poniedziałek, 25 lipca 2011

Kosztwona amatorszczyzna - cz. II

„Wystąpienie pokontrolne” NIK zawiera również odpowiedzi osób odpowiedzialnych za realizację inwestycji „Budowa strażnicy…” z ramienia Starostwa. Kontrolujący próbował wyjaśnić punkt po punkcie powody, dla których przy realizacji tej inwestycji został popełniony taki ogrom błędów.

Za niezgodne z prawem („umowa o roboty dodatkowe dotknięta jest nieważnością na podstawie art. 58 k.c.”) NIK uznał umowę na te roboty:

Roboty uzupełniająco – konieczne na kwotę 499.999,99 zł brutto objęte aneksem 4/08/09 z dnia 10 sierpnia zawartym z wykonawcą Dutkowiak Przedsiębiorstwo Budownictwa Ogólnego spółka jawna przez Starostwo Powiatowe w Górze reprezentowane przez Beatę Ponę starostę i Tadeusza Bireckiego, wicestarostę oraz Elżbietę Pończochę główną księgową Starostwa”.

Beata Pona, była starosta, przesłuchana w charakterze świadka zeznała:

"Nie mam wykształcenia w zakresie nadzoru i realizacji procesu budowlanego. Zaufałam w tym zakresie wicestaroście (Tadeuszowi Bireckiemu – przyp. moje), któremu bezpośrednio podlegał wydział budownictwa, wcześniej był jego wieloletnim pracownikiem i dyrektorem. Przede wszystkim zgodnie z umową nr 5-3/08 z dnia 11.08.2008 r., zleciłam Dariuszowi Downarowi pełnienie funkcji inspektora nadzoru całego procesu budowlanego. Zgodnie z treścią §4 pkt a umowy inspektor sprawować miał kontrolę zgodności realizacji procesu budowlanego z projektem, pozwoleniem na budowę, przepisami i obowiązującymi Polskimi Normami oraz zasadami wiedzy technicznej.
Poza tym, w związku z inwestycją budowa strażnicy, pracownik starostwa powiatowego zajmujący się procedurami zamówień publicznych został przeniesiony z wydziału promocji do wydziału budownictwa. Wszystko to po to, by ułatwić komunikację pomiędzy pracownikami zajmującymi się sprawami budowy i zamówień publicznych. Z tego też względu uczestniczyli oni we wspólnym szkoleniu organizowanym przez specjalistów od przestrzegania Prawa Zamówień Publicznych.


Niestety, mimo wymienionych działań z mojej strony, panowie nie dołożyli wszelkiej staranności, by proces realizacji inwestycji przebiegał w zgodzie z obowiązującymi przepisami” – zeznała Beata Pona

I przybliża tę sprawę w dalszym ciągu swojego zeznania:

W październiku 2008 roku nie miałam jeszcze podstaw, by kwestionować operacje i przedstawione mi dokumenty, podpisane przez inspektora nadzoru, dyrektora wydziału budownictwa i wicestarostę. Stąd, byłam przekonana o słuszności podpisania zarówno aneksu nr 4, jak i 5 z 2008 roku, a także ich zasadności pod względem merytorycznym, finansowym, zgodnością z ustawą Prawo Zamówień Publicznych.”

Kontrolujący zadał kolejne pytanie przesłuchiwanej w charakterze świadka Beacie Ponie:

Dlaczego nie podpisała pani protokołów konieczności nr 2/08 z dnia 6 października 2008, nr 3/08 z dnia 3 listopada 2008 r. oraz 5/08 z dnia 5 grudnia 2008 r. stanowiących podstawę podpisania aneksu nr 4/08/09 z dnia 10 sierpnia 2008 obejmującego roboty uzupełniająco – konieczne na kwotę 499.999,99 zł brutto?

Odpowiedź Beaty Pony:

Nie pamiętam okoliczności towarzyszących dokumentowania wskazanego w pytaniu aneksu, w szczególności nie wiem, dlaczego zabrakło moich podpisów na wskazanych w pytaniu protokołach konieczności”.

Kontroler NIK drążył nadal sprawę robót dodatkowych, na wykonanie których zawarto aneks.

Roboty w kwocie 326.272,45 zł brutto, objęte aneksem nr 3/08 z 6 października 2008 r. zawartym z wykonawcą Dudkowiak (…).

