nasza ukochana i najdroższa

I tylko ja, niczym Don Kichot, opiewam uroki i rozliczne zalet naszej drogiej Dulcynei z Czerniny Dolnej. Tylko ja wielbię naszą Panią słowem, opisuję jej rozliczne zasługi, kreślę talentem mym miły i przyjazny jej wizerunek. Tylko ja kocham ją platoniczni jak stuletnie wojskowe suchary. Patrzę na nią niczym Homer. Słucham jej niczym Bethoven u schyłku życia swoich symfonii.


poniedziałek, 14 marca 2016

Oblana próba wody

Nic nie stoi w miejscu, ani woda, ani czas, ani ludzie” – wyczytałem na internetowej stronie Dolnośląskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych we Wrocławiu. Słowa to głęboko słuszne a ich prawdziwość wymownie i jednoznacznie ukazują zdjęcie dostarczone mi przez Czytelnika, pan T., któremu za ten głęboko patriotyczny czyn serdecznie dziękuję.

I faktycznie w Ryczeniu, przy tamie, nic nie stoi w miejscu. Jeszcze do niedawna można było podziwiać dwa pięknie oszalowane brzegi, by dzisiaj podziwiać niezwykłą rozbiórkową moc naszej rzeki. A może to była budowlana niemoc budowlańców? Któż to wie?

Być może spece od melioracji, a mniej od budownictwa wodnego, czego dowodem niniejsze zdjęcia, zwalą winę na ustawicznie spiskujące dniem i nocą bobry, których niecne knowania doprowadziły do katastrofy.


Tylko czy ktoś się da jeszcze nabrać na taki kit? Czy tu nie wychodzi ulubione kryterium wszelkiej władzy przy przetargu? Osławione -100% cena. A gówna bata nie ukręcisz, bo rzeka prawdę ci powie.




czwartek, 10 marca 2016

Majaki ex-alkoholika

Przyznaję się, że wypiłem dzisiaj sześć setek. Taka ilość pepsi jest zabójcza dla organizmu, ale stanowi ersatz alkoholu, a co za tym idzie niesie z sobą natchnienie.

Z resztą natchnienie przyszło do mnie tej nocy w postaci snu. Miałem bowiem sen, że jestem strażnikiem więzienny. Tzw. klawiszem. A sen był piękny z tego powodu, że jego treść była następująca. Waliłem kluczem o żelazną ramę pryczy i krzyczałem „Wołowicz! Niedźwiedź! Biernacki! WSTAWAAAAAAAĆĆC!”. A oni zdziwieni: „Za jakie grzechy?”. No to ja im na to „Za szpital! Za szpital!”.

Piękny sen i mam nadzieję, że wkrótce się ziści.

Spożywając pepsi w szerszym towarzystwie usłyszałem dzisiaj, że jeden z gminnych radnych ma złote nasienie. Zaciekawiony nadstawiłem ucho i dowiedziałem się, iż posiadaczem podobno skąpanych w blasku złota drogocennych plemników jest radny Henryk Drozdowski. Henryk z Czerniny, zamieszkały o półtora rzutu beretem od całorocznej rezydencji przyszłej carycy Ireny I Czernińskiej.

Ów że Henryk z Czerniny (radny i sołtys w jednej osobie) posiada bowiem – perorował mówca – ponadprzeciętnie inteligentne córki, które wygrały konkursy na stanowiska w gminie. Genialnemu ojcu gratulujemy inteligentnych córek, komisjom konkursowym właściwego wyboru, a przyszłej carycy pozyskania kolejnych sprzymierzeńców. Dodać należy, że tymi nieprzeciętnie zdolnymi potomkami radnego Henryka z Czerniny zaszczycone zostały stanowiska kierownika „Świat Malucha” i referat gospodarki komunalnej w Urzędzie Miasta i Gminy w Górze.

