piątek, 26 lutego 2016

Nienormalna

W ubiegłym tygodniu górowski samorząd szczebla gminnego zafundował sobie sesję. Sesję ową na żądanie burmistrz Ireny Krzyszkiewicz obwieścił radnym, i nikomu poza nimi, przewodniczący Rady Miejskiej -  Jerzy "Chochoł" Kubicki.

O zwołaniu sesji próżno było jednak szukać informacji na internetowej stronie naszej gminy. Nie raczono poinformować płatników podatków, z których opłacani są zarówno radni, jak i szanowna burmistrz, i wyborców w jednej osobie o tym, że 17 lutego 2016 r. w sali nr 110 UMiG odbędzie się sesja, której rozpoczęcie wyznaczono na godz. 1430.

Do wyborów samorządowych jeszcze tyle czasu, po ch … fatygować ludzi na sesję?! Można wyjść i z takiego założenia, ale prawo mówi swoje. A prawo czyli ustawa o samorządzie gminnym art. 37a, 11b mówi, że informację o zwołaniu sesji nadzwyczajnej należy podać również do wiadomości mieszkańców sesji a ci mają niezbywalne prawo do uczestniczenia w sesji.

W tym przypadku pani burmistrz i przewodniczący Rady Miejskiej w czterech literkach mieli prawo i mieszkańców gminy. Najwyraźniej po równo. Wszak do wyborów samorządowych jeszcze kilka hektarów czasu. Wyborcy zapomną, bo pamięć krótką mają. I znowu radnymi zostaną klakierzy pani burmistrz i ludzie nie mający bladego pojęcia czego najdoskonalszym przykładem jest przewodniczący Rady Miejskiej Jerzy „Chochoł” Kubicki.

Trzeba wstydu nie mieć i szacunku dla mieszkańców gminy, by nie dać im szansy na uczestniczenie w obradach. Taka tajna sesja niezgodna jest nie tylko z przywoływaną już wcześniej ustawą o samorządzie gminnym, ale też z Konstytucją RP, art. 4 ust. 2 oraz art. 61.

Proszę mi powiedzieć, jak przewodniczącym Rady Miejskiej może być człowiek, który ma w dupie prawo? Wyjaśnienie tej sytuacji przekracza moje możliwości intelektualne. Po pijanemu jakoś bym ten problem rozgryzł, ale po trzeźwemu tematu nie ogarniam. Zresztą zauważyłem, że będąc od dłuższego czasu w przeraźliwej i godnej najwyższego współczucia trzeźwości, zaczyna mi się w naszym mieście coraz więcej nie podobać. Ale o tym kiedy indziej.

Powróćmy jednak do sesji. Na obrady przybyło 18 z 21 radnych. Nie było zwyczajowego hejnału, o który dopominali się radni Wacław Grzebieluch i Jerzy Maćkowski. Padł pomysł, by przewodniczący Rady Miejskiej go zanucił, ale okazało się na szczęście żartem. Później poleciło jak zwykle. Prawie jak zwykle.

Zabrała głos burmistrz Irena Krzyszkiewicz, która poinformowała radnych o powodach zwołania sesji nadzwyczajnej. Chodziło o przyjęcie zmian w budżecie, które poległy na wpisaniu do niego bezzwrotnej dotacji jaką nasza gmina otrzymała z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska kwoty 107.650 zł. Dotacja ta ma być przeznaczona na założenie instalacji świetlnej w rejonie dróg Wrocławska - Cicha. Do realizacji tego przedsięwzięcia nasza gmina dodatkowo zaciągnie pożyczkę również w kwocie 107.650 zł, która również przeznaczona zostanie na instalację oświetlenia tym w rejonie ulic. Pożyczkę spłacona zostanie w 2016 r. z dochodów gminy. Oprocentowania pożyczki wyniesie ok. 3% w skali roku.