Zeznająca w charakterze świadka Beata Pona zeznała:

Podpisanie wskazanego w pytaniu aneksu było konsekwencja podpisania protokołu konieczności poprzedzonego ustaleniami spisanym w formie uzgodnień w dniu 24 września pomiędzy przedstawicielami starostwa powiatowego (starosta, wicestarosta, dyrektor wydziału budownictwa oraz inspektor nadzoru budowlanego), projektanta, przewodniczącego Rady Powiatu oraz wykonawcy, a także akceptacji Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnej we Wrocławiu. Wszyscy przekonania byli, co do konieczności podniesienia terenu, czego nie przewidziano w fazie projektowania. Dokładna lokalizacja inwestycji (działka została przekazana na ten cel powiatowi w maju 2008 r.) była ustalana później niż wykonanie projektu (listopad 2007 r.). Byłam przekonana o słuszności podpisania aneksu a także jego zasadności pod względem merytorycznym, finansowym, zgodnością z ustawą Prawo Zamówień Publicznych.”

Aneks ten dotyczył podniesienia poziomu budynku o 55 cm w stosunku do projektu budowlanego. Tu należy dodać, iż w projekcie budowy strażnicy zawarty był błąd, o którym NIK wyraził się w następujący sposób: „błąd w projekcie powinien i mógł być zauważony najpóźniej w dniu zawarcia umowy podstawowej.”

Aneks 3/08 zawierał również zmiany dotyczące zmiany sposobu mocowania płyt na elewacji strażnicy i zmniejszenie grubości ścian. Zmiany te wprowadzone zostały na wniosek wykonawcy (Dudkowiak).

NIK kwituje opisaną sprawę następująco: „Nie uzasadniono przyczyn wprowadzonej zmiany (konieczność tę można było przewidzieć już na etapie zawierania umowy podstawowej).”

Kolejną sprawą wałkowaną przez NIK były wykonane na podstawie protokołu konieczności 6/08 z 8 styczna 2009 roku, prace. NIK dochodził dlaczego protokół konieczności pozbawiony był: „podpisu osoby upoważnionej do zaciągania zobowiązań w imieniu inwestora.”

Protokół ten zawierał uzgodnienia dotyczące wykonania w budynku administracyjnym strażnicy dodatkowych robót, (podkładów betonowych pod posadzki, zbrojenia posadzki siatką, docieplania ścian fundamentowych); wykonania zmian konstrukcji hali garażowej (zwiększenie szerokości bram, obmurowanie słupków przy bramach). Ponadto zawarto w nim zapisy dotyczące wieży do suszenia węży (docieplenie części wieży) oraz myjni i warsztatu wiaty gospodarczej (ocieplenie stropodachu, wmontowanie słupów stalowych konstrukcji wiaty, zwiększenie grubości warstwy wyrównawczej pod posadzką).


NIK zauważa, że: (…) „Tylko roboty dotyczące zmiany kategorii tynków wewnętrznych, szpachlowania ścian wewnętrznych (…) zostały objęte umową nr 5 – 3/08/09 z 1 grudnia 2009. Skutek: dodatkowe obciążenie inwestora (starostwa – przyp. moje) - 216.761,94 zł netto.”

Kolejne roboty wykonawcę na podstawie umowy, pod którą nie ma podpisu osoby upoważnionej z ramienia starostwa do zaciągania zobowiązań dotyczyły kanalizacji sanitarnej i przeciwdeszczowej. Jak napisano w protokole prace te „(…) były następstwem rozbieżności danych z kosztorysu inwestorskiego i BP (rozbieżność ta powinna i mogła być zauważona najpóźniej w dniu zawarcia umowy podstawowej).

Dodatkowy koszt dla inwestora związany z niewykryciem rozbieżności na czas wyniósł – 170.000 zł netto.

Inne roboty wykonane na podstawie protokołu konieczności nr 8/09 z dnia 2 marca 2009 roku również nie zawierały podpisu osoby upoważnionej do zaciągania zobowiązań w imieniu starostwa. Protokół ten dotyczył prac służących zapewnieniu właściwego działania instalacji wodno – kanalizacyjnej, kotłowni i instalacji wentylacyjnej. I w tym przypadku NIK podkreśla, że rozbieżności mogły i powinny być wykryte jeszcze na etapie zawarcia umowy podstawowej. Ale nie zostały.
Ta nieuwaga i niestaranność osób za to odpowiedzialnych kosztowała starostwo 75.000 zł. Ponadto: „Nie została zawarta umowa na te roboty” – podkreśla NIK.

Nie inaczej działo się w przypadku protokołu konieczności nr 9/09 zawartego 4 maja 2009 roku. Protokół ten również nie zawierał podpisu osoby upoważnionej do zaciągania zobowiązań w imieniu starostwa. Dodatkowe prace (podkłady pod drogi i place, podkłady z piasku pod posadzki, pogrubienie pod budowy i plac, rozścielenie ziemi urodzajnej) kosztowały starostwo dodatkowo – 330.000 zł netto.

Beata Pona zeznając, tak wyjaśniała przyczyny powstania tych rozbieżności:

Pytanie: „Dlaczego nie zaakceptowała pani protokołów konieczności o numerach 6,7,8 i 9?

