wtorek, 14 lutego 2012

Bujanie w obłokach

Szalenie ucieszyli się mieszkańcy miasta i wszyscy ci, którzy do niego przyjeżdżają, że Rada Miejska podjęła doniosłą uchwałę o wyznaczeniu kolejnych miejsc do płatnego parkowania samochodów. Trzeba tu powiedzieć, że jest to duży sukces radnych i burmistrz Ireny Krzyszkiewicz w dziele podnoszenia stopy życiowej mieszkańców gminy. Wpłynie to z pewnością na wzrost popularnościburmistrz Ireny Krzyszkiewicz, ale przede wszystkim na zasobności kasy gminnej obciążonej licznymi kredytami do spłacenia. Jak wpłynie to na zasobność portfeli zmotoryzowanych i ich poziom zadowolenia z władzy gminnej - czas pokaże.

Podczas grudniowej sesji Rady Miejskiej burmistrz Irena Krzyszkiewicz odniosła się do bezrobocia występującego na terenie naszej gminy. I tak z protokołu grudniowej sesji zamieszczonego na internetowej stronie gminy, dowiedzieć się możemy opinii burmistrz Ireny Krzyszkiewicz na ten temat. A brzmi ona tak:

"Stwierdziła również (burmistrz Irena Krzyszkiewicz), że też mają do czynienia z tzw. pozornym bezrobociem, bo jak można o tym inaczej mówić, gdy Pani Prezes jednej firmy w Górze poinformowała, że potrzebuje 3 –4 osoby do sprzątania, bo zatrudniła osoby poprzez Urząd Pracy, ale po miesiącu te osoby zrezygnowały z pracy, bo wyjechały do Niemiec. Są również takie przypadki, że wiele osób przychodzi z Urzędu Pracy do firm, żeby podpisać, że nie ma pracy, ponieważ nie chcą stracić tzw. kuroniówki”.

To jest właściwe podejście do problemu bezrobocia. Problemu jak Państwo czytają właściwie wg burmistrzyni nie ma, a już jak jest, to „pozorny”. Czyli mając na koniec stycznia 2012 roku 1955 bezrobotnych można uważać, że mamy do czynienia z „pozornym bezrobociem”. W tej liczbie jedynie 17% (333 osoby) ma prawo do zasiłku. Z wypowiedzi burmistrz Ireny Krzyszkiewicz wynika więc, że: „wiele osób przychodzi z Urzędu Pracy do firm, żeby podpisać, że nie ma pracy”. Powód: „ponieważ nie chcą stracić tzw. kuroniówki”.

Zaiste ciekawy to wywód na temat bezrobocia i zasługujący na pogłębioną analizę. W wystąpieniu burmistrz Ireny Krzyszkiewicz opisującym przypadek sprzątaczek zabrakło mi jednego elementu. Opisu rodzaju umowy, na które miały być zatrudnione (śmieciowa?) oraz wysokości angażu (najniższa krajowa?).

W tej sytuacji ja dziwię się burmistrz Irenie Krzyszkiewicz, że ona dziwi się tym kobietom, że wyjechały do pracy w Niemczech. Nie wiem, czy burmistrz Irena Krzyszkiewicz wie, że za najniższą krajową trudno wyżyć. Z drugiej strony ja burmistrz Irenę Krzyszkiewicz rozumiem, bo z miesięcznej pensji w wysokości nieomal 11.000 zł miesięcznie (dane za rok 2010) również trudno żyć na stopie zbliżonej do Rockefellera a pewnie by się chciało. Tak, że jak Państwo widzą, narzekać mogą przykładowe sprzątaczki i burmistrz. Tyle, że ze zgoła odmiennych powodów.

Widać jednak wyraźnie, że burmistrz Irena Krzyszkiewicz traci kontakt z rzeczywistością, bo kreuje rzeczywistość, która jeżeli się zdarza, to dotyka kilku procent bezrobotnych. A to oznacza najwyraźniej, że albo jest pewna, że jej popularność nie zgaśnie lub też pragnie przegrać wybory. Jeżeli taka jest jej wolna wola, to dlaczego nie? Życzenia kobiet zawsze się spełnia.

poniedziałek, 13 lutego 2012

Zabytek konwojowany

O karetkach, które wschowski szpital skierował do obsługi pogotowia mieszczącego się na osiedlu Kazimierza Wielkiego krążą w Górze legendy. Faktem jest, że już na sam ich widok gęby otwierają się ze zdziwienia. Osobiście przypominają mi one „Żuki” blaszaki z ubiegłego wieku, które dowoziły towary do licznych wówczas sklepów geesowskich.

Gołym okiem widać, że karetki te nie są ostatnim słowem techniki i raczej widząc je jadące ulicami naszego miasta powinniśmy zastanowić się, na które złomowisko są właśnie odprowadzane. Górowanie przyjmują nawet zakłady o to, czy te zabytki techniki mają ćwierć wieku czy też wyprodukowane zostały u schyłku rządów Gomułki.


