wtorek, 7 lutego 2012

Czary mary Stanisława Żet

Przystąpmy do czynności socjalizujących naszego czcigodnego Stanisława Żet, któremu tak nieopatrznie powierzono przed laty kierowania powiatową halą „Arkadia”. W tym miejscu muszę Państwa gorąco i serdecznie przeprosić za zaniechanie czynności socjalizujących w obiecanym wymiarze. Są jednak rzeczy ważne, mnie ważne i całkowicie błahe, a socjalizacja Stanisława Żet zalicza się do tych ostatnich, tak jak i jego mało ważna osoba.

Jeżeli jesteśmy już przy pojęciu „ważności”, to warto zauważyć, iż socjalizowany ma niemal jobla na punkcie własnej ważności. Zasadza np. taka oto gadkę pracownikom  sobie w tak mocno niebaczny sposób podległym. Jest poniedziałek a w te dni naczelnik wydziału oświaty i dziedzin pokrewnych starostwa powiatowego zwołuje naradę pracowników swojego wydziału. Stanisław Żet. inscenizuje w poniedziałek taką oto scenkę. Wchodzi do pokoju socjalnego i mówi, że wychodzi na naradę dyrektorów do starostwa i by Przemek Urbański pilnował interesu. To ma wywrzeć na pracownikach wrażenie, że Stanisław Żet bierze udział w naradach na najwyższym szczeblu, co – w jego oczach - znacznie podnosi jego znaczenie i wartość oraz znajomość wpływowych osób.

Pasjami Stanisław Żet lubi wydawać polecenia. I wydaje je nawet wówczas, gdy są na pograniczu najczystszej głupoty. Oto przykład. Uczeń ciągnie kotarę dzieląca sektory hali. Odrywa się jakieś plastikowe gówno i spada na podłogę. Widzi to Stanisław Żet. I już jest w akcji! Podchodzi i nakazuje uczniowi … wejść na drabinę i zamocować owo gówno. Świadkiem tego jest nauczyciel tegoż ucznia, który zakazuje mu szeptem włażenie na drabinę o wysokości 10 metrów. I tu mam żal do nauczyciela, który zamiast pokazać pozornie ważnemu Stanisławowi Żet jego miejsce w szyku i rzec mu kulturalnie: „A paszoł ty won!” gasi konflikt. Ciekawe kto by odpowiadał, gdyby uczeń wykonał kretyńskie polecenie ważnego Stanisława Żet, wszedł na drabinę i spadł z niej. Jak znam Stanisława Żet okazałoby się, że on nie wydawał polecenia, bo wówczas rzekłby, że nie ma takich uprawnień.

I tu słowo do uczniów biorących udział w zajęciach wychowania fizycznego. Stanisław Żet i żaden z pracowników „Arkadii” nie mają podczas trwania zajęć do was młodzieży nic! Absolutnie nic! Ale Wam, droga młodzieży, nie wypada nie odpowiadać na pytania osób starszych. Dlatego, gdy Stanisław Żet o coś Was zagadnie, to Wy powinniście uprzejmie go spytać np. o: „A co tam słychać u pana przyjaciela Fryzjera?” Można też zadać inne pytanie. Np. „A ten Śrutwa i Baszczyński mocno pana kopali podczas meczu Górnik Zabrze – Ruch Chorzów 6 maja 2000 roku?” Interesująca byłaby odpowiedź na takie pytanie: „Dlaczego zawsze w okresie, gdy pan sędziował przy pana nazwisku pojawiała się adnotacja: „sędzia z Leszna”? Można też zadać droga młodzieży pytanie dotyczące przyszłości Stanisława Żet. Sformułować można je w sposób następujący: „A pana sprawa we Wrocławiu kiedy dobiegnie końca?” W tym ostatnim pytaniu zawarta zostanie Wasza, droga młodzieży, troska o losy Stanisława Żet, co będzie o was bardzo dobrze świadczyło.

Pisałem już o tym, że Stanisław Żet (w trakcie socjalizacji) pragnie w oczach przełożonych uchodzić za świetnego organizatora. Ta wydumana przez niego wirtualna cnota ma tyle wspólnego z rzeczywistością, co ja z praktykowaniem abstynencji. Oto przykład. W okresie od 16 stycznia do 27 stycznia były zimowe ferie. W tym czasie na „Arkadii” niczego nie zorganizowano. Więcej! Hala była ogrzewana a gro uczniów nie wiedziało, że można tam pograć za darmo. A dlaczego? A dlatego, że znakomitemu organizatorowi nie chciało się nawet wywiesić kartki na drzwiach do hali z informacją na ten temat. Hala w tym czasie była ogrzewana i odwiedzana, ale rzadko. Dlaczego nie zorganizowano? Dlaczego nie rozesłano wici po szkołach? A roczne utrzymanie hali kosztuje nas ponad 500 tys. zł. A nie można było zorganizować przez te dwa tygodnie sportowych zajęć? Ponad 3 tys. bezrobotnych, z których minimum polowa ma dzieci w wieku szkolnym. A my płacimy za ogrzewanie pustej hali! Czy ktoś tu kurwa na łeb nie upadł! To taka troska o młodzież?! A potem się dziwimy, że przestępczość i chuliganka rośnie! Wandalizm kwitnie!