Odpowiedź: „Protokoły konieczności nr 7,8 i 9 nie uzyskały mojej akceptacji, gdyż chociaż datowane na przestrzeni od stycznia do maja 2009 roku, informację o ich istnieniu powzięłam dopiero w listopadzie Komisja Rewizyjna powiatu, która inwestycję kontrolowała w maju 2009 roku, gdyż w tym czasie nie zauważyłam żadnych nieprawidłowości w budowie strażnicy."

W protokole z kontroli przez wiele stron ciągną się numery kolejnych umów na roboty dodatkowe, których zawarcie spowodowało znaczny wzrost kosztów budowy strażnicy. Przy każdym takim opisie znajduje się nieodmiennie stwierdzenie NIK, że prace te: „(…) były następstwem rozbieżności danych z kosztorysu inwestorskiego i PB” i w nawiasie nieodłącznie dodany jest niczym mantra zwrot: „rozbieżność ta powinna i mogła być zauważona najpóźniej w dniu zawarcia umowy podstawowej.”

Ze strony inspektora NIK pada kluczowe pytanie:

Dlaczego pomimo nie zaakceptowania protokołów konieczności nr 6, 7, 8, 9 zgodziła się pani na zapłacenie za roboty w nich wyszczególnione?

„Beata Pona, była starosta, przesłuchana w charakterze świadka zeznała:

Zgodziłam się na zapłatę za wskazane roboty nie podejrzewając, że są niezgodne z przyjętą dokumentacją i prawem – były wszystkie wymagane podpisy, w tym adnotacja księgowej: Wydatek podlega ujęciu w księgach rachunkowych i mieści się w planach finansowych jednostki. Wszystkie wymienione faktury zapłacone były przed przedstawieniem mi protokołów konieczności nr 6, 7, 8, 9, a więc przed czasem kiedy straciłam zaufanie co do staranności i rzetelności prowadzonej inwestycji.

Na pytanie, dlaczego zgodziła się pani na wskazane w powyższym zestawieniu roboty, Beata Pona, była starosta przesłuchana w charakterze świadka, opowiedziała:

Wszystkie faktury, zanim trafiły do starosty, były weryfikowane przez wydział finansowy, wydział budownictwa oraz inspektora nadzoru budowlanego, który zobowiązany był w ramach zawartej umowy do sprawowania kontroli w zakresie niezbędnym do zabezpieczenia interesów inwestora i przyszłych użytkowników, potwierdzania faktycznie wykonanych robót oraz usunięcia wad a także kontrolowania rozliczeń umowy (w tym weryfikacji kosztów ewentualnych zmian zakresu zadania i rodzaju materiałów w stosunku do przyjętej dokumentacji). Nie zgodziłabym się na zapłatę, gdyby nie było akceptacji księgowej, a także wicestarosty, dyrektora wydziału budownictwa oraz inspektora nadzoru.
Zgodziłam się na zapłatę za wskazane roboty nie podejrzewając, że są niezgodne z przyjęta dokumentacją – były wszystkie wymagane podpisy, w tym adnotacja księgowej: Wydatek podlega ujęciu w księgach rachunkowych i mieści się w planach finansowych jednostki.”

C.d.n.

czwartek, 21 lipca 2011

Kosztowna amatorszczyzna

Starostwo otrzymało „Wystąpienie pokontrolne” Najwyższej Izby Kontroli, która skontrolowała inwestycję: „Budowa siedziby Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Górze”.
Przypomnieć należy, że sprawę realizacji tej inwestycji skierował do NIK były starosta Jan Kalinowski w październiku ub. r.

Środki finansowe przeznaczone na budowę strażnicy stanowiła dotacja z budżetu państwa przekazana przez Urząd Wojewódzki we Wrocławiu na podstawie decyzji Rady Ministrów i Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej. Wysokość dotacji – 10.299.907,49 zł.

Faktury wystawione przez wykonawcę inwestycji – firmę Dudkowiak z Leszna – opiewały na łączną kwotę 9.936.081,32 zł., bez uwzględnienia wystawionej przez wykonawcę inwestycji faktury 6/2010 z 1 marca 2010 roku na kwotę 1.013.477 zł, której zapłaty starostwo odmówiło za co wykonawca podał starostwo do sądu.

Najwyższa Izba Kontroli negatywnie ocenia przebieg realizacji skontrolowanej inwestycji, której inwestorem było Starostwo Powiatowe w Górze”- czytamy w dokumencie.

A następnie następuje analiza przyczyn wystawienia pały za budowę strażnicy. Okazuje, że jedynym zgodnym z prawem i pozytywnie ocenionym przez NIK był wybór wykonawcy. Wszystko, co działo się później, to czysty horror.