Sam widok takiej wschowskiej karetki już wywołuje spazm śmiechu. Pojazdy te poruszają się w sposób majestatyczny i dostojny, co przekłada się ma ich prędkość. Znawcy tematu twierdzą, że gdy jadą one z wiatrem, to mogą osiągnąć nawet szybkość 60 km/h. Pod wiatr natomiast – jak twierdzą fachowcy – mogą osiągnąć prędkość o wartości ujemnej, co niechybnie spowoduje, że znajdą się wkrótce po wyjeździe z powrotem na dziedzińcu pogotowia.

Niektórzy z górowian przysięgali mi, że widzieli jak z rana pracownicy wschowskiego pogotowia wymiatali spore kupki rdzy spod karetek. Podobno też, gdy nocą karetki stoją pod siedzibą pogotowia, wyraźnie słychać odgłosy towarzyszące mieleniu metalu. To podobno wówczas madam Rdza ma swój czas.

Jest faktem, że kursujące po mieście karetki wschowskiego pogotowia zaufania swoim widokiem w potencjalnych pacjentach nie wzbudzają. Raczej wywołują zdumienie i niedowierzające kręcenie głowami. Zdziwieni są wszyscy i to jednakowo.

Jest też faktem, że karetki te wzbudzają zaciekawienie i stają się pewnym charakterystycznym elementem krajobrazu. Pamiętać jednak należy o tym, że ten folklor techniczny i eksponaty ze skansenu zawdzięczamy naszemu ukochanemu Zarządowi Powiatu w składzie: starosta – Piotr Wołowicz, wicestarosta – Paweł Niedźwiedź, członkowie: Piotr First i Marek Hołtra. To oni odpowiedzialni są za utratę kontraktu na pogotowie (ok. 2,5 mln zł rocznie) i pojawienie się na naszych ulicach tych zabytkowych rzęchów. No, ale wszystko wskazuje na to, że członkowie Zarządu są równie zaawansowani pod względem sprawności rządzenia, jak karetki pod względem sprawności technicznej.

Czytelnikowi, który nadesłał fotografię bardzo dziękuję. I umówmy się, że Pan masz na oku te rzęchy a ja Zarząd Powiatu. Dobrze?

sobota, 11 lutego 2012

Szara eminencja

Wczoraj odbyła się kolejna odsłona tragifarsy, która przedstawienie dawała na panelach podłogowych Sali nr 1 starostwa powiatowego w Górze. Tragifarsa miała na celu wyłonienie nowego przewodniczącego Rady Powiatu. Wszyscy z zaciekawieniem oczekiwali nazwisk kandydatur, które przedstawi nieudolna koalicja. Wiadomo było, że krętaczom z PO Dariusz Wołowicz już nie zaufa, po tym jak dokonali aborcji na jego kandydaturze w środę 8 lutego. I tak też się stało. W rozmowie ze mną niedoszły Przewodniczący stwierdził, że już nie da się nabrać krętaczom z PO.

Radny Piotr Iskra przyznał się przed sesją, iż to on został wskazany przez PO na Przewodniczącego Rady. Od początku było wiadomo, że namaszczenie Piotra Iskry było typowym „pocałunkiem śmierci” dla kandydata. Piotr Iskra jest regularnie „dymany” przez górowską PO. I tak, w roku 2010 górowska PO obiecała mu, że może zostać starostą jeżeli zostanie radnym powiatowym. Piotr Iskra został radnym powiatowym, ale nie został starostą, bo w swojej miłości własnej i przekonaniu o doskonałości zapragnął nim zostać Piotr Wołowicz.

I tak towarzysze partyjni wykiwali Piotra Iskrę po raz pierwszy, ale jak pokazuje wczorajsze głosowanie, nie ostatni. Trzeba przyznać, że radny Marek Biernacki kuty jest na cztery łapy. Powiem Państwu, że ten kto go nie docenia i daje zwieść się na jego „bananowy” uśmiech popełnia wielki błąd i okazuje nieroztropność. Obrazowo mówiąc Marek Biernacki jest rzeczywistym mózgiem PO i to on rozdaje karty w tym towarzystwie. Tylko wciąż się zastanawiam, którą batutą w rękach nieformalnego szefa PO jest Piotr Wołowicz. Jak znam Marka Biernackiego, to jemu jest to kompletnie obojętnie. Ja Państwu powiem, że ma Biernacki ma przed sobą wielką przyszłość.

Jego urok polega między innymi na tym, że jak zechce wykończyć burmistrz Irenę Krzyszkiewicz, to będzie jej wbijał nóż w plecy i z „bananem” na ustach i pytał: „A czujesz rozkosz Iruś?”