Radni zostali poinformowani również o innych sprawach I tak przebudowa drogi na Armii Polskiej kosztować ma gminę 849 tys. zł. W końcu mieszkańcy Starej Góry doczekają się drogi wewnątrz wsi, o którą dobijali się od tylu lat u samorządowych władz. Przebudowa tej drogi ma kosztować 105.700 zł. Za 360 tys. wybudowany zostania parking na Jagiellonów. Koszt drogi stanowiącej łącznik pomiędzy Os. K. Wielkiego a Os. Mieszka I ma zamknąć się kwotą 1.064.500 zł. W tym roku wydane zostanie 54.500 zł na opracowanie dokumentacji projektowej.

Inna ciekawa rzecz ma się z internatem, który nasza gmina przejęła od powiatu. Jak wiadomo powiat jest bankrutem. Internat był wystawiany na sprzedaż, ale na szczęście dla górowian nie znalazł się nikt kto wyraziłby nieodpartą niczym ochotę jego nabycia. Koniec końców przekazany został nieodpłatnie gminie. Mając na uwadze finansowe bankructwo powiatu można się temu dziwić. Ale mając w pamięci fakt sprezentowania się naszego szpitala obcym cieszyć należy się, że chociaż to dobro materialne pozostało w naszych rękach.

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz zapowiedziała, że w byłym internacie planuje się zorganizowanie mieszkań chronionych. W roku 2016 planuje się pozyskać środki na dofinansowanie tego zamiaru a realizacja ma nastąpić w latach 2017/18.

Miejmy nadzieję, że nie skończy się to na pięknych opowieściach. Pamiętam, że jak budowano 12 mieszkań socjalnych to mowa była o budowie w kolejnym roku następnych 12 i w kolejnym dalszych 12. A ile ich wybudowano? 12! A podobno dokumentację wykonano dla 36. Tak, ze w tym miejscu pożyjemy i zobaczymy. W tym przypadku dmuchać będziemy na zimno. Tym bardziej, że mówiąc o staraniach o dofinansowanie burmistrz dużo mówiła też o braku tych środków w sejmiku dolnośląskim. Wyglądało na to, że się ubezpiecza na wypadek gdyby coś nie wypaliło w tym temacie.

Dużo mówiła burmistrz Irena Krzyszkiewicz. A jak się dużo mówi, to można stracić chwilowo ciągłość oddechu. Następuje wówczas tzw. Zapowietrzenie, którego efektem jest przerwa w tzw. Trajlowaniu. Ten defekt dopadł również szefową gminy. Wykorzystał to radny Adam Chmiel, który zadał pytanie: „Pani burmistrz po co my tu siedzimy? Na internetowej stronie gminy właśnie ukazała się informacja, że sesja się skończyła!”

A sesja proszę Państwa trwała w najlepsze! Godzina Była godzina 15 11 .Myślałem, że skręcę w korkociąg się ze śmiechu. Niektórzy radni też nie kryli uciechy. Bardziej bojaźliwi udawali, że nie wiedzą o co chodzi, ale też jednoznacznie się uśmiechali.

A wytłumaczenie sprawy było prozaiczne i wprost banalne. Pracownik gminy obsługujący tajną sesję był po prostu obyty z samorządem gminnym. Wiedział z wieloletniego doświadczenia, że tego typu sesje trwają maksymalnie pól godziny. Nie wziął jednak pod uwagę gadatliwości pani burmistrz, które akurat tego popołudnia chciała sobie pogadać oraz faktu, że radny Wacław Grzebieluch będzie miał pytania.

I w ten sposób sesja uległa znaczącemu przedłużeniu czego nie mógł przewidzieć pracownik samorządu przyzwyczajony do rutyny naszych radnych, z których wielu nimi być nie powinno. I tak naprawdę to wina za tę wpadkę ciąży na radnych, którzy swoją uniżonością wobec pani burmistrz spowodowali, że za wyjątkiem wystąpień szefowej gminy i kilku radnych, sesje są nieciekawe jak oni sami.