A jak członek Zarządu, mało uroczy radny Marek Hołtra, pieprzy jak potłuczony podczas posiedzenia Zarządu o aktach wandalizmu na terenie „Arkadii”, to mi się rzygać chce. A gdzie fakty?! Gdzież to kandydat na drobnego i smutnego przedsiębiorcę pogrzebowego widziała akty wandalizmu w „Arkadii”?! Sranie w banie! Pewnie ze słyszenia się dowiedział. Widomo, kto szeptał.

A oto przykład ligi, którą Stanisław Żet (w trakcie socjalizacji) zorganizował dla młodzieży. Jest liga, która gra w soboty od 9,00 do 14,00. Grają tam drużyny, które same się dobrały. Problem polega na tym, że socjalizowany jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, że pomiędzy 12. latkiem a uczniem 3. klasy gimnazjum, który ma nieomal lat 16. Nie dość, że wynik gry w tak pomieszanych grupach wiekowych jest łatwy do przewidzenia, to na parkiecie jest dość niebezpiecznie. Ale co to może obchodzić Stanisława Żet?

A jak już jesteśmy przy bezpieczeństwie, to niech tak szanowni panowie starostowie sprawdza wyposażenie apteczki w „Arkadii”. Tam nie ma nawet zamrażacza! Świetny organizator! Dać Stanisławowi Żet podwyżkę i z dwie premie za dbałość o bhp. Dołączyć do tego dyplom i fotkę – koniecznie ze starostami! – to go dowartościuje.

Fakt, że młodzież coraz mniej chce mieć kontakt z panem Stanisławem Żet. Nawiała stamtąd Górowska Amatorska Liga Futsalu. Padła II liga siatkówki. Nie ma już meczy przedszkolaków. Bo to, co wyprawia umiejący się przypodobać władzy (kiepskiej i ślepej władzy) Stanisław Żet, na którym ciążą zarzuty prokuratorskie, przekracza wyobraźnię zwykłego zjadacza chleba.

Stanisław Żet ostatnio coś nie bardzo mnie lubi. Powody są dla mnie niejasne. Bo przecież niczego z opowieści o nim nie zmyśliłem. Gdyby było inaczej już byłbym ciągany po sądach. A więc piszę – jak zwykle – prawdę. A on najwyraźniej gniewa się naprawdę o samym sobie. Co za paranoja! Ale ja nie ustanę w swoich wysiłkach! Tego socjalizowany Stanisław Żet może być pewien.

Kochają Misiaka!

W każdej mafii, aj! – znaczy partii politycznej – są frakcje. W PO słyszymy o konserwatystach Gowina, schetynowcach, tuskowcach. Długo zastanawiałem się do jakiej frakcji należy górowska PO.

Dzisiaj dopiero mnie olśniło, gdy przechodziłem koło pięknej XIX wiecznej kamienicy, w której mieści się PSS „Społem”. W oczy rzuca się tam umieszczona na środku tablica informująca, jakie tam cudo się mieści.



Mowa oczywiście o siedzibie górowskiej PO oraz biurze senatorskim Tomasza Misiaka. Senator Misiak (2005 – 09) miał udziały w firmie, która dostała w roku 2009 bez przetargu od Państwowej Agencji Rozwoju Przemysłu kontrakt o wartości wielu milionów złotych na szkolenia dla zwalnianych wówczas masowo stoczniowców. Rok wcześniej senator Misiak był przewodniczącym senackiej Komisji Gospodarki Narodowej. W czasie jego przewodniczenia komisji pracowano w niej nad ustawą dotycząca przemysłu stoczniowego. Sprawa zbulwersowała opinię publiczną i w rezultacie Misiak musiał odejść z PO po interwencji Tuska.

Jak więc Państwo widzicie Misiaka nie ma w PO, ale górowska frakcja tej partii faktu tego do wiadomości nie przyjmuje i nadal osobę jego promuje, i to w dość prestiżowym miejscu. Tablica rzuca się w oczy, Misiak już nie istnieje jako osoba publiczna. I proszę zauważyć, że od spektakularnego upadku Misiaka minęły nieomal 3 lata a górowska PO czci jego senatorską pamięć.

I w ten sposób dochodzimy do finału. Okazuje się, że najwyraźniej górowska PO jest ukrytą głęboko na prowincji frakcją byłego senatora Misiaka. Najwidoczniej licząca 11 kłonic górowska PO oczekuje powrotu byłego senatora w szeregi i wówczas pokaże mu jak wiernie stała i czciła go podczas jego zesłania. Aż łza się w oku kręci, gdy się pomyśli o tak wielkiej wierności! A mówią, że chłopcy z PO są nieczuli. Oj, są czuli, są! A niektórzy z nich jacy kochliwi!

Pożartowaliśmy sobie, ale muszą Państwo wiedzieć, że od dwóch lat, z okładem, w biurowcu PSS – u nie ma już biura górowskiej PO. A tablica wisi. To najlepiej świadczy o talentach organizacyjnych 11 kłonic, które należą do tej partii. I proszę też zauważyć, iż fakt trwania tablicy pomimo jej dezaktualizacji świadczy również o braku predyspozycji górowskiej PO do sprawowania władzy. Jak panowie nie mogą ściągnąć tablicy, to co oni potrafią? Nic! Ściągnięcie tablicy ich przerasta organizacyjnie. Ale kto z nich ma to zrobić? Chyba pochylą się nad problemem a problem sam się rozwiąże, bo tablicę zeżre rdza. Rdza niemocy już toczy 11 kłonic, które dumnie nazywają się partią a powinni Klubem Nieudaczników. I oni rządzą powiatem! Ratuj się kto może!