W rezultacie głosowania Piotr Iskra przepadł, co było do przewidzenia, bo Szendryka. Marek Biernacki upatrzył sobie na Przewodniczącego Rady potencjalnego teścia – Edwarda Szendryka. A jak moja droga osobista Szelma coś sobie w łepetynce wbije, to już siły nie ma , by mu to wyperswadować.

Tak więc po aborcji Dariusza Wołowicza nastąpiła kolejna „skrobanka”, której ofiarą padł Piotr Iskra. Kandydat otrzymał 7 głosów, bo tylko tyle zapewnił mu Marek Biernacki. I pamiętajcie Państwo, że nie ma po co chodzić do starosty. Chodzić należy do radnego Marka Biernackiego. Bo to on jest jedyną decyzyjną osobą w sitwie zwanej PO.
Kandydatura Edwarda Szendryka była naturalna, bo potencjalny zięć na nią się zdecydował. Wszak dobrze jest, by dieta Przewodniczącego została w planowanej rodzinie.

Podczas środowej sesji w ucho wpadł mi dialog prowadzony pomiędzy Ireną Krzyszkiewicz a radnym Janem Kalinowskim. Po wymienieniu przyjaznych i wielce sympatycznych machnięć rączkami, oboje spotkali się „face in face”. Grzecznością nie było końca. Ale w końcu przyszło do konkretów. A radny Jan Kalinowski słynie z tego, że konkretny jest aż do bólu. I oto fragment dialogu, który między sobą dyskutanci prowadzili:
- Irena Krzyszkiewicz: Mogliśmy być razem i szybko podejmować decyzje.
- Jan Kalinowski: No, tak szybko to nie, bo czas podejmowania decyzji w starostwie, to jakieś pół roku. A później co byśmy robili?
- Irena Krzyszkiewicz: No tak, ale może wówczas byłoby inaczej.
- Jan Kalinowski: Ale synowie to pani się nie udali. Ten starszy to jakiś niewydarzony jest. Porażka po prostu. Młodszy też nie za bardzo się udał, ale chociaż śmieszny jest. Ja go nawet lubię.
- Irena Krzyszkiewicz: Jacy synowie?!
- Jan Kalinowski: Toż mówię pani jacy. Starszy – starosta. A młodszy to Biernacki, ten trochę lepszy od starszego synka. Umarłbym z nudów podczas sesji, gdyby nie jego towarzystwo.
C.d.n.

piątek, 10 lutego 2012

Chaos - znak firmowy Platformy

Głos zabrał radny Jan Kalinowski.
„Przede mną leży wniosek o odwołanie z funkcji Przewodniczącego Rady Powiatu pana Zbigniewa Józefiaka. Zapoznałem się z uzasadnieniem tego wniosku i stwierdzam, że dla mnie ten wniosek jest bezzasadny, aczkolwiek mogę się mylić. Przy czym muszę powiedzieć, że Przewodniczącego można odwoływać z wielu powodów.

W czasie swojej działalności, przez ten rok pokazał swoją prawdziwą twarz. W czasie kiedy Zarząd w pocie czoła produkował regulamin, około 5 do 6 miesięcy, pan Przewodniczący zgłaszając liczne uwagi wykazał się zwykłym krytykanctwem. Później, myślę, że chodzi o ten 29 października kiedy zostało przez pana Przewodniczącego wydane zarządzenie, które miało zmienić trochę porządek prac komisji, tzn. komisje nie miały się zazębiać, miały trwać dłużej, miały być prowadzone trochę inaczej, wykazał się pan wybitną arogancją. A później, jako że chciał to uzdrowić, a tego się uzdrowić nie da, wykazał się zwykłą butą. Kiedy straciliśmy kontrakt na pogotowie, co nas kosztuje ok. 2,5 mln rocznie, kiedy sprawa muzeum zaczęła odpływać w niebyt, pan Przewodniczący mimo, że u wszystkich ludzi, którzy myśleli, że będzie coś lepiej – nadzieja umarła a jak wiemy nadzieja umiera ostatnia, pan Przewodniczący próbował to wszystko jakoś posklejać, reanimować tą nadzieję czyli wykazał się zupełnym brakiem etyki. Później pojawił się artykuł zatytułowany „Na jałowym biegu”. Zamiast swoje przemyślenia składać przed koalicją, spokojnie, na nieformalnym spotkaniu, to napisał to i upublicznił, wiedząc, że nasz starosta, jak mnóstwo ludzi, reaguje bardzo, bardzo na krytykę alergicznie. Nie jest to tylko jego przypadłość, bo jest to przypadłość wielu ludzi na świecie. Przewodniczący wykazał się zupełnym brakiem rzeczywistego kontaktu z rzeczywistością. Mimo wszystko nic się Przewodniczącemu z tego tytułu nie stało. Ani nie zamknięto jego stron, ani nikt nie dzwonił, żeby go zwolnili z pracy ani nikt do jego szefa nie wydzwaniał, żeby go zwolnili z pracy. Prawda szefa nie ma, bo akurat tak wyszło.
Dalej, żwirowisko, dalej była obwodnica. I zamiast jako Przewodniczący spokojnie otwierać, zamykać sesje, to wykazał się megalomanią! I dlatego myślę, że taki człowiek nie może być Przewodniczącym TEJ Szanownej Rady. I gdyby w tym wniosku ktokolwiek napisał coś takiego, to ja może bym głosował za. Ale w związku z tym, że ten wniosek, uzasadnienie tego wniosku jest, jak mówią młodzi ludzie, zwykła ściema, to zwracam się do tych, którzy podpisali ten wniosek: czy któryś z Was będzie miał odwagę cywilną przy innych radnych, przy gościach zaproszonych, przy prasie i w związku z tym również przy swoich wyborcach wstać i powiedzieć teraz, że w swoim sumieniu uważają, że uzasadnienie tego wniosku jest prawdziwe i żadne inne powody za odwołaniem Przewodniczącego nie stoją?”