Reakcja pani burmistrz na uwagę radnego Adama Chmiela też zasługuje na uwagę. Radny dostał porządne joby za ujawnienie fasadowości samorządu gminnego i jego podporządkowania woli szefowej gminy. Wystąpienie pani burmistrz było wysoce niesmaczne i wzbudziła moje najgłębsze zażenowanie. Jak możną opieprzać radnego za wyjawienie prawdy? Ponownie stwierdzam, że ja tego na trzeźwo nie pojmę. Do potępieńczych słów pani burmistrz dołączył też radny Jerzy „Chochoł” Kubicki, który stwierdził, że: Internet nie jest prawem”. Odezwała się akurat ten co na prawie samorządowym zna się tak doskonale, jak małpa na smaku kubańskich cygar
.
Bardzo mi się spodobało stwierdzenie pani burmistrz¸ niektórzy radni podczas sesji chcą niektórzy radni podczas sesji chcą tylko podnieść rękę i wyjść. Zaiste! Jakaż odkrywcza myśl! Tyle tylko, że najczęściej dotyczy to radnych, którzy całkowicie i bezkrytycznie oddani są szefowej gminy, przypisując jej nadzwyczajne zdolności, o których posiadaniu nawet biedaczka nie wie. Na szczęście dla nas.

Inna ważna informacja przekazana przez panią burmistrz dotyczyła naboru sześciolatków do pierwszej klasy szkoły podstawowej w związku ze zmianami w ustawie o oświacie. I tak np. w Czerninie do pierwszej klasy od 1 września pójdą wszystkie sześciolatki. Brawo! W Glince sytuacja nie przedstawia się tak różowo jak w Czerninie i tam do pierwszej klasy ma pójść czworo sześciolatków. W Witoszycach 7 do 8 sześciolatków. Jak więc widać wesoło nie jest. Jeżeli ziści się czarny scenariusz, to gmina straci ok 1,5 mln zł. Warto bowiem wiedzieć, że dotacja na sześcioletniego przedszkolaka jaką gmina otrzymuje wynosi 1320 zł i jest czterokrotnie niższa od dotacji przysługującej na sześcioletniego ucznia.

O głos poprosił radny Wacław Grzebieluch, który po raz kolejny pytał o los granitowych krawężników, które demontowane są podczas przebudów górowskich ulic zastępowane są betonową tandetą. Burmistrz zapewniła wysoce zaniepokojonego radnego, że krawężniki ze szlachetnego granitu są pod dozorem „Tekomu” i nic im złego nie grozi. Gdy jest potrzeba, stwierdziła burmistrz, granity te są wykorzystywane.

Radnego Wacława Grzebielucha interesowała kolorystyka kładzionej kostki. Pytał czy koniecznie kostka musi być w barwie szarej. Burmistrz stwierdziła, że są pewne wymogi konserwatorskie, które musimy wypełnić. Jeżeli jest możliwość to dokłada się jeszcze kostki o barwie grafitowej i, jak stwierdziła szefowa gminy połączenie szarości i grafit jest eleganckie.
Nadzwyczajna tajna sesja dobiegła końca. Część radnych z wyraźną ulgą i niepospolitą ochotą poderwała naznaczone nagniotkami pośladki z umęczonych krzeseł. Wielu nieszczęśników musiało jednak nadal cierpieć katusze, gdyż poproszono ich o pozostanie na sali z bliżej nieznanych mi powodów.


I jeszcze taka oto ciekawostka. Wg Wieloletniej Prognozy Finansowej dla naszej gminy zadłużenie naszej gminy na koniec 2016 r. ma wynosić 31. 053.277,22 zł.

środa, 17 lutego 2016

Na straży prawa

Przyznam się Państwu, że pisanie na trzeźwo jest ogromną mordęgą. Na takie katusze i wyrzeczenia skazali mnie lekarze. Ale pisać trzeba. Dziś otrzymaliśmy, ja i Pani burmistrz (ta ostatnia za moim pośrednictwem, tzn. bloga), film przedstawiający jazdę nowego auta górowskiej Straży Miejskiej w cenie ponad 50 tysięcy złotych z silnikiem diesla. Ten samochód zakupiono dzięki hojności podatników, którzy dniami i nocami nie marzą o niczym innym niż o wykładaniu kasy na Straż Miejską.