Z innego towarzystwa usłyszałem z kolei głosy, że przewodniczący Rady Miejskiej – Jerzy „Chochoł” Kubicki podobno stara się o zaciągnięcie kredytu, by wpłacić do budżetu gminy tytułem zwrotu wszystkie pieniądze, które pobrał za „jazdy lokalne”. Przypomnę, że przewodniczący w swojej łaskawości pozwalał sobie wypłacać ok. 300 zł miesięcznie z tytułu ryczałtu za używanie prywatnego samochodu w celach służbowych. Okazało się jednak, że pobieranie tego ryczałtu nie znajdowało żadnego oparcia w prawie i na skutek mojej interwencji korytko warte ok. 300 zł zostało odsunięte od wiadomej części ciała przewodniczącego.

Podobno mój najserdeczniejszy i oddany kolega, który trzyma moją fotografię na nocnym stoliku, radny powiatowy Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki jest bardzo szczęśliwy z okazji zbliżającej się wiosny i w związku z tym z perspektywą zazielenienia się łąk. Podobno radny, wielki zwolennik ekologiczne życia, zamierza się na tych łąkach pasać. Życzę smacznego. Ciekawe co udoi dojarka?

Dowiedziałem się również, że radny gminny Bronisław Barna zwany w kręgach przyjaciół „Bronisław bardzo Be”, łamacz damskich serc, Casanova z ulicy Słowackiego, człowiek o zabójczej aparycji, chadzający w wytwornej odzieży zamierza sprzedać swój pojazd, którym dokonał wielu podbojów miłosnych. Wiadomo, że auto nie było bite (przynajmniej w Polsce), pierwszy właściciel (przynajmniej w Polsce), oryginalny przebieg (przynajmniej w Polsce). Auto mało jeżdżone, pan Bronisław wsiadał za kierownicę, aby posłuchać tylko muzyki. Teraz rady Barna rzekomo marzy o zakupie karocy, by wozić nią przyszłą carycę Irenę I Czernińską.

Siedzący przy stoliku w „Magnolii” emerytowani pracownicy górowskie cukrowni ze łzami w oczach wspominali kierownika placu buraczanego Ryszarda Borawskiego, który obecnie pełni funkcję – niestety – radnego. Emeryci przypominali sobie liczne zasługi kierownika placu buraczanego, który na przykład potrafił z buraków, bez ich wcześniejszego przerobu, wycisnąć cukier w kostkach, a z kija od nieodłącznej miotły wydoić mleczka do kawy.

Zebrani wyrazili też zdziwienie, że nie widują też na ulicach miasta przemiłego i serdecznego doktora Zygmunta Icieka. Rozmówcy obawiali się, że wraz z zamknięciem szpitala doktor Zygmunt Iciek został bezrobotnym. Wspominali pochwały, jakimi darzyły i darzą do dnia dzisiejszego ich małżonki. Co niektórzy z dumą twierdzą, że ich synowi są łudząco podobni do doktora Zygmusia (jak pieszczotliwie o nim mówili) i nie wnoszą o to pretensji, bo nie chcieliby by podobne były do przewodniczącego rady miejskiej.


Towarzystwo też dość radykalnie wypowiadało się o powtórnym przyjęciu w poczet gminnej rodzinki urzędniczej Radosława Stolarczyka, który jak wiem po dziurki w nosie miał psiej służby w Straży Miejskiej. Nawet jeśli była to suto opłacana funkcja komendanta. Sączący drinki rozważali przydatność byłego komendanta na nowym stanowisku pracy pracownika odpowiedzialnego za utrzymanie dróg gminnych. Zastanawiano się czy nowo-stary dworzanin przyszłej carycy Ireny I Czernińskiej ma odpowiedni zasób wiedzy na temat dróg gminnych. Po krótkiej dyskusji wszyscy orzekli, że i owszem, bo – tu cytat: „bo wracając niejednokrotnie z imprezy musiał nadłożyć drogi ze względu na ich zły stan nawierzchni”. Dla mnie to wystarczająca rekomendacja. 

środa, 9 marca 2016

W poszukiwaniu prawdy

Pismo tej treści wystosowałam dzisiaj do przewodniczącego komisji rewizyjnej Rady Powiatu. Ludziska głośno mówią i strasznie k... na zamknięty szpital. Opinia publiczna twierdzi, że sprzedaż szpitala i jego zamknięcie są niejasne. Tak więc rzecz cała trzeba wyjaśnić. Ostrzegam jednak, by rewelacji po komisji rewizyjnej nie oczekiwać

Drogowskaz wstydu

Otrzymałem maila od Czytelnika o takiej oto  treści:






Do maila dołączono też zdjęcie.