A tego popołudnia w sali obrad starostwa powiatowego dał się odczuć wyraźny deficyt koalicyjnych sumień. W trakcie mowy wygłaszanej przez radnego Jana Kalinowskiego w sali panowała grobowa cisza. Nikt z koalicji nie miał odwagi zaprzeczyć słowom radnego Jana Kalinowskiego. Obserwowałem starostów, członków koalicji. Widok żenujący i żałosny w swojej wymowie. Pochylone głowy, spłoszone i tępe spojrzenia. Wśród koalicjantów nie znalazł się nikt, kto miałby na tyle odwagi, by zaprzeczyć słowom radnego Jana Kalinowskiego. W ten sposób przyznali się do kłamliwego uzasadnienia, braku odwagi cywilnej oraz próby okłamania opinii publicznej w sprawie odwołania Przewodniczącego Rady Powiatu. Moralnie radny Jan Kalinowski zmiażdżył koalicję bez wydania przez nawet mysiego pisku.

W tej sytuacji postanowiłem również zabrać głos. I wylałem z siebie nieco (ale tylko odrobinę żółci):

„Stoimy dzisiaj w obliczu takiej oto sytuacji. Platforma Obywatelska deklarowała, co u pana radnego Marka Biernackiego umieszczone było na plakacie wyborczym, że będzie działać: „Z dala od polityki”. Jeżeli to dzisiaj jest z „dala od polityki”, to trzeba czuć jakąś odpowiedzialność za słowo i wyborców żeby wypisywać takie bzdury.

Mamy ponad 3400 bezrobotnych. A czym się zajmujemy? Odwołaniem Przewodniczącego Rady, bo ośmielił się skrytykować koalicję czyli nie poparł sitwy.

Mamy szpital, który prosi o przekazanie mu majątku. A czy się zajmuje dzisiaj Rada? Zajmuje się odwołaniem Zbigniewa Józefiaka, który okazał odwrotny, bo nie owczy pęd, w popieraniu koalicji.

Mamy brak pieniędzy w starostwie. Grozi nam komornik o czym Państwo nie informują opinii publicznej, że komornik domaga się 2,9 mln zł. A czym się dzisiaj zajmuje Rada? Odwołaniem Zbigniewa Józefiaka, bo był zbyt samodzielny w myśleniu.

Mamy żwirownię w Sicinach. A czym się dzisiaj Rada Powiatu zajmuje? Odwołaniem Zbigniewa Józefiaka, bo nie dął w jedną trąbkę.

A zapomnieliście panowie z platformy, jak prosiliście Unię Górowian i Zbigniewa Józefiaka, by z wami szła do wyborów, i by  z wami startowali, bo byliście tak słabi. Policzcie dzisiaj siebie i ilu was zostało z platformy? Myślę, że już nikt, żaden komitet, żadne stowarzyszenie nie da się nabrać na wasze obiecanki. Bo wiadomo z góry – z buzi zrobicie cholewę”.

Mowy dobiegły końca i rozpoczęto – po przerwie – głosowanie nad odwołaniem Przewodniczącego Rady. Wynik był łatwy do przewidzenia. Za odwołaniem, było 10 radnych, 3 przeciw, 1 wstrzymujący.

Nastąpiło zgłaszanie kandydatur na nowego Przewodniczącego Rady. Trudu tego podjął się radny Edward Sznedryk. Zdziwienie wywołał fakt, iż zgłaszający nie zaprezentował Radzie Powiatu walorów kandydata. Później okazało się, że kilku radnych opozycyjnych chciało po dokonanym wyborze zadać kilka pytań kandydatowi i … obecnej w sali burmistrz Irenie Krzyszkiewicz. Do tego ciekawego eksperymentu jednak nie doszło, gdyż nieoczekiwanie dla wszystkich kandydat otrzymał tylko 7 głosów i padł.