W ten sposób Pani burmistrz ziściła marzenia przygniatającej większości podatników z naszej gminy, którzy bardzo jej w tym miejscu dziękują. Korzystając z okazji, że od 107 dni jestem trzeźwy, "co mnie osobiście ubliża", prezentuję Państwu wdzięczność  strażników miejskich i ich uczelnie na przestrzeganie przepisów ruchu drogowego.

Nadesłany przez zawiedzionego postawą strażników podatnika przedstawia sytuację z godziny 13.40 dnia wczorajszego na trasie Glinka - Sławęcice, po której to trasie poruszał się świeżo upieczony przez Irenę Krzyszkiewicz na komisyjnym pseudo-grillu radny powiatowy i strażnik miejski w jednej osobie - jego dostojność Sir Andrzej Wałęga. Należy dodać, że burmistrz Irena Krzyszkiewicz ma zaszczyt pochodzić z tej samej miejscowości co Sir Andrzej Wałęga tj. z Czerniny Dolnej, gdzie jak wieść gminna niesie ptaki zawracają w popłochu sądząc, że to koniec świata.

Poniższy film, ja i burmistrz Irena Krzszkiewicz, "w ramach jawności i transparentności działania" urzędników Urzędu Miasta i Gminy prezentujemy publice i ku przestrodze. I nauce.


Należy dodać, że na tej trasie obowiązuje ograniczenie do 40 km/h. Dopuszcza się też taką możliwość, że Sir Andrzej Wałęga kierując hojnym darem podatników oszczędzał paliwo i do miejscowości Sławęcice wtoczył się jadąc z górki na jałowym biegu. Świadczyć o tym może znaleziona wkrótce później podeszwa z buta, co wskazywałoby na to, że próbował hamować, a hamulce nie były do końca sprawne. To tylko domniemanie.  Równie dobrze podeszwę mógł zgubić Jerzy "Chochoł" Kubicki podczas pieszego obchodu lokalnego naszej gminy, bo od czasu ujawnienia przeze mnie, że na tzw. "krzywy ryj" pobierał z kasy gminy ok. 300 zł miesięcznie na paliwo do prywatnego samochodu, co było niezgodne z literą prawa (jak lubi mawiać I. Krzyszkiewicz), musi gminę obchodzić pieszo.

Kończąc już trzeba powiedzieć, że Pani burmistrz jako stare i zasłużone ciało pedagogiczne (cytat z Gombrowicza) w dniu dzisiejszym zapewne zastosuje starą pedagogiczną metodę pełną humanitaryzmu i naderwie prawe oraz lewe ucho Sir Andrzejowi Wałędze i wpisze mu do dzienniczka ucznia z jej nadwornego obozu politycznego uwagę, którą w domu będą musieli podpisać rodzice. Ewentualnie usprawiedliwienie może wypisać radny Marek "Bananowy Uśmiech" Biernacki, który ma ten szatański dar, że częstując cię gorącą smołą wciśnie ci, że to czekolada.

Podsumowując. Potrzebne są pewne roszady personale. Sir Andrzej Wałęga na sołtysa Czerniny Dolnej, Pani burmistrz do Straży Miejskiej a "Bananowy Uśmiech" na burmistrza, co będzie spełnieniem jego skrytych marzeń, których niezrealizowanie spowoduje u niego świra. No, to popisaliśmy sobie. A teraz patataj, patataj i do Magnolii!

środa, 27 stycznia 2016

Miłośnik trudnej prawdy

Od 1995 r. odbywają się konkursy na najlepszą pracę magisterską na temat ziemi górowskiej. W tym roku na konkurs wpłynęły trzy prace, nad treścią których pochylili się członkowie Komisji Kultury, Oświaty i Spraw Socjalnych, pod przewodnictwem radnego Mariusza Dziewica, nauczyciela tutejszego LO w stanie agonii.