Izba negatywnie ocenia sposób poszerzania zakresu rzeczowego i finansowego w jej trakcie”. (…) Zwiększenie, w stosunku do określonego w umowie, kosztu budowy z kwoty 8.565.386,98 zł do kwoty 10.854.343,79 zł było następstwem zawarcia w trakcie realizacji inwestycji w 2009 roku dwóch aneksów do umowy, trzech umów dodatkowych oraz sporządzenia czterech protokołów konieczności, co łącznie opiewało na kwotę 2.288.956,81 zł."

Tak wielka” – czytamy w „Wystąpieniu pokontrolnym – „różnica pomiędzy przewidywanymi a rzeczywistymi kosztami zadania świadczy w ocenie Izby o jego nierzetelnym przygotowaniu -  w trakcie trwania prac zaistniała bowiem konieczność uzupełnienia zakresu rzeczowego poszczególnych prac, wykonywania robót ziemnych oraz dodatkowych. (…) Przyczyna zwiększenia kosztów budowy było również nie ujęcie w projekcie budowlanym masztu antenowego w kwocie 134.844,10 zł (…), zawarcie dodatkowej umowy (…) na kwotę 157.021,63 zł na podłączenie obiektu budowlanego do sieci energetycznej. W ocenie NIK elementy te powinien zawierać rzetelnie przygotowany projekt.

I dalej:

Akceptując wyżej wymienione zmiany Starostwo zaciągnęło w 2009 roku zobowiązania na kwotę 8.173.488,07 zł., tj. o 1.505.688,07 zł ponad kwotę wydatków na realizację inwestycji określoną w budżecie powiatu górowskiego na 2009 r. w wysokości 6.667.800 zł. Czyn taki wypełnia znamiona naruszenia dyscypliny finansów publicznych, o którym mowa w art. 11 ust. 2 ustawy o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych (…)."

Następnie NIK ustosunkowuje się do umów dodatkowych i aneksów zawartych poza umową główną.

Najwyższa Izba Kontroli negatywnie ocenia nieprzestrzeganie przepisów ustawy Prawo zamówień publicznych przy realizacji robót budowlanych nie wynikających z umowy podstawowej, za co odpowiedzialna jest była Starosta Powiatu Góra” (wówczas Beata Pona).
W dokumencie następuje wyliczenie grzechów:
- nie prowadzono ksiąg obmiarów,
- pomimo tego, ze rozliczano zamienne pozycje kosztorysowe oraz ilości robot inne niż w kosztorysie ofertowym, nie dołączono do faktur niezbędnych w takim wypadku protokołów konieczności uzasadniających przyczyny zmian,
- niezgodnie z zawartą umowa podstawową, która mówiła, iż Starostwo płaciło będzie za roboty zakończone całkowicie zgodnie z harmonogramem ich wykonania inspektorzy nadzoru podpisywali kosztorysy na różnych etapach zaawansowania, „nawet tylko przy 10% ich zaawansowania”.
- trzy kosztorysy ofertowe oraz 5 protokołów częściowych nie zostało podpisane przez inspektorów nadzoru.

Ustalone w trakcie kontroli nieprawidłowości w zakresie dokumentowania robót budowlanych zdaniem NIK dotyczą zarówno konkretnych technicznych aspektów procesu budowlanego, jak też niedopełniania obowiązków przez osoby funkcyjne, a nawet potwierdzania nieprawdy w dokumentach o znaczeniu prawnym. Szczególnie naganne są rozbieżności w dokumentacji odbiorowej oraz aneksach i protokołach konieczności w kontekście dokonywania płatności za konkretne roboty (…). Stwierdzono m.in.:
- różnicę między kosztami wynikającymi z kosztorysu ofertowego a kosztami rozliczonymi wynoszącą 1.534.270,62 zł.,
- błędy w kosztorysach powykonawczych polegając na rozliczaniu robót niewykonanych; przyjęcie cen jednostkowych wyższych niż w kosztorysach ofertowych, naruszając postanowienia zawartej umowy, zawyżenie obmiarów,
- koszty nienależne w wysokości 1.345.984,52 zł dotyczące w szczególności robót tzw. stanu zerowego w kwocie 645.292,92 zł i instalacji sanitarnych – poza wentylacją mechaniczną – w wysokości 289.379,72 zł.

"Najwyższa Izba Kontroli ocenia negatywnie nadzór sprawowany przez pracowników Starostwa nad wykonaniem obowiązków przez inspektora nadzoru inwestorskiego w zadaniu inwestycyjnym, jak też samą działalność osoby pełniącej samodzielną funkcję w budownictwie.”