W szeregach koalicji wszczął się rwetes i popłoch. Z rozwianymi połami marynarek koalicjanci pędzili na górę, by wyjaśnić przyczynę wpadki. Publiczność nie szczędziła drwin rządzącym. Słyszało się komentarze typu: „ale jaja!”, „barany!”, „ale kompromitacja!”, „wstyd!”

W holu rozmawiając z radnym Grzegorzem Aleksandrem Trojankiem zobaczyliśmy znamienną scenę. Spocony, zdenerwowany i zdezorientowany starosta Piotr Wołowicz biegnie na schody. Zatrzymuje się na chwilę i energicznie kiwa głową w stronę radnego Władysława Stanisławskiego. Ten wykonuje energiczny, przeczący ruch ręką. Starosta jeszcze raz energicznie kiwa zapraszająco głową. Reakcja radnego identyczna a odmowie towarzyszy promienny uśmiech.
Obserwujący scenę radny Grzegorz Aleksander Trojanek mówi do Władysława Stanisławskiego:
- Władek, on na ciebie wołał jak na tirówkę!
Salwa śmiechu. Rozpoczyna się polowanie na przewodniczącego. Typujemy kto do się zamustrować na tonącą łajbę. Obstawiany jest nowy kandydat, ale tez możliwość wystawienia Dariusza Wołowicza raz jeszcze. To opcja cieszy się największym wzięciem, bo wiadomo, że po wyborze tego kandydata w mediach zrobi się ciepło i miło dla Czytelników a przykro dla koalicji.

Na sali obrad gwar, szum, śmiech. Wiceprzewodniczący Jerzy Pala ogłasza przerwę w obradach do 10 lutego, godzina 14,00. Zapomina jednak poddać wniosek pod głosowanie. W tym czasie część radnych opuściła salę obrad i wyszła na korytarz. Niektórzy ubrali się już w kurtki i płaszcze i wyszli na zewnątrz. W chaosie jaki zapanował po nieudanym wyborze Przewodniczącego już nikt nie zwraca na nic uwagi. Z trudem dochodzi do uszu radnych paniczny okrzyk, by wracali na salę, bo trzeba prawnie usankcjonować zgodę na przerwę w obradach. Chaos dominuje. Przerwę przegłosowano.

Tak właśnie wyglądają w praktyce rządy górowskiej PO. Chaos i bajzel. To prawdziwe oblicze górowskiej PO pod wodzą Piotra Wołowicza.

czwartek, 9 lutego 2012

Politykierzy w natarciu

Wczoraj o godzinie 14.00 rozpoczęła się żenująca komedia, którą zatytułować można „Odwet”. Na sesję przybyli w komplecie radni powiatowi. Przewodniczący Zbigniew Józefiak otworzył XIII sesję Rady Powiatu a następnie przekazał jej dalsze prowadzenie wiceprzewodniczącemu Jerzemu Pali.

Wiceprzewodniczący Jerzy Pala z miejsca pogubił się i z pomocą ruszył mu Przewodniczący Zbigniew Józefiak, który wręczył swojemu zastępcy przegotowaną przez siebie „ściągę”, gdzie czcionką o rozmiarze 14 wypisane było, co i w którym momencie obrad Rady Jerzy Pala powinien mówić. Jak to się mówi: „Wołowymi literami na skórze wypisane”. Nie na wiele się to jednak zdało, bo okazało się wkrótce, iż koalicyjny wiceprzewodniczący ma widoczne problemy z czytaniem. W sali obrad zrobiło się wesoło, ale wiele osób z wyraźnym wstydem i zażenowanie słuchało dukania wiceprzewodniczącego. Z miłosierdzia odpuszczę sobie opisu licznych wpadek prowadzącego, ale niesmak pozostał.

Starosta zabrał głos i przedstawił sprawozdanie z pracy Zarządu za okres międzysesyjny. W zasadzie nikt Wołowicza nie słuchał, bo w sali panował gwar. Rozmawiali dyrektorzy, naczelnicy, radni, burmistrz Irena Krzyszkiewicz z Przewodniczącym Rady Miejskiej – Andrzejem Rogalą. Wybaczyć to można, bo wszyscy już się przekonali, że starosta Piotr Wołowicz niczego ciekawego do powiedzenia miał nie będzie. Zresztą sprawozdawca zmieścił się w ok. 2 min., co daje Państwu obraz potęgi wykonywanych przez Zarząd prac.

Później za sprawę wiceprzewodniczącego Jerzego Pali robiło się coraz śmieszniej, ale był to śmiech przez ściśnięte bólem gardło. Ta sala widziała różne rzeczy. Widziała wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej Patronowskiego (na szczęście już go nie widuje) i odniosłem nieodparte wrażenie, że wczoraj wcielił on się w ciało Jerzego Pali.