W temacie i nie na temat

„Przegląd Górowski” wciąż potrafi wbić mnie w zdumienie. Do bylejakości i powierzchowności zamieszczanych tam tekstów przywykłem. W konsekwencji nie czytam ich, ale rzucam okiem, by znaleźć punkt zaczepienia służący za pretekst do napisania życzliwego komentarza.

Tym razem moje łaskawe i wyrozumiałe oko padło na stronę 4 drukowanej wazeliny. Znajduje się tam tekst: „Pytania do Burmistrza Góry”. Burmistrz w artykule publikuje odpowiedzi na pytania, które otrzymała od Czytelników. Moja uwaga skoncentrowała się na pytaniach. Są one bardzo precyzyjne, ale za to odpowiedzi burmistrz Ireny Krzyszkiewicz jakoś już znacznie mniej precyzyjne i mało związane z tematem, ale rozbudowane niczym przenośnie w barokowej poezji.

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz bardzo lubi mówić. Często donoszę wrażenie, że jest zakochana we własnym głosie i upaja się każdym wypowiedzianym przez siebie słowem z najwyższa rozkoszą. W swoich długich mowach i przemowach burmistrz Irena Krzyszkiewicz lubi sama sobie zadawać pytania a następnie na nie za emfazą odpowiadać. Każdy człowiek ma swoje drobne wady i przywary więc i pani burmistrz nie może być ich pozbawiona, albowiem od przywar wolni są jedynie martwi.

Wróćmy jednak do tematu zasadniczego. Oto pytanie skierowane do szefowej gminy w sprawie dróg dojazdowych od mostu w Ciechanowie oraz obejścia Starej Góry.
W odpowiedzi na to pytanie burmistrz Irena Krzyszkiewicz rzuca przed oczy Czytelników cyfry, daty i projekty. W zasadzie w odpowiedzi burmistrz Ireny Krzyszkiewicz nie odnajdziemy odpowiedzi na dręczące mieszkańców Starej Góry i ulicy Starogórskiej pytanie: czy po oddaniu do ruchu mostu w Ciechanowie Starą Górę i ul. Starogórską pędziły będą ważące po kilkadziesiąt ton tiry?

A to jest główny powód do niepokoju. Omijanie przez burmistrz Irenę Krzyszkiewicz tego tematu jest nieuczciwością wobec wyborców. Prawidłowa odpowiedź bowiem brzmi: tak, przez Starą Górę i ul. Starogórską pod koniec maja 2012 roku, tego roku, jechały będą dzień i noc wielotonowe ciężarówki.

Pośredni, ale bardzo pośrednio, przyznaje to burmistrz Irena Krzyszkiewicz stwierdzając w opublikowanej odpowiedzi w chwili obecnej „trwają także prace nad tymczasowym rozwiązaniem problemu dotyczącego obejść Starej Góry i Góry”. Burmistrz nie informuje jednaka Czytelników o stopniu zaawansowania tych prac. I tak czytelnicy nie dowiadują się czy prace nad „tymczasowym rozwiązaniem problemu” spowodują, iż mieszkańcy Starej Góry i ul. Starogórskiej nie będą narażeni na uciążliwość związaną z kolosalnym przepływem pojazdów.

Jednym słowem w odpowiedzi burmistrza na pytanie postawione przez Czytelnika nie ma konkretów. To typowy unik polegający na takiej odpowiedzi na pytanie, by odpowiadając nie odpowiedzieć w sposób zwięzły, jasny, klarowny i wyjaśniający dobitnie sposób rozwiązania problemu.

A sprawa jest prosta. W sprawie objazdu Góry i Starej Góry przespano czas, w którym powinny narodzić się decyzje i już od dawna objazd powinien być realizowany w postaci inwestycji. Przespał swój czas Urząd Marszałkowski i burmistrz Irena Krzyszkiewicz. A mieszkańcy Starej Góry i ul. Starogórskiej danego im czasu na sen nie prześpią, bo tiry im nie dadzą.

W oczy dziabnęła mnie też odpowiedź na trzecie pytanie dotyczące „przybliżenia wieloletniej prognozy finansowej gminy Goóra”.

A dokładnie rzucił mi się w oczy taki oto fragment z odpowiedzi burmistrz Ireny Krzyszkiewicz: „Budżet Gminy Góra w roku 2012 zakłada dochody w kwocie ponad 61 mln zł., oraz wydatki w kwocie ponad 65 mln zł. Zadłużenie na koniec roku nie przekroczy 40% przy możliwym wskaźniku 60%”.

Policzyłem szybko i wyszło mi, że zadłużenie gminy Góra wyniesie na koniec roku 2012 ok. 24,4 mln zł (40% z 61 mln zł). AQle nie to było istotą moich intelektualnych zmagań. Przypomniałem sobie propozycję budowy basenu. Tu przypomnę Państwu, iż idea budowy basenu pojawiła się w roku w wyborczym roku 2011 (wybory do sejmu). Początkowo basen miał kosztować bodajże 5 mln, później 7, by w końcu osiągać pułap ok. 20 mln zł.