Szanowny Panie,
cieszę się niezmiernie  z faktu, iż nie do mnie kieruje Pan pytanie o zaprzestaniu mówienia i chwalenia się bez podstaw, że oto Góra, miasto powiatowe, "Góra miasto z perspektywą" - jak meldowała to nielicznym Czytelnikom nadworna gazeta zwana na wyrost "Przeglądem Górowskim", nie ma szpitala. Jest to rzeczywiście powód do zadumy i wstydu dla górowian, ze dopuścili do oddania za bezcen szpitala w obce ręce.

Pamiętać jednak należy, kto doprowadził do sprzedaży szpitala za marne grosze. A doprowadził do tego platformerski starosta i jego kumple z tej sitwy, przy milczącej aprobacie burmistrz Ireny Krzyszkiewicz oraz bezwolnych radnych miejskich kadencji 2010 - 2014.

Autorowi maila serdeczni dziękuję.

wtorek, 8 marca 2016

Skończmy z pozorami

Cwaniactwo nie jedno ma imię. W polityce cwaniactwo jest podobno bardzo cenione i mistrzowi cwaniactwa zachodzą bardzo daleko. Na naszym zadupiu, prowincji w końcu, trudno na co dzień o przykłady cwaniactwa.

Toteż z największą przyjemnością przeczytałem tekst na stronie internetowej „elki” dotyczący podwyżek cen za wodę i ścieki. To znaczy podwyżka nie jest zbyt przyjemną rzeczą dla kogoś komu się nie przelewa. Osobnik taki wykazuje w obliczu wydzierania mu z chudego portfela pewną nerwowość przechodzącą w poirytowane, które często zamieniana się we wściekłość. I w efekcie tego leją się później żale w Internecie.

Dla niewielu osobników podwyżka wisi. Najczęściej są to osobnicy dobrze sytuowani, którym podwyżka dziury w pugilaresie nie wyrwie. I tak np, nasza ukochana szefowa gminy, Słońca Góry, aby upływ czasu nie przysporzył jej zmarszczek a biodra nie nabrały nazbyt rubensowskich kształtów, takiej podwyżki nawet nie zauważy. Ma wypasioną pensję.

Ta dobra pod każdym względem kobieta, słynąca z samarytanizmu kobieta, skromna, walczyła z podwyżkami wody i ścieków czego liczni komentatorzy złorzeczący niewątpliwej następczyni św. Teresy z Kalkuty, nie wzięli pod uwagę komentując jej wypowiedzi dotyczące podwyżek w sposób wysoce niezasadny.

To nie szczęście nasze powszechne, czyli burmistrz Irena Krzyszkiewicz, chciała podwyżek. Domagał się ich prezes „Tekomu”, którego nazwisko nie pada w wypowiedzi naszej władczyni samorządowej. Proszę zważyć, że negocjacje w sprawie czterech podwyżek trwały aż dwa dni! Tak długo nie trwały nawet negocjacje w sprawie tak kluczowej, jak kolejne podwyżki dla naszego powszechnego szczęścia. Przy uchwalaniu kolejnych podwyżek odbywało się to błyskawicznie i bez zbędnych ceregieli ze strony radnych, jak też samej pani burmistrz, która z powodu jakoś nie cierpiała na wyrzuty sumienia i brała podwyżki bez zbędnych ceregieli.

A tu proszę aż dwa dni walczyła z prezesem „Tekomu” o skalę podwyżek. Dodać należy, że prezes ów podlega naszemu Słońcu Góry, gdyż to jej blaski znamienity i porażający, powołuje i odwołuje prezesa. „Tekom” jest bowiem spółką gminną. Tak więc widzą Państwo, jaką ciężką walkę stoczyła nasza nadzwyczajnie uzdolniona burmistrz. I to z własnym pracownikiem. Którego imienia i nazwiska w wypowiedziach dla „elki” nasza prawdomówna szefowa gminy nie wypowiada. Idą śladami tej, bez której nie wiem, jak nam żyć przyjdzie, ja również wzdragam się podać dane personalne tego czarnego niewdzięcznika.