Swoje magisterskie „krwawice” zgłosili:
  1. Angelika Kłosak z pracą zatytułowaną „Wpływ Europejskiego Funduszu Rolnego na Rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich w gminie Góra w latach 2007 – 2014.
  2. Joanna Obiegła zgłosiła pracę: „Współczesne zagrożenia uzależnieniami od narkotyków oraz ich profilaktyka na terenie szkół gminy Góra”.
  3.  Kamil Kutny pod ocenę wystawił pracę pod tytułem „Solidarność na Ziemi Górowskiej”.
 By zaspokoić Państwa ciekawość informuję Państwa, że tegorocznym laureatem w konkursie na najlepszą pracę magisterską została Angelina Kłosak (a nie Angelika jak to mylnie podano na stronie gminy). Gorące gratulacje.

Na uwagę zasługuje praca Kamila Kutnego, która wzbudziła liczne kontrowersje wśród członków komisji. Rzecz bowiem dotyczy "Solidarności", która działała na naszym terenie  w latach 1980 - 1981. Niektórzy z radnych byli oburzeni zbyt duża dociekliwością autora. Uważali, że o pewnych sprawach nie wolno pisać, szczególnie gdy autor jest człowiekiem stosunkowo młodym. Takim ludziom – wg nich - wara od wnikania w szczegóły historii. Radni ci najwyraźniej nie cenią sobie prawdy historycznej, jedynie kierują się własnymi wyobrażeniami na temat przeszłości i błądzą na manowcach. A przecież tylko prawda jest ciekawa!


Poniżej prezentuję Państwu fragment tej niezwykle ambitnej i ciekawej pracy. Czynię to za zgodą pana Kamila Kutnego. Pragnę nadmienić, że praca ta oparta jest na solidnej i żmudnej kwerendzie archiwalnej, co wymagało bardzo dużo czasu i wiele pracy. 


PUP w konspiracji

Oto komentarz Czytelnika dotyczący "naboru na wolne stanowisko pracy". Jak widać coś w tym jest, że aż tak wielu mieszkańców naszego miasta wprost mówi o ustawianiu konkursów pod konkretne nazwiska. Czyżby nasz UMiG był cichą konkurencją dla Powiatowego Urzędu Pracy? Ciekawe kto stoi na czele gminnego konspiracyjnego PUP - u?


poniedziałek, 18 stycznia 2016

Społeczne przekonanie

Poniżej treść skargi, którą złożył jeden z obywateli naszego miasta. Jest demokracja i ma on prawo do składania skarg, czy to się komu podoba czy też nie podoba. Ta skarga rozpatrzona została 13 stycznia br. przez radnych komisji prawa Rady Miejskiej negatywnie.

Nie wnikając w meritum sprawy po czyjej stronie w sporze jest racja, wpisuje się ona - zgodnie z powszechnie panującym w Górze przekonaniem, iż konkursy są przez gminę „ustawiane”- w to powszechne przekonanie. Taki odbiór niosą – niestety! - wyniki naborów na teoretycznie „wolne stanowisko pracy”, które w rzeczywistość jest już „zaklepane” dla znajomka. Takie w naszej gminie  panuje powszechne przekonania, z którym często nie sposób.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Bezczelność miernot

30 grudnia ubiegłego roku odbyła się sesja Rady Powiatu. Pomimo jeszcze kiepskiego stanu zdrowia uczestniczyłem w obradach tego gremium pragnąc osobiście stwierdzić intelektualny stan będącej u władzy koalicji wszelkich nieszczęść, które dopadły nasz powiat.

Wynik eskapady rozwiał moją nadzieję, że w koalicji coś zmieniło się na lepsze. Jak badziewiem była przed moją chorobą, tak i pozostała. Zresztą, ta koalicja skazana jest na bycie bezwartościową nicością. Determinuje to jej skład personalny, który charakteryzuje się porażającą przeciętnością o charakterze wręcz żenującym.