Wziąłem więc owqe 20 mln zł kredytu na basen (bo wolnych środków gmina nie ma) i dodałem do zadłużenie na rok 2012. Wyszło mi – i Państwu chyba też – że w przypadku budowy basenu zadłużenie gminy Góra wzrosłoby do pułapu ponad 45 mln zł a to oznaczałoby, że przekroczony został próg 60% dozwolonego zadłużenia gminy. Zadłużenie gminy wyniosłoby wówczas ok. 75% i burmistrza zastąpiłby komisarz. Wątpię jednak, by pani burmistrz zamieniła tytuł burmistrza na komisarza. Zniknęłaby wówczas Rada Miejska i burmistrz Irena Krzyszkiewicz nie miała miejsca na swoje oratorskie popisy. Radni straciliby diety i nigdy by jej nie wybaczyli, że pozbawiła ich diet i możliwości okazywania jej oznak uwielbienia oraz najwyższej, bezkrytycznej czołobitności.

Przy okazji basenu, to proszę zauważyć, że osobiście nigdy nad tą kiełbasą wyborczą się nie pochyliłem i pomysłu nie traktowałem poważnie. Sprawę basenu odłożono na 3 lata i prawdopodobnie stanie ona na porządku dziennym w wyborczym roku 2014.

Złośliwi powiadają, ale ja w to nie wierzę, że pytania do „Przeglądu Wazeliny” układa osoba odpowiadająca na nie. Ja tam nie wiem ile w tym prawdy a ile zmyślenia. Wiem jednak, że odpowiedzi pozostawiają wiele do życzenia. Chyba, że idzie o to, by odpowiedzieć nie odpowiadając, ale za to się lansując w oczach opinii publicznej. Tylko, że przy takim poziomie odpowiedzi zamiast zebrać punkty można dostać baty. Bo publika nie wszystko łyka, wszak ludzie to nie pelikany.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Zemsta przeciętniaków

W środę (8 lutego) o godz. 14,00 odbędzie się nadzwyczajna sesja Rady Powiatu. Główny cel sesji – odwołanie dotychczasowego Przewodniczącego Rady Powiatu Zbigniewa Józefiaka.
O odwołaniu samodzielnie myślącego i działającego energicznie Przewodniczącego szeptało się od dawna. Koalicjanci nie byli zadowoleni z powodu angażowania się Przewodniczącego w różne inicjatywy.

Kamieniem obrazy stał się artykuł, który ukazał się na internetowej stronie Unii Górowian. W artykule tym Przewodniczący Zbigniew Józefiak poddał miażdżącej krytyce sposób sprawowania władzy przez obecnego starostę Piotra Wołowicza oraz Zarząd Powiatu. Nazwał rzeczy po imieniu, co bardzo, ale to bardzo koalicjantom się nie spodobało.

Wynika to z mocno zwichrowanego i spaczonego pojmowania przez nich słowa „lojalność”, które w ich chorym mniemaniu ma mieć zastosowanie jedynie w odniesieniu do obecnie rządzącej koalicji Poczucie, jakie żywił Przewodniczący Zbigniew Józefiak, lojalności przede wszystkim wobec wyborców dla większości koalicjantów jest po prostu nie do przyjęcia. Sądzą, że w następnych wyborach znowu przedstawią jakiś program wyborczy, który będą obiecali zrealizować, by później rżnąć głupa i udawać, że nic się o tym nie wie. Zbigniew Józefiak wychodzi natomiast z założenia, iż swoim wyborcom musi okazać szacunek i realizować, to co im obiecał, by na oszusta przy kolejnych wyborach w oczach wyborców nie wyjść.

W uzasadnieni u do projektu uchwały o odwołaniu Przewodniczącego czytamy: „Oceniając roczną współpracę przewodniczącego z radnymi, niżej podpisani negatywnie oceniają zasady jakie przewodniczący próbuje narzucić poprzez swoje działania pozostałym organom Rady Powiatu Górowskiego. Zgodnie z zapisami ustawy jak i statutu wyłącznym zadaniem przewodniczącego jest organizowanie pracy rady powiatu oraz prowadzenie jej obrad. Narzucanie, poprzez wydawanie zarządzenia, zasad prowadzenie prac komisji rady jej przewodniczącym w naszym przekonaniu stanowi przekraczanie swoich uprawnień i pozbawianie praw przewodniczących komisji wybranych nie przez Przewodniczącego rady lecz przez radnych członków komisji”.

Uff! Ależ pokręcona argumentacja.

W tym śmiesznym zarzucie idzie o zarządzenie wydane przez Przewodniczącego. Dotyczy ono spotkań komisji Rady Powiatu i jego tekst mają Państwo poniżej.

Przewodniczącemu Rady powiatu szło o to, by obrady komisji nie były zwoływane na łapu – capu, co było praktykowane nagminnie. Zwoływano obrady na godzinę przed rozpoczęciem sesji i je „odfajkowywano”. A dietę się brało! A jaki przy tym świat wydawał się wspaniały!