Następnie Przewodniczący Zbigniew Józefiak zadał pytanie dotyczące ochrony zdrowia i poprosił o odpowiedź na piśmie. Z kolei radny Edward Szendryk ubolewał i narzekał na jakość odpowiedzi udzielonej mu na interpelację złożoną w sprawie nielegalnych domów pomocy społecznej, które funkcjonują na terenie naszego powiatu. Radny Edward Szendryk pytał o legalność ich istnienia. Z odpowiedzi wynikało jedynie, iż domy te działają na podstawie zgody wojewody. Ale o legalności lub jej braku w odpowiedzi dla radnego Edwarda Szendryka nie było ani słowa. A ja byłem zdziwiony, że radny Edward Szendryk wciąż jest zdziwiony poziomem pism sygnowanych: „Starosta Górowski – Piotr Wołowicz”.

Następnie przystąpiono do realizacji kolejnych „gwoździ” sztuki „Odwet”. Radny Paweł Niedźwiedź wziął na swoje mocarne barki i sumienie (ale w jego istnienie u tego pana już nie wierzę) trud zgłoszenia kandydatury Edwarda Szendryka na wiceprzewodniczącego Rady. Jak sobie przypomniałem jaki „seksualny” stosunek miał do tego radnego Paweł niedźwiedź podczas ubiegłej kadencji mało mnie nie zemdliło. „Skleroza moralna postępuje u Pawełka” – pomyślałem w duchu.

Wybrano komisję skrutacyjną i rozpoczęła się procedura wyboru drugiego wiceprzewodniczącego. Tu muszę Państwu zdradzić, że wybór drugiego wiceprzewodniczącego nastąpił – tak mówiono w kuluarach – na skutek pań sprzątających starostwo. Stwierdziło no, iż od ponad roku jedno z trzech krzeseł stojących za stołem prezydialnym jest pokryte grubą warstwą kurzu, czego nie było w poprzednie kadencji. Zażądały podobno podwyżki z tytułu wykonywania dodatkowych prac. Ponieważ starostwo jest na skraju wycieńczenia finansowego postanowiono więc doprowadzić do sytuacji, w której krzesło będzie odkurzane niejako automatycznie. Wnikliwie przeanalizowano rozmiary radnych i wyszło, że zbliżone do gabarytów siedziska krzesła ma właśnie Edward Szendryk w wiadomym miejscu, które zaczyna się na czwartą literę polskiego alfabetu. I w ten sposób paniom sprzątaczkom ujęto nieco pracy a radny Edward Szendryk nawet jeżeli nie poprowadzi obrad, to będzie wykonywał bardzo pożyteczną pracę siedząc a jeszcze lepiej, jakby od czasu do czasu się pokręcił w siedzisku, bo wówczas lepiej wtarłby kurz.


W końcu komisja skrutacyjna przedstawiła wyniki głosowania. Edward Szendryk został użytkownikiem krzesła wiceprzewodniczącego, gdyż za jego kandydaturą (i nie tylko) zagłosowało 10 radnych, przeciw było 2, a wstrzymał się od głosu 1 radny. Po zajęciu miejsca przez nowo wybranego wiceprzewodniczącego pod sufit uniosły się liczne drobinki kurzu. Nowy wiceprzewodniczący zapewnił, że będzie się starał i wykonywał swoje nowe obowiązki jak najlepiej potrafi, co dobrze nam nie wróży.

W tym czasie obserwowałem twarz jednego z radnych, o którym mówi się, że jest murowanym kandydatem na teścia radnego Edwarda Szendryka. Zięć był wzruszony i widać było błysk w jego oczach a poruszających się warg można było wyczytać : „Posag teściu, posag”. Spojrzałem w stronę Edwarda Szendryka, któremu duma z udanego wyboru wypełniła powłokę cielesną ponad ludzka miarę, tak że z najwyższy trudem mieścił się w świeżo posiadłym krześle, że ten w odpowiedzi szepce: Intercyza zięciu, intercyza”. W tym momencie zrobiło mi się w sercu błogo i pomyślałem sobie: „Ileż bezinteresowności a jakie wzajemne zaufanie!”.

Prowadzący obrady Jerzy Pala przy pomocy fachowych sił zatrudnionych w starostwie rozpoczął forsowanie kolejne przeszkody, czyli odwołania Zbigniewa Józefiaka. Przewodniczący Zbigniew Józefiak poprosił o głos i odczytał przygotowane wcześniej oświadczenie. Sala zamarła w ciszy, by nie uronić niczego ze słów odwoływanego Przewodniczącego. A słowa były takie:


Wyrażam przekonanie, że moje postępowanie po przyjęciu z woli Rady zaszczytnej funkcji Przewodniczącego, przez cały okres jej sprawowania mieściło się w ramach określonych prawem oraz w żadnym przypadku nie naruszyło obowiązujących norm prawnych.