Podczas sesji Rady Powiatu z sali wiało beznadzieją. Było ponuro i atmosfera przypominała tę, która towarzyszy pogrzebowi, brakowało księdza, bo kondukt dałoby się zorganizować. Rozmawiano o budżecie, którego nie ma, tak więc pogadać warto, bo to nic nie kosztuje. Koalicjanci nie są tacy skłonni do dyskusji bo odzywa się jedynie starosta i radny Ryszard Wawer, reszta nieszczęsnej koalicji milczy jak zaklęta. By oddać pełną prawdę odzywał się jeszcze radny Andrzej Wałęga obecnie strażnik miejski, który ma zostać komendantem w miejsce spuszczonego przez Irenę Krzyszkiewicz dotychczasowego komendanta. By być w pełni sprawiedliwym i obiektywnym stwierdzić należy, że radny Andrzej Wałęga jest z Czerniny, a więc z gniazda rodowego Ireny Krzyszkiewicz. Ponieważ oboje są płci przeciwnej, obojętne jest kto jest z Dolnej, a kto z Górnej,  a zmiana pozycji niesie za sobą zmianę satysfakcji. Oczywiście, żartowałem. Nad  nieistniejącym budżetem pochylać się nie będziemy. Wystarczy powiedzieć tyle, że sytuacja finansowa starostwa jest taka, że gdyby nie firma Magellan, nie byłoby w styczniu wypłat dla pracowników Starostwa. Radny Michał Krochta skarżył się na jakość odpowiedzi udzielanych mu przez starostwo na jego interpelacje. W tym miejscu ja się dziwię radnemu Krochcie, że jeszcze się skarży, jakby nie zauważył, że zarząd powiatu ma problem z formułowaniem myśli i logicznego odpowiadania  na zadawane pytania. Także ubolewanie radnego Krochty jest całkowicie bezpodstawne a żądanie pełnych odpowiedzi na zadane interpelacje przypomina wiarę w świętego Mikołaja mając lat około 60. Radny zadał też pytania dotyczące personalnej odpowiedzialności za skopanie sprawy budowy strażnicy przez ekipę z lat 2006-2010, w tym miejscu zauważyłem że dwaj współsprawcy skopania strażnicy tj. radny wicestarosta Paweł Niedźwiedź oraz radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki nie raczyli przypomnieć publice że popierali wówczas i byli w koalicji z Samąbronką. Jestem nieco zdziwiony ich niepamięcią, bo honor nakazywałby bronić „osiągnięć” ówczesnej starościny Beaty Pony i koalicji, w której się było a nie ówczesnej koalicji pokazywać gołą dupę. Dobrze, że własną. Radny Mirosław Żłobiński próbował dowiedzieć się o postęp prac nad statutem powiatu.  Zgodnie z moimi oczekiwaniami prace, które trwają rzekomo nad jego skonstruowaniem to lipa i ściema dla ubogich, bo komisja najwyraźniej ma w dupie statut i wzięte na siebie zobowiązanie że go poprawi. Któregoś  popołudnia się wkur…. i go im napiszę. Nie pierwszy i nie ostatni. Radny Grzegorz Aleksander Trojanek dopytywał się o elektrownie wiatrowe, które mają powstać w okolicy miejscowości Sułków. Chciał znać ich dokładne rozmieszczenie, domagał się mapki. Pytał, czy były konsultacje z  mieszkańcami. Interesował go również projekt aktu darowizny internatu dla gminy, z którym chciał się zapoznać. Radnemu chodziło o to, by w akcie notarialnym znalazły się dokładne zapisy dotyczące wykorzystania obiektu przez gminę Góra. Żądanie radnego było słuszne, bo nikt nie chciałby by w budynku internatu powstał Komitet Centralny Platformy Rzekomo Obywatelskiej, a po mieście szwendali się Chlebowski, Schetyna, Sienkiewicz i reszta platformerskich odpadów wciąż toksycznych.