Proszę zauważyć też jaka to była bitwa!

Czarny niewdzięcznik chciał, by metr sześcienny wody kosztował aż 3,94 zł! Jest to skandal niebywały! Czernińska amazonka dzielnie odparła nikczemną propozycję Czarnego Niewdzięcznika i wytargował (od podległego jej pracownika) stawką 3,85 zł za metr sześcienny. Jak opisać wzruszenie, które przeżywałem, gdy czytałem wyznania naszej niewzruszonej bojowniczki o jak najniższe opłaty za wodę. Szlochałem rzewnie, łzy me niczym ziarna niezwykle dojrzałego grochu padały nieustannie na takie oto zdanie wypowiedziane przez naszą anielskość: „Do tego interesu spółka musi niestety dokładać.”

Mój Boże! Pomimo podwyżek nadal spółka będzie musiała dokładać. Ale ile dokłada spółka cudowna pani burmistrz już nam nie powiedziała. Jakoś tak oszczędnie gospodarowała cyframi. A czasami bywa taka szczegółowa! W uzasadnieniu do uchwały też nie ma cyfry, która cokolwiek by na temat wysokości mówiła.

Trzy kolejne propozycje podwyżek nasza dzielna obrończyni naszych pustawych portfeli, gdyż nie każdy jest na samorządowej wypasionej pensji, również ograniczyła i Czarny Niewdzięcznik musiał obejść się niespełnionym apetytem i niezaspokojonym w bieżącym roku głodem.

Czytając opinie na portalu „elki” jest mi mocno żal, że tak wielu nas nie dostrzega ogromnej dobroci miłościwie nam panującej pani burmistrz, której dni niech upływają w oszałamiającym rytmie latynoskiej samby, której czynne uprawianie zapobiega zmarszczkom i rubensowskim kształtom.

W artykule możemy też przeczytać, że : „Radni przegłosowali uchwałę dotyczącą tych zmian, choć ich stanowisko było formalnością.” Powiedziałbym więcej: nie tylko przegłosowanie uchwały było formalnością, bo znaczna część radnych jest nimi tylko formalnie. Tak sobie radnych wychowała nasza pani burmistrz, która przed objęciem po raz pierwszy funkcji burmistrza, była emerytowaną nauczycielką. Potrafi sobie pani nauczycielka dziatki wychować. Chociaż trochę mnie to dziwi, bo niektórzy radni, plotą trzy po trzy albo milczą jakby nie  łapali o co chodzi. Ręce podnoszą karnie wszyscy. I to za wszystkim.

Można śmiało rzec, że w naszej gminie o wszystkim decyduje pani burmistrz oraz Rada Miejska, która zawsze jest za tym, za czym jest nasza ukochana pani burmistrz. Nigdy nie jest odwrotnie. Musimy zapamiętać, że pani burmistrz jest gwarantem naszej wszelkiej pomyślności w życiu zawodowym, osobistym, naukowym, pożyciu małżeńskim i poza małżeńskim, pomyślności w zbiorach i udoju, wydajności z hektara, gwarantem kolejnych podwyżek, podobno też posiada właściwości lecznicze. Podobno rozmowa z nią likwiduje najbardziej uporczywe i długotrwałe zaparcia.

W tej sytuacji zastanawiam czy nie skończyć z fikcją demokracji w naszej gminie, która to demokracja ma charakter fasadowy. Zatrudnić cwanych prawników, by ci znaleźli taką lukę w prawie, która pozwoliłaby w naszej gminie zaprowadzić monarchię. W roli dożywotniej np. carycy obsadziłoby się nasza najukochańszą i godną korony burmistrz Irenę Krzyszkiewicz. Przecież tej kobiecie to się najzwyczajniej należy. Nieodzowną dla każdej monarchii instytucję już mamy: dwór bezkrytycznych pochlebców.