Zarządzenie przewodniczącego w/s terminów odbywania posiedzeń komisji z wyłączeniem dni w których zwoływane są sesje rady ma na celu wyłącznie organizowanie pracy rady, która powołała ze swego grona stałe komisje do określonych zadań, w związku z czym nie przekracza uprawnień przewodniczącego rady, co potwierdza opinia prawna wyrażona przez radcę starostwa podczas obrad XI sesji, w dniu 21 listopada 2011 r.

Intencją zarządzenia nie jest narzucanie zasad prowadzenia prac komisji jej przewodniczącym, lecz umożliwienie radnym wykazania pełnej aktywności w komisjach bez czasowych limitów, oraz poprawienie warunków obsługi wszystkich organów rady odbywające się często w chaosie, a jego treść nie wywołuje żadnych skutków jak sugerują wnioskodawcy.
Świadczą o tym wszystkie późniejsze zebrania komisji stałych rady w tym posiedzenia zwołane w dniu 28 grudnia 2011 r. w którym odbywała się XII sesja, przez przewodniczących komisji, pana Edwarda Szendryka i pana Marka Biernackiego.

            W mojej ocenie wniosek o odwołanie z funkcji przewodniczącego rady powiatu po upływie 3-ch miesięcy od podanej przez wnioskodawców przyczyny odwołania, nie znajduje podstaw merytorycznych, a wnioskodawcy kierują się względami pozamerytorycznymi.
Domniemam, że negatywną ocenę mojej współpracy z radnymi mogła spowodować upubliczniona opinia podsumowująca roczną działalność z ukazaniem słabych stron samorządu powiatowego, której dokonałem w ramach wypełniania obowiązku każdego radnego, dotyczącego utrzymywania stałej więzi z wyborcami,
Roszady personalne mają na celu odwrócenie uwagi od bierności Zarządu w rozwiązywaniu spraw powiatu ujętych w porozumieniu koalicyjnym, oraz tuszowanie nieudolności Starosty Górowskiego w postępowaniu związanym z koncesjonowaniem i bieżącą kontrolą złoża „Siciny” oraz należytego wykonywania obowiązków w ujawnionym przypadku wydobycia kruszywa mineralnego bez wymaganej prawem koncesji.

Zadania radnego powiatu górowskiego wykonuję kierując się dobrem wspólnoty samorządowej do czego czuję się zobowiązany bez względu na miejsce w którym dane mi będzie sprawowanie mandatu otrzymanego z woli wyborców, oraz bez względu na pełnione funkcje w radzie, zależne często od partykularnych interesów w miejsce przestrzegania zasad.”

C.d.n

środa, 8 lutego 2012

Kuglarze kłamstwa

Ten post stanowi kontynuację „Zemsty przeciętniaków”.

Dzisiaj w sali obrad Starostwa Powiatowego odbędzie się głosowanie nad usankcjonowanie ordynarnego kłamstwa. Proszę cofnąć się do postu „Zemsta przeciętniaków” i raz jeszcze przeczytać opinię radcy prawnego Renaty Torz w sprawie wydanego przez Przewodniczącego Zbigniewa Józefiaka zarządzenia, którego celem było zdyscyplinowanie przewodniczących komisji, by ci nie organizowali obrad komisji na 5 minut przed sesją. Tylko to i nic więcej.

Powód podany w uzasadnieniu jest idiotyczny i kłamliwy. Z wpisów na forum „elki” czy „Panoramy Leszczyńskiej” widać wyraźnie, że opinia publiczna połapała się w czym rzecz. I tym razem mydlenie oczu nie przejdzie.

Pod ewidentnym kłamstwem podpisał się między innymi radny z gminy Wąsosz – Piotr First, który na co dzień jest dyrektorem szkoły podstawowej w Pobielu. Jako radny i członek Zarządu niczym dotąd nie błysnął. Proszę spojrzeć w protokoły z posiedzeń Zarządu a przekonacie się Państwo, że podczas posiedzeń odgrywa rolę statysty. Ten statysta jest jednak dobrze opłacany, bo jako członek Zarządu pobiera miesięcznie 1250 zł (nie podlegające opodatkowaniu). Dziwi jednak fakt, że będąc nauczycielem podpisuje się Piotr First pod kłamliwym uzasadnieniem, bo źle to świadczy o jego predyspozycjach wychowawczych. Zapomniał najwyraźniej o ósmym przykazaniu: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”.

Pod wnioskiem znalazł się podpis wicestarosty i radnego z Wąsosza – Pawła Niedźwiedzia. Co prawda zapewniał on mnie, że żadnego wniosku o odwołanie Przewodniczącego nie ma, ale okazało się, że po raz kolejny mnie oszukał. Miałem do niego dużo sympatii, ale w „praniu” okazało się, że na tą sympatię nie zasługiwał. Dobrze maskuje swoje właściwie zamiary, ale ma jedną charakterystyczną cechę charakteru: dobrze odnajdzie się w każdej sitwie. Interes powiatu ma dla niego drugorzędne znaczenia, bo przede wszystkim ceni sobie spokój i tłustą pensję.