A teraz „odkurzono” zaszłe pretensje w myśl zasady: „jak się chce psa uderzyć, to kij się zawsze znajdzie”.
Sprawę tę wałkowano podczas sesji. Poniżej zapis tego fragmentu dyskusji. Proszę zwrócić uwagę na wypowiedź radcy prawnego – Renaty Torz.

 I już Państwo widzą, że
 tu nie idzie o zarządzenie. Tu chodzi o coś znacznie poważniejszego. W mojej ocenie u podstaw decyzji o odwołaniu Zbigniewa Józefiaka z funkcji Przewodniczącego Rady leży afera ze żwirownią z Sicinach. Nie ma bowiem co ukrywać, iż to właśnie Zbigniew Józefiak poszedł tropem wskazanym przez mieszkańców Sicin i nie okazał się głuchy – w przeciwieństwie do starosty Piotra Wołowicza – na sygnały stamtąd płynące. A tu przypomnę Państwu, że wpadkę starosta Piotr Wołowicz zainkasował na swoim osobistym koncie zupełną i całkowicie dla mnie nie zrozumiałą. Szczególnie ten dziwny pośpiech przy wydawaniu koncesji? Poprzednicy byli tacy powolni i staranni przy wydawaniu dla leszczyńskiej firmy koncesji, a tu łup – cup i jest!

Proszę też zauważyć, iż nad tą aferą, czyli przyznaniem koncesji, obradowała Komisja Rewizyjna Rady Powiatu. W ciągu 7 dni odbyła ona 3 posiedzenia poświęcone tej aferze. Ostatnie posiedzenie miało miejsce 1 lutego. Padł wówczas wniosek postawiony przez Przewodniczącego Rady Powiatu Zbigniewa Józefiaka o wniesienie pod obrady Rady Powiatu wniosku, którego realizacja miała spowodować powołanie zewnętrznych audytorów w celu bezstronnego zbadania okoliczności w jakich doszło do wydania projektu koncesji dla Sicin 3 oraz zbadania form sprawowanie nadzoru nad wykonywaniem warunków koncesjom już wydanym.

W mojej ocenie to stało się przyczyną tak gwałtownych ruchów wykonywanych przez koalicję, która postanowiła do upadłego bronić starosty Piotra Wołowicza. Zwietrzono bowiem śmiertelne niebezpieczeństwo, iż potwierdzenie znajdzie powszechne już przekonanie, że indolencja i nieudolność starosty Piotra Wołowicza ujrzą światło dzienne. I przystąpiono do akcji „Udupić Przewodniczącego!”.

A że wrogów w trosce o dobre funkcjonowanie samorządu powiatowego narobił sobie Zbigniew Józefiak sporo, to i trudności z zebraniem 10 podpisów nie było.

Pierwszy figurujący pod wnioskiem o odwołanie podpis jest autorstwa radnego Marka Hołtry. Ten radny, wzbudzający we mnie nieodmiennie poczucie obcowania z drobnym i smutnym przedsiębiorcą pogrzebowym, ma zadrę do Przewodniczącego, iż w ostatnim czasie udowodnił mu totalną ignorancję w kwestiach geodezyjnych. Radny i jednocześnie miałki naczelnik (do końca marca) w UMiG wie z czyjej ręki się posila. Więc wniosek podpisał chętnie, bo szefowa z PO mogłaby nie przedłużyć umowy. A roboty żal!

Podpisał wniosek również radny Edward Szendryk. I ten ma żal do Przewodniczącego, iż zadziałał tak skutecznie, że sprowadzony przez starostę spadochroniarz z Wrocławia wyleciał z roboty. Ale, że zastąpił go na stanowisku prezesa Stanisław Hoffmann, to już dla Edwarda Szendryka jest kamieniem obrazy. Wszak, gdy tenże Stanisław Hoffmann startował do konkursu (razem z Młodawską), Edward Szendryk słał pisma do powiatu, że to niedopuszczalne (kopia w moim posiadaniu i będzie ujawniona).

Marek Biernacki. No, temu to się dziwić nie ma co, bo jest z PO. To znaczy jest czemu się dziwić, bo chłopak młody, inteligentny a już ogłupiały przez durnowatą partyjną mafię. Własne myślenie schował do kieszeni i zastąpił to dyscyplina partyjną. Chyba trzeba będzie radnego Biernackiego spytać czy jest zadowolony np. z utraty kontraktu na pogotowie, budowy obiecywanych dróg, dojść starosty do funduszy, i wiele innych rzeczy, które w swoim programie obiecywał. Fakt, nieudacznego starosty nie obiecywał.

Piotrkowi Iskrze zagrożono w przypadku nie podpisania wniosku skreśleniem z partii. A pluń pan panie Piotrze na tę partię! Piotr Wołowicz pociągnie waszą partię na tym terenie w otchłanie niebytu. Zresztą, co to za partia, która nie ma własnej strony internetowej a od 10 lat otwiera biuro i otworzyć go nie może? To partia paraliżu i niemocy! To partia popisowej nieudaczności! Nie warto się męczyć dla 11 jej członków, bo tyle sobie kłonic platformerskie towarzystwo liczy na terenie powiatu.