I dalej w dokumencie opisano działalność inspektora nadzoru, który niezgodnie z zawarta umową zamiast bywać na placu budowy 4 razy w ciągu dwóch tygodni: „podejmował czynności nadzorcze w 21 przypadkach (z 38 w ogóle potwierdzonych wpisem do dziennika budowy) z częstotliwością od 1 razu na tydzień do 1 razu na 78 dni, przy czym w 11 przypadkach wpis inspektora nadzoru do dziennika budowy ograniczał się do złożenia przez niego podpisu bez określenia czynności nadzorczej. Najwyższa Izba Kontroli zwraca uwagę, że niewłaściwa realizacja obowiązków przez inspektora nadzoru nie dawała rękojmi właściwego wykonania zamierzenia inwestycyjnego, natomiast nierzetelność Starostwa przejawia się w niedostatecznym nadzorze nad poczynaniami inspektora nadzoru, co należy ocenić tym bardziej krytycznie, że jego zakres obowiązków został precyzyjnie określony umową.”

C.d.n.

Przemawiali do obrazu... cz. IV

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: Piotra Wołowicza: „Mamy wykonane 141%”.

Robert Mazulewicz: „W związku z tym chciałbym się spytać – jak za te nadlimity płaci nam NFZ”.

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „Proszę pana, na tak postawione pytanie nie odpowiem ponieważ po pierwsze jest ono nieprecyzyjne a po drugie świadczy o tym, że zadający pytanie nie ma większej wiedzy na temat sposobów rozliczania kontraktów oraz wykonań z NFZ”.

Robert Mazulewicz: „Pytam jeszcze raz panie prezesie, bo widocznie pan się nie bardzo orientuje, że zawsze za nadwykonania mieliśmy w plecy, że już tak powiem dosadnie. Chyba, że  pan tego nie wie”.

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „Nie rozumiem, nie znam pojęcia – w plecy.”

Robert Mazulewicz: „Dobrze panie prezesie…

Przewodniczący Radcy Powiatu Zbigniew Józefiak: „Ja proponuję…”.
Robert Mazulewicz: „Ostatnie pytanie panie przewodniczący, bo to przestaje mieć sens”.

Przewodniczący Rady Powiatu Zbigniew Józefiak: „Tu się robi sieczka. Tak nie może być. Pytanie i odpowiedź. Proszę pytać i udzielać odpowiedzi w tempie przyswajalnym dla pozostałych uczestników sesji. Bo tę dyskusję skończę za chwilę”.

Tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza: „Pada pytanie, na które nie można odpowiedzieć, bo to jest pytanie na zasadzie czy bicie psa sprawia panu przyjemność? No takie pytania mi pan zadaje! No, albo jest pan przygotowany do zadawania tych pytań, albo nie. "

Robert Mazulewicz: „Widzę, że jestem bardziej przygotowany niż pan. Bo pan na żadne z pytań nie odpowiada. Bo pan znalazł się na funkcji prezesa spółki za poręczeniem senatora Władysława Sidorowicza z PO”.

Przewodniczący Rady Powiatu Zbigniew Józefiak: „Przerywam dyskusję…”.

Robert Mazulewcz: „Skończyłem panie przewodniczący. Nie mam więcej pytań”.

I tak wyglądała moja „dyskusja” z tzw. „prezesem – spadochroniarzem” z woli starosty Piotra Wołowicza, który spełniając życzenie senatora PO – Władysława Sidorowicza powołał na fotel prezesa naszej spółki miernotę.

A prezes poleciał na skargę do „elki”, że ujawniono dane wrażliwe dotyczące wynagrodzenia byłego szefa Pogotowia. Ja ujawniłem jedno nazwisko, ale u prezesa okazało się, że kilka, bo używa liczby mnogiej. Podobno ma to wywołać złe nastroje w szpitalu, bo dowiedziawszy się o wysokości zarobków byłego szefa Pogotowia (5000 zł) reszta żąda podwyżek.

Dla prezesa nie jest istotne, że utworzył stanowisko nie istniejące w schemacie organizacyjnym. On prezes jest niczym władca feudalny – ma kaprys utworzyć nieprawnie stanowisko – tworzy! On jest prawem.
Jedno trzeba przyznać. Ma prezes butę i arogancję, które są przynależne ludziom niewielkiej wiedzy i zdolności, ale wysoko protegowanym. Tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza, jest protegowanym senatora PO – Władysława Sidorowicza. Jakim prawem senator ów nasyła nam osoby niekompetentne, tego można się tylko domyślać. On też sądzi, iż wraz z zostaniem senatorem może dowolnie mieszać, gdzie mu się rzewnie podoba. Mieszać pan senator dowolnie może sobie we własnych majtkach. Może też we własnym nosie. Tu mieszał nie będzie. Bo Państwo widzą co z tego mieszania wychodzi.