Radnego interesowały również kryteria, jakimi kieruje się starosta przy przyznawanie nagrody starosty w dziedzinie oświaty. Z tego co udało mi się nieoficjalnie ustalić głównym kryterium jest to, że kandydat musi być mądrzejszy od starosty. Więc niedługo powinni ją otrzymać wszyscy nauczyciele, którzy złożyli wnioski i niewykluczone, że woźni i woźne również.
Jakoś niechętnie i niewiele uwagi poświecono opiece zdrowia na terenie naszego powiatu. Starosta i wicestarosta oraz radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki na koniec roku nie przedstawili olśniewającego rozwoju naszego szpitala, co wieścili dwa lata temu i dziwię się że jeszcze im kołkiem fałszywe języki nie stanęły. Pamiętacie państwo jak starosta, wicestarosta Niedźwiedź i „Bananowy Uśmiech” zapewniali, jaki to świetny interes robi powiat pomagając kręcić lody PCZ-towi na naszym szpitalu i jakoś na ostatniej sesji w roku żaden z tych pogrobowców ekipy, która oddała szpital w prezencie dla PCZ (bo tych nędznych groszy, które dostaliśmy za szpital nie liczę), nie zająknęła się i nie wypowiedziała słowa przepraszamy. Nawiasem mówiąc, od koryta ich bez wideł nie oderwiesz. To ich jedyne źródło utrzymania, kto ich zatrudni po takiej transakcji ?! Chyba tylko głuchy i ślepy, albo Ściborski - właściciel PCZ-etu.
Przypomnijmy tylko, że PCZ nie zapłacił do dziś 3 mln 750 tys. za szpital, co jakoś nie wzbudza poczucia zażenowania u starosty, wicestarosty i „Bananowego Uśmiechu”. Nie czują się w żaden sposób winni sprzedaży szpitala i jego zamknięcia oraz utraty znacznego majątku stanowiącego własność wspólnoty samorządowej, czyli wszystkich mieszkańców powiatu. Zero wstydu, zero poczucia odpowiedzialności, żenująca błazenada i brak szacunku do samego siebie. Nie dotrwałem do końca sesji, bo zdrowie jeszcze nie pozwala wysiedzieć 4 godziny pod rząd a ponadto proszę zwrócić uwagę, że atmosfera na sali jest toksyczna, występuje koalicyjna bakteria, a ja po dwustronnym zapaleniu płuc nie chciałbym paść ofiarą intelektualnej nikczemnej bakterii pod nazwą rządząca koalicja.
P.S. Od dwóch miesięcy nie piję i nie palę, tak że wszelkie zapraszanie mnie na wódkę i papierosa będą traktowane jako prowokacja ze sfer rządzących gminą i powiatem, którym mój pobyt na tym padole jest wysoce nie na rączkę. Co i prawda w Lesznie dwukrotnie próbowano mnie poddać procesowi zeszrotowania, ale okazało się że jestem w zbyt dobrym stanie, by poddać mnie temu procesowi. Tych, którzy się martwią, że wyszedłem, pragnę zapewnić, że dalej będę im patrzeć na rączęta. 
P.S. Dzisiaj na portalu Elki przeczytałem, że starosta Piotr Wołowicz pokątnie zwany „Cielęciną” wyraża swoje oburzenie z powodu nieczynnej w okresie świątecznym apteki, która była wyznaczona do dyżurowania. Do szału doprowadziły mnie słowa starosty „Cielęciny” zamieszczone na Elce: „Było to jawne naruszenie Uchwały Rady Powiatu i działanie zagrażające zdrowiu mieszkańców”.
A to Faryzeusz śmierdzący, zapomniał jak on, wicestarosta i „Bananowy Uśmiech” w zeszłej kadencji przegłosowali uchwałę rady powiatu o likwidacji nocnych dyżurów aptek na terenie powiatu. Zrobili to wówczas pod naciskiem aptekarzy, którzy dowodzili że nocne dyżury się nie opłacają i wbrew prawu farmaceutycznemu, które nakazuje nocne dyżury. A dzisiaj leje fałszywe łzy i się oburza, że jedna z aptek nie otworzyła w święta. Ile trzeba bezczelności i tupetu, braku zasad moralnych i luk w pamięci by nie pamiętać jak samemu wraz z koalicjantami podejmowało się działania zagrażające zdrowiu mieszkańców. Zwykłe intelektualne  łajdactwo.