A czy panom Piotrowi Iskrze i Markowi Biernackiemu wypada podpisywać się pod wnioskiem podpisanym przez radną Danutę Rzepielę? Mój Boże! A Danuta Rzepiela też ma powód, by nie garnąć się do Przewodniczącego (na jego szczęście!), bo ten za diabła nie chciał organizować nieformalnych spotkań i być „jak ojciec” (przecież Przewodniczący nie ma 150 lat, by ojcować radnej Rzepieli), sztandarowi obecnej koalicji i jej „mózgowi”.

Radna Rzepiela ma również żal, iż Przewodniczący nie przegania mnie z sali obrad i nie nakazuje mi o czym mam pisać a o czym nie. I biedaczka (ja naprawdę jej współczuję) sądzi, że nowy Przewodniczący zrobi ze mną porządek. Nie zrobi, bo ja swoje prawa znam. A lżej radnej Danucie Rzepieli nie będzie, bo teraz uszczypnąłem ją raz i drugi. A we przyszłości będzie mi musiała odpowiadać na pisma i interpelacje. I przypuszczam, że z tego powodu zamrze jej życie towarzyskie a i do jadła garnąć się nie będzie, bo straci łaknienie. I tu mam pretensje do Przewodniczącego, że mnie powstrzymywał przed rozwinięciem pełni mojego skrzydlatego talentu, bo jak mówił: „Danusi mi szkoda”. A „Danusia” wężem się okazała. I po co to panu było panie Przewodniczący?

C.d.n.

Wciąż rośnie

Pierwszy miesiąc 2012 roku przy niósł gwałtowny wzrost liczby bezrobotnych na terenie naszego powiatu. W rejestrach PUP znalazło się 216 osób, których brak pracy zmusił do odwiedzenia tej instytucji.

Na ogólną liczbę 3411 bezrobotnych w powiecie 1866 (72%) stanowią kobiety. Tylko 17,26% zarejestrowanych bezrobotnych ma prawo do zasiłku.
W miejscowościach wiejskich mieszka 2081 bezrobotnych (61%). Bezrobotne kobiety stanowią wśród nich większość – 1166 (56%). Tylko 341 bezrobotnym zamieszkałym w miejscowościach wiejskich przysługuje prawo do zasiłku. (16,3%).

W styczniu wyłączono z ewidencji PUP 150 bezrobotnych. W tym samym czasie zarejestrowano 308 bezrobotnych. Spośród 150 osób, które skreślone zostały z ewidencji PUP, 87 podjęło pracę (w tym 39 sezonową). Tylko 2 osoby odmówiły bez uzasadnienia podjęcia oferowanej im przez PUP pracy, 14 bezrobotnych dobrowolnie zrezygnowały ze statusu bezrobotnego a 37 nie potwierdziło gotowości do podjęcia pracy, czyli nie stawiło się w określonym dniu do siedziby PUP.


W skali powiatu gmina Góra ma największe bezrobocie . To na terenie naszej gminy zarejestrowanych jest aż 57,3% bezrobotnych. W styczniu na 216 nowo zarejestrowanych bezrobotnych aż 116 (53,7%) mieszkało na terenie gminy Góra.
Na 1955 bezrobotnych z terenu gminy Góra 1035 stanowią kobiety (52,9%). Z prawa do zasiłku korzysta 333 bezrobotnych (17%).
W styczniu z terenu gminy Góra zarejestrowano 205 bezrobotnych, z których 183 po raz kolejny utraciły pracę a 22 osoby stały się bezrobotne po raz pierwszy. W tej liczbie znajduje się 109 osób, które w okresie ostatnich 12 miesięcy ukończyły szkołę, ale nie udało im się znaleźć pracy. Warto dodać, iż 54 osoby zarejestrowane z terenu gminy Góra w miesiącu styczniu nie ukończyły 25 roku życia.

W tym samym okresie 89 osób z terenu naszej gminy wyłączono z ewidencji PUP. Przyczyną wyłączenia było w przypadku 55 osób podjęcie pracy, w tym w przypadku 24 osób była to praca sezonowa. Inne przyczyny skreślenia z rejestrów PUP to: 1 odmowa podjęcia pracy oferowanej przez PUP, 19 nie potwierdziło gotowości do podjęcia pracy, 9 osób dobrowolnie zrezygnowała ze statusu osoby bezrobotnej.

Bezrobocie w gminie Góra jest w styczniu 2012 roku wyższe niż w tym samym miesiącu roku 2011 – 1881 bezrobotnych. I to pomimo istnienia tak wychwalanej medialnie specjalnej strefy ekonomicznej oraz licznych zapowiedzi burmistrz Ireny Krzyszkiewicz, iż inwestorzy są zainteresowani. Na razie życie pokazuje, że medialna hucpa i wypuszczanie pozornie barwnych baloników zawierających puste obietnice nie współgra z czynami. Gmina Góra bezrobociem stoi. To fakt niepodważalny.

W gminie Wąsosz bezrobocie również wzrosło. Na 595 bezrobotnych 340 (57%) stanowią kobiety. Tylko 116 bezrobotnym (19,4%) przysługuje prawo do zasiłku, ale jest to współczynnik wyższy od górowskiego (17%).

Spośród 595 bezrobotnych 364 zamieszkuje na wsi (61%). W tej liczbie bezrobotnych z miejscowości wiejskich 57% stanowią kobiety (210). 57 bezrobotnym zamieszkującym miejscowości wiejskie przysługuje zasiłek (15,6%).