Ale rzeczą podstawową jest to, po jaką cholerę starosta Piotr Wołowicz ulega senatorskim kaprysom? Senator mu nie płaci. Senator go nie wybiera. Senator za niego się nie wstydzi. Po co staroście Piotrowi Wołowiczowi obciachowy prezes? Tym bardziej, że nie tylko obciachowy, bo niekompetentny, ale sowicie wynagradzany za nic. Pensja prezesa – 7000 zł.

Jest jeszcze i inny wymiar tego nieszczęśliwego wyboru. Z tragicznej sytuacji naszego szpitala zdają sobie sprawę jego szeregowi pracownicy. Podczas sesji były obecne na sali obrad pielęgniarki, które nie kryły rozczarowania „informacjami” przekazanymi podczas obrad przez tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza. Pielęgniarki gotowe są na daleko idące porozumienie, byle tylko ratować swoje miejsca pracy. A tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza, szasta kasą.

Pytałem tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza o nadwykonania. Z nadwykonaniami jest ten problem, że jak szpital wykona ich za np. 300 tys. zł, to z wielką łaską i długo, długo po czasie płaci połowę. I to w najlepszym przypadku. I w ten sposób mamy „w plecy”, bo to co NFZ nam zapłaci nie pokrywa nawet kosztów własnych. Na „górkę” odłożyć z tego interesu nic nie idzie.

„Występ” tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza znużył mnie. Już nie chciało mi się pytać np. o to, dlaczego nie ma w szpitalu instrukcji obiegu dokumentów, regulaminu organizacyjnego. Nie pytałem też prezesa o to, co zrobił, by powstały zapisane w statucie nowe przychodnie: onkologiczna, OIOM oraz odział rehabilitacyjny. Co tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza zrobił, by tygodniami pacjenci szpitala nie czekali na wypis ze szpitala. Chciałem też spytać o inne rzeczy, ale sami Państwo widzą, że sensu to by nie miało. Tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza okazał się bowiem zielony i na mównicy robił za wzorzec namacalnej ignorancji.

A nasi radni? A „nasi” radni łykali bzdety opowiadane przez tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza bez zmrużenia oka. Opozycja słuchała prezesowskich bzdetów z ledwo ukrywanym rozbawieniem, bo taka osoba kompromituje rządzącą koalicję w sposób bezdyskusyjny. Większość koalicjantów udawała w trakcie plecenia bzdur przez tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza, że mówi on rzeczowo, jest fachowcem z najwyższej półki i spełnieniem marzeń o szefie spółki.

Na szczęście w tym udawaniu nie wzięli udziału wszyscy. Radny Marek Biernacki patrzył na „występ” tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza z politowaniem i ironicznie się uśmiechał. Wicestarosta Paweł Niedźwiedź najgłębiej jak tylko mógł pochylił głowę, by ukryć rysujące się na jego twarzy wyraz głębokiego zażenowania. Piotr Iskra nie potrafił skryć rumieńca wstydu. Przewodniczący Rady Powiatu – Zbigniew Józefiak nie ukrywał wzburzenia z powodu lekceważącego stosunku tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza do odpowiedzi wybrańca starosty.

Ciąg dalszy - jutro

środa, 20 lipca 2011

Letnie gody

Tzw. „polityka”, którą tu udają, że prowadzą przeróżnej maści oszołomy (PiS, PO, SLD, PSL) męczy mnie okropnie. Piszę na blogu, bo tak podpowiada mi mój imperatyw kategoryczny, czyli „należy postępować zawsze wedle takich reguł, co do których chcielibyśmy, aby były one stosowane przez każdego i zawsze”. Trzeba się jednak oderwać od tej kiły, bo inaczej dostałby człowiek zajoba.

Miejscem, gdzie spędzam niewiele pozostającego mi czasu wolnego jest park przy „Arkadii”. Zieleń, kwiaty, pszczoły, osy, śpiew kwiatów, to wszystko uspokaja mnie i nawet niekompetencja tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza, jakby była mniej dolegliwa i nie sprawiała intelektualnych cierpień.

W parku przy „Arkadii” można zauważyć wiele ciekawych historii. Przychodzą tam renciści, emeryci, dzieci z rodzicami. Ale wiosna i latem można tam zaobserwować rzecz najpiękniejszą – początek godów, albo ich stadium zaawansowane.

Tak też i wczoraj udałem się do parku przy „Arkadii”, by odpocząć tam po burzliwych przeżyciach mijającego bezpowrotnie dnia. Wziąwszy pod rękę plik gazet chciałem, jak zwykle, zasiąść w cieniu uroczej altany, by tam przy szumie fontann oddać się medytacjom na temat bezbrzeżnej głupoty naszych „polityków”.