Rzec można, że reprezentacja gminy Wąsosz zasiadająca w Radzie Powiatu w tym sezonie wysoce się nie udała. Podrzucił nam burmistrz Zbigniew Stuczyk rodzynki pozaklasowe. Jeden Edward Kowalczuk jest więcej wart niż Danuta Rzepiela, Piotr First, Paweł Niedźwiedź razem wzięci.

Jest pod wnioskiem również podpis radnego Marka Biernackiego, ojca chrzestnego starosty Piotra Wołowicza. Radny Marek Biernacki należy do PO, a tam panują totalitarne nawyki. Musiał więc podpisać się pod wnioskiem, bo partia mogłaby się go wyrzec. Jest jednak jedno ale. Na swojej ulotce wyborczej z roku 2010 Marek Biernacki napisał:

I co Marku? Nauki poszły w las? A gdzie Bóg? A gdzie był Twój „Honor”, gdy podpisywałeś się pod kłamstwem? Ciekaw kto się czytając te słowa bardziej czerwieni - Ty czy Twój ojciec? Szkoda mi cię, bo podkładasz się w obronie złej sprawy i kładziesz głowę pod fałszywą Ewangelię. Czy też wpis na ulotce był zwykłą ściemą dla gawiedzi?

Jerzemu Pali nie dziwię się, że złożył podpis, bo ten radny najmniej orientuje się w tym, co jest grane. Jako radny jest totalnym nieporozumieniem. Podpisał, bo prosili, ale ostatnio się zdenerwował, bo dieta na czas nie wpłynęła. Chociaż raz okazał niezadowolenie i zainteresowanie sprawami samorządowymi.

Zdziwił mnie natomiast radny Dariusz Wołowicz, który również potwierdził nieprawdę. Po mieście krążą dziwne wieści o przyczynach jego odejścia z OKF – u, gdzie dyrektorował. Rzecz jasna sprawę należy sprawdzić. Nie mniej powód jest dla mnie niejasny. Chyba, że go kupiono a to zmienia postać rzeczy. W zestawieniu z tym, co mówi się o przyczynach jego odejścia z OKF – u tak być może. Ale zaraz, zaraz! Coś sobie przypomniałem. Kiedyś burmistrz Irena Krzyszkiewicz w obecności ówczesnego wiceburmistrza mówiła coś o tym. Teraz nie ma czasu nad tym myśleć, ale jest szansa że to sobie przypomnę. Acha! Przypomniało mi się, że oprócz mnie mówiła o tym jednemu z radnych powiatowych. Sprawdzę czy mnie pamięć nie myli.

I jest oczywiście podpis szwagra naszego Słońca Góry – Jana Bondziora. I wszystko jasne! Nic tłumaczyć nie trzeba.

O 14,00 rozpocznie się gigantyczne, ale wulgarna w treści przedstawienie. Jego cel jest jasny: ukarać Zbigniewa Józefiaka za samodzielność myślenia. Ukarać za słowa krytyki, na którą koalicjanci ze wszech miar zasłużyli. Proszę sobie przypomnieć tę krytykę i poszukać w pamięci, czy była ze strony Zarządu kontrakcja w postaci otwartej dyskusji? Nie było, bo fakty przedstawione przez Przewodniczącego nie podlegały dyskusji. To były fakty a nie tezy czy założenia. Więc koalicyjna sitwa postanowiła „uwalić” niepokornego Przewodniczącego, bo miał on po prostu czelność mieć własne zdanie. A w sitwie, jak w sitwie. Wiadomo!

O 14,00 wspólnicy w kłamstwie zapomną o własnych sumieniach i zagryzą Zbigniewa Józefiaka. Mnie osobiście fakt przejścia Zbigniewa Józefiaka do opozycji cieszy, bo zdejmie z niego jakiekolwiek ograniczenia. Muszę Państwu powiedzieć, że już w grudniu Zbigniew Józefiak nosił się z zamiarem złożenia rezygnacji. Z pewnych względów odłożył dokonanie tego aktu na sesję kolejną. Towarzystwo nie wytrzymało jednak napięcia wywołanego skandalem wokół koncesji. I dobrze się stało, bo użyta w uzasadnieniu do odwołania argumentacja jest dla opinii publicznej po prostu nie do wytłumaczenia. I ludzie wiedzą już, że szczerzy demokraci z PO za krytykę i wyjawienie prawdy posuną się do kłamstwa, by zlikwidować osobę im niewygodną.

Taka jest prawdziwa twarzo – morda górowskiej PO. I tę lekcję sobie zapamiętajmy.