W styczniu w PUP zarejestrowało się 66 bezrobotnych z terenu gminy Wąsosz. Pierwszy raz – 9 bezrobotnych a po raz kolejny 57 osób, 1 osoba zakończyła roboty publiczne. Spośród 66 nowo zarejestrowanych osób aż 25 nie ukończyło 25, roku życia.

Również w styczniu 37 osób z terenu gminy Wąsosz wyłączono z rejestrów PUP. W 21 przypadkach powodem było uzyskanie pracy (w tym 10 osób zatrudniono sezonowo), 9 bezrobotnych nie potwierdziło gotowości do podjęcia pracy a 4 dobrowolnie zrezygnowały ze statusu bezrobotnego.

W gminie Jemielno również odnotowano wzrost bezrobocia. Na 338 bezrobotnych 185 stanowią kobiety (54%). Tylko 16,5% bezrobotnych ma prawo do zasiłku. W styczniu z terenu tej gminy zarejestrowano w PUP 32 bezrobotnych. Po raz pierwszy status osoby bezrobotnej uzyskało 5 osób a po raz kolejny 27. W tym samym czasie wyłączono z ewidencji bezrobotnych 13 osób. 7 osób podjęło pracę, w tym 4 sezonową. 5 bezrobotnych nie potwierdziło gotowości do podjęcia pracy. Żaden bezrobotny z terenu gminy Jemielno nie zrezygnował dobrowolnie ze statusu osoby bezrobotnej.

W gminie Niechlów na 523 bezrobotnych 306 stanowią kobiety (58,5%). 84 bezrobotnym przysługuje zasiłek (16%). Z terenu gminy Niechlów zarejestrowano w styczniu w górowskim PUP 63 bezrobotnych, których 52 poprzednio pracowało a 11 zarejestrowało się po raz pierwszy.
W styczniu z ewidencji PUP skreślono 11 bezrobotnych. 4 bezrobotnych podjęło pracę (w tym 1 osoba uzyskała zatrudnienie sezonowe), 1 osoba odmówiła podjęcia oferowanej jej przez PUP pracy, 4 nie potwierdziły gotowości do podjęcia pracy a 1 bezrobotny dobrowolnie zrezygnował ze swojego statusu.

Na 1097 bezrobotnych w mieście Góra tylko 17,1% ma prawo do zasiłku (188 osób). W mieście Wąsosz na 233 bezrobotnych takie uprawnienie przysługuje 25,7% bezrobotnych (60 osób).

piątek, 3 lutego 2012

Żwirkiem po oczach - cz. II

W piśmie do policji starosta Piotr Wołowicz: „zawiadamia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 118.1 Prawa geologicznego i górniczego przez Efekt Group Malepszy sp. z o.o., ul. Święciechowska 37, 64 – 100 Leszno (…) polegające na wydobywaniu na dużą skalę kruszywa naturalnego z działki 400/8 obręb Siciny gm. Niechlów bez wymaganej prawem koncesji.”

W uzasadnieniu przeczytać też możemy m.in: „Po przeprowadzeniu kontroli geolog (zatrudniony w starostwie górowskim geolog Robert Gelmuda) stwierdził rażące naruszenie prawa geologicznego polegające na wydobyciu na dużą skalę kruszywa naturalnego na działce 400/8 obręb Siciny, na którą firma Efekt Group Malepszy sp. z o.o. dopiero ubiega się o wydanie koncesji”.

I teraz następują rzeczy dziwne i przedziwne, których zwykłym rozumem objąć nie można. Starosta Piotr Wołowicz zna sytuację na żwirowisku w Sicinach, ale decyzji o zakazie wydobywania oraz cofnięciu koncesji nie podejmuje. W piśmie do policji mowa jest o: „rażącym naruszeniu prawa geologicznego”, ale w tym samym czasie dziesiątki ciężarówek wozi żwir z nielegalnego żwirowiska. Starosta o tym wie, ale milczy.

Powód milczenia starosty Piotra Wołowicza staje się jasny jeżeli prześledzimy meandry podejmowania decyzji w sprawie koncesji na wydobycie żwiru ze złoża Siciny 3. A rzecz wygląda następująco i jest znakomitym przyczynkiem do opowieści o rażącym niedbalstwie starosty Piotra Wołowicza.

21 listopada starosta otrzymuje wniosek z firmy Efekt Group Malepszy o wydanie koncesji na wydobycie kruszywa naturalnego z działce 400/8 w Sicinach.
30 listopada 2011 roku starosta górowski Piotr Wołowicz wysyła do prezesa Wyższego Urzędu Górniczego wniosek: „w sprawie uzgodnienia granic i terenu górniczego Siciny 3”.
W tydzień po stwierdzeniu faktu wydobywania kruszywa bez wymaganej prawem koncesji Prezes GUG 15 grudnia 2011 roku  nieświadomie: „uzgadnia, granice projektowanego obszaru i terenu górniczego Siciny 3”.

Prezes WUG najpewniej nigdy nie wydałby pozytywnej opinii, gdyby znał kilka faktów. A trzeba Państwu wiedzieć, iż starosta Piotr Wołowicz wprowadził w błąd prezesa WUG w Katowicach.