I w tym miejscu poczułem się rozczarowany, albowiem altan była zajęta. Oczom moim ukazał się widok pary, która tokowała z sobą w sposób nie pozbawiony uczuć i towarzyszących temu boskiemu zjawisku namiętności. By młodej parce nie przeszkadzać i nie stanąć na przeszkodzie skomlącym do siebie sercom z dużym żalem wycofałem się na pozbawioną cienia ławkę.
Rozłożyłem prasę i zacząłem pobieżnie ja studiować. Z cienka tylko przeczytałem fragmenty jakiejś gładkiej gadki naszego premiera, który znalazł wolną chwilę na wywiad po „haratnięciu w gałę”. Zauważyłem też wywiady z przyszłym biskupem Gowinem (chłop źle skończy!), ble, ble, ble z Kartoflem, przed oczami przewinęli mi się trzej muszkieterowie polskiego hazardu: „Miro, Zbycho, Rycho, wyborcze ikony Platformy Obywatelskiej.

Nie mogłem się jednak skupić, albowiem do uszu moich docierały śmiechy, chichoty i słowa, których znaczenie poznać można będąc jedynie w błogosławionym stanie odurnienia, czyli w miłości.

Porzuciłem lekturę opisująca niezapomniane wyczyny „polityków”, czyli kanciarzy, oszustów, kombinatorów. Skupiłem się na tym,, co przyszłościowe i normalne. A spod altanki biegł miłosny trel dwojga ludzi, którzy poczuli do siebie „mietę”.
Zacząłem obserwować dwoje przenikniętych uczuciem mięty młodych ludzi. On, znany mi osobiście, z dużą wprawą zmiękczał serce swojej wybranki. Ona, lat ok. 18, z wdziękiem tok samca przyjmowała. A jakie zniewalające widoki zanotował obiektyw mojego aparatu! A to trzymanie się za rączki, a to spojrzenia i buziaki przeszywające na wskroś myśli wybranki! W pewnym momencie dwa nieskazitelnie białe gołębie pojawiły się nad wybrańcami. Cóż to był za poruszający widok!
A te spojrzenia! Po prostu ogniste! Gdy wzrok jej spotykał się z jego, to widok był taki, jak w spawalni! Iskry buchały na całego i już obawę miałem, że drewniana altana w ogniu stanie.

W pewnym momencie rusałka przypomniała gołąbeczkowi taki oto fragment piosnki: „U cioci na imieninach/nie było żadnego wina”. A on, gałubczyk westchnął: „No cóż, ciocia abstynentka, to i impreza marna.”. I potoczył się śmiech perlisty po ogrodzie płosząc ptactwo wszelakie go zamieszkujące. Duet przypomniał sobie jednak, że podczas pamiętnych im imienin serwowano staropolską potrawę „czerniną” zwaną. Ale nie była ona z kaczek blondynek, ale z kaczek polskich, które białe pióra dumnie nosiły.
On, znany mi osobiście, od pieluszek, ongiś w blondynkach gustował. A przewinęło mu się tego blond – towaru, co nieco przez ręce. Ostatnio jednak zauważyłem, iż już spojrzeń wyzywających w kierunku blond – czupryn nie rzuca. Znużyły go najpewniej, bo u nas jest tak, że jak otwierasz jakiekolwiek miejscowe medium, to blondynę masz obowiązkowo. A jak byś nie miał, to oznaczałoby, że świat się skończył, ale tobie udało się go przeżyć o jeden dzień.

I trwało tak to spotkanie pełne uczuciowych uniesień, bez których świat by nie istniał, ale mi zrobiło się tak jakoś mało komfortowo, że oglądam, to co powinno być najsłodszą tajemnicą tych dwojga. Toteż wycofałem się na z góry upatrzone pozycje, czyli do rozkosznej „Magnolii”, by tam pośród oceanu spienionego płynu dokończyć kolejny dzień mojego żywota.

Miejskie bezrobocie

Na terenie obu miast leżących w naszym powicie czerwiec przyniósł zmniejszenie liczby osób pozostających bez pracy. W Górze liczba bezrobotnych spadła o 70 osób. Spośród 1001 bezrobotnych prawo do zasiłku przysługiwało w czerwcu 167 bezrobotnym (w maju – 173). Wynika z tego, ze aż 83,12% bezrobotnych z terenu naszego miasta nie ma zasiłku dla bezrobotnych.

W czerwcu zarejestrowało się w PUP 95 bezrobotnych mieszkańców Góry a jedynie 55 bezrobotnych podjęło pracę. Z ewidencji bezrobotnych wykreślono 165 osób. W tej liczbie aż 67 osób nie potwierdziło gotowości do podjęcia pracy a 19 odmówiło podjęcia pracy bez podania przyczyny.