Do wniosku Efekt Group Malepszy z dnia 21 listopada 2011 r. dołączona została mapa przedstawiająca granice projektowanego obszaru i terenu górniczego Siciny 3. Problem polega na tym, iż mapa ta budzi pewne podejrzenia. Sprawa wygląda tak. Na mapie wydanej z Ośrodka Dokumentacji Geodezyjnej starostwa dla ubiegającego się o koncesję przedsiębiorcy z datą 8 sierpnia 2011 roku znajduje się pieczątka pewnego leszczyńskiego geodety z datą 6 czerwca 2011 r. Cały wic polega na tym, iż geodeta bezprawnie potwierdza aktualność mapy do celów opiniodawczych w/g stanu na m-c czerwiec 2011 r., po wydaniu jej przez ODG w miesiącu sierpniu, a więc dwa miesiące później.

To jest proszę Państwa taka sytuacja, jakbyśmy w czerwcu mieli kaca po spożyciu wódeczki zakupionej dwa miesiące później. Toż to czysta aberracja!

Wygląda na to, że starosta Piotr Wołowicz albo nie wczytał się z należytą starannością w dokumenty przedłożone przez firmę ubiegającą się o koncesję lub nie zwietrzył ordynarnego fałszu. A to oznacza, że starosta Piotr Wołowicz ma letni lub chłodny stosunek do ciążących na nim obowiązków.

Przypomnę tylko Państwu, iż na mocy ustaw, to na staroście Piotrze Wołowiczu spoczywa ustawowy obowiązek udzielania koncesji lub odmowy ich udzielenia. Ponadto starosta ma dwa miesiące na podjęcie decyzji w tej sprawie. Przygotowania do wydania dwóch poprzednich koncesji trwały po blisko pół roku, a tu widzimy jakiś pośpiech.

A takiego pośpiechu nie widać przy wydawaniu koncesji w roku 2008. Wówczas Efekt Group Malepszy złożył wniosek o koncesję na wydobycie kruszywa w Sicinach 11 października 2007 r. a zgodę starosty uzyskał 10 marca 2008 roku, czyli po ponad 5 miesiącach. Podobna sytuacja zaistniała podczas starań o drugą koncesję. Wniosek na wydobycie kruszywa ta sama firma złożyła 26 stycznia 2009 r., a koncesję uzyskała 14 maja 2009 roku. W obu przypadkach ówczesny starosta żądał od firmy starającej się o koncesję uzupełnień dokumentacji. A w przypadku złoża Siciny 3 tempo realizacji wniosku było ekspresowe i jak widać obarczone błędami, których być nie powinno. Rodzi się więc uzasadnione pytanie o przyczyny takiego stanu rzeczy i powody takiego niestarannego wszczęcia procesu koncesyjnego przez starostę Piotra Wołowicza.

Bo też muszą Państwo wiedzieć, iż starosta pomimo wielu sygnałów ostrzegawczych wszczął proces przyznawania koncesji dla firmy Efekt Group Malepszy.

Stało się to 29 listopada 2011 roku, zaledwie w tydzień po wpłynięciu wniosku. Wówczas to w starostwie sporządzony został projekt koncesji na wydobycie kruszywa ze złoża „Siciny 3”
i przesłany do wielu instytucji, w tym do Okręgowego Urzędu Górniczego we Wrocławiu. Ten organ również wyraził zgodę na wydobycie żwiru stwierdzając, że: „projekt decyzji koncesyjnej nie budzi zastrzeżeń”. Rzecz jasna projekt ów opracowano na podstawie mapy zawierającej nieprawdziwe dane poświadczone przez leszczyńskiego geodetę.

Ktoś z Państwa może powiedzieć, że starosta Piotr Wołowicz oparł swoją decyzję o nieprawdziwe dane, bo innych mu nie przedstawiono. Nie po to starosta ma ustawowe dwa miesiące na wydanie koncesji, by sprawy nie sprawdzić. A miał ku temu możliwość wprost niesamowitą. Na zebraniu wiejskim w Sicinach 15 listopada z uczestnictwem starosty Wołowicza padały wyraźne skargi o ponad limitowym wywozie urobku i nic nie stało na przeszkodzie, żeby wykorzystać aktualną dokumentację znajdującą się w budynku starostwa, którego drzwi starosta Piotr Wołowicz mija minimum dwa razy dziennie. Ale jak wcześniej Państwu napisałem podczas tego spotkania starosta Piotr Wołowicz nie zabrał głosu i nie próbował dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat od mieszkańców Sicin.


Wizja lokalna powiatowego geologa została zarządzona po, zamiast przed opracowaniem oraz rozesłaniem projektu na 3-cią koncesję i to wyłącznie na skutek zajęcia się sprawą przez Komisję Geodezji, Rolnictwa i Ochrony Środowiska.

Gdyby starosta Piotr Wołowicz z niewiadomych dla mnie przyczyn – i zapewne Państwu ównież – tak się nie spieszył ze sporządzeniem projektu koncesji, ale sprawdził dokładnie wszystkie okoliczności i przedłożone mu dokumenty ze starannością, jaka na nim ciąży nie byłoby projektu koncesji na wydobycie ze złoża Siciny 3. I nie byłoby kompromitacji starostwa, jako organu administracji samorządowej.

C.d.n.