Spośród 1001 górowskich bezrobotnych znajdują się 194 osoby, które nie ukończyły 25 roku życia. 560 osób ma status długotrwale bezrobotnych. 110 bezrobotnych ma status osób długotrwale pozostających bez pracy.
W Wąsoszu bezrobocie w czerwcu zmniejszyło się o 7 osób. Na 221 bezrobotnych prawo do zasiłku ma 50 bezrobotnych, czyli 22,6% (w maju – 45 osób). Z terenu miasta Wąsosz PUP zarejestrował 21 nowych bezrobotnych a 10 osób podjęło pracę.

Wśród 221 bezrobotnych wąsoszan 56 nie ukończyło 25 lat. Bez kwalifikacji zawodowych jest 69 bezrobotnych a bez doświadczenia zawodowego 47 osób. 124 bezrobotnych nie ma wykształcenia średniego.

wtorek, 19 lipca 2011

Przemawiali do obrazu... cz. II

Robert Mazulewicz: „Panie prezesie. Swoją funkcje sprawuje już pan ponad 2 miesiące.. Proszę nam w kilku słowach opowiedzieć o tym, co pan zrobił przez te 2 miesiące, jako prezes spółki?

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „Konkretne sprawozdanie, jeżeli będzie organ założycielski wymagał przedstawię. Pokrótce jest to działanie na rzecz celów statutowych PCOZ".

Robert Mazulewicz: „Czyli tak, rozumiem, że jak pan zrobił pana wisielca kierownikiem Izby Przyjęć, którego to stanowiska nie ma w schemacie organizacyjnym spółki, z wynagrodzeniem 5000 zł., to to jest też działanie dla dobra spółki?

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „Nie wiem skąd posiada informację o wynagrodzeniu takim a nie innym pana doktora Siwielca".

Robert Mazulewicz: „No, od pana na pewno nie”.

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „Od kogo pan ma tą informację?"

Robert Mazulewicz: „Nie pamiętam, wie pan? Sklerozę mam!

Tzw. „prezes – spadochroniarz z woli starosty Piotra Wołowicza: „Wie pan co…

Robert Mazulewicz: „Dobrze…

Tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza: „Proszę odpowiadać mi na pytania…

Robert Mazulewicz: „Ale ja nie muszę panu odpowiadać na pytania…

Przewodniczący Rady Powiatu Zbigniew Józefiak: „Spokojnie proszę”.

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „Pan ma informację, która objęta jest tajemnicą”.

Robert Mazulewicz: „No trudno, będę miał prokuratora na karku”.

Przewodniczący Rady Powiatu Zbigniew Józefiak: „Chcę zaprowadzić pewien ład i porządek. Jeżeli jest zadane pytanie, proszę poczekać na odpowiedź i nie wchodzimy sobie w zdanie. Bardzo proszę. Było pytanie, była odpowiedź. Rozumiem odpowiedź pana prezesa, że wchodzi pytanie poza zakres podania do publicznej wiadomości. Czy jest kolejne pytanie?

Robert Mazulewicz: „Tak”.

Przewodniczący Rady Powiatu Zbigniew Józefiak: „Proszę bardzo”.

Robert Mazulewicz: „Mam takie pytanie panie prezesie, w sprawie bilansowania się spółki. Miesięczny kontrakt naszej spółki z NFZ, przed tym, jak utraciliśmy pogotowie wynosił ok. 1,05 mln. W chwili obecnej, po utracie pogotowia, wynosi on ok. 850 tys. zł. Na płace idzie nam miesięcznie ok. 840 tys. zł. Jak pan widzi wyjście w tej sytuacji?

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „Ma pan nie wszystkie informacje. One SA niekompletne. Analizę ekonomiczna będę przedstawiał tak, jak powiedziałem przy pierwszym pytaniu. Nie posługuje się pan rzeczywistymi danymi”.

Robert Mazulewicz: "To niech pan nam powie, jakie są rzeczywiste dane?

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „W tej chwili, to nie jest czas ani miejsce na prezentowanie panu takich danych”.

Robert Mazulewicz: „A dlaczego wg pana, to nie jest odpowiednie miejsce?

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „To zostało powiedziane już w poprzedniej wypowiedzi”.

Robert Mazulewicz: „Z bólem serca stwierdzam panie prezesie, że jest pan w dużym błędzie jeżeli o to chodzi. Ustawa o dostępie do informacji publicznej z 6 września 2001 roku powiada nam bowiem, że w spółkach tego typu, czyli z udziałem majątku samorządowego ma pan obowiązek udzielać informacji. I więcej! Ma pan je obowiązek umieszczać w Biuletynie Informacji Publicznej, panie prezesie. Ja bym panu radził zapoznać się z tą ustawą a nie zasłaniać się Zarządem. To nie jest, przepraszam, spółka pana, pana starosty, pana wicestarosty i członków Zarządu Powiatu. To jest spółka samorządu powiatowego i tu są inne reguły gry".

Dalsza część - jutro