czwartek, 27 października 2011

Pamięć wybiórcza

X sesja Rady Miejskiej Wąsosza (wtorek 25 październik) była długa i dotyczyła nieomal w całości spraw lokalnych. Moje zainteresowanie wzbudziły dwa punkty obrad: informacja prezesa Powiatowego Centrum Opieki Zdrowotnej w Górze – Stanisława Hoffmanna o sytuacji tegoż podmiotu oraz sprawa konfliktu na tle wywozu kruszywa z kopalń żwiru w Zubrzy oraz Pobielu. Ten drugi punkt opiszę jutro.

Dobrze się stało, że Rada Miejska Wąsosza wciąż interesuje się sytuacją naszego szpitala, którego finansowa kondycja wzbudza niepokój. Trzeba powiedzieć, że wystąpienie prezesa spółki zostało zaplanowane przez Radę Miejską gminy Wąsosz w planie pracy na rok 2011. To dobrze świadczy o radnych gminy Wąsosz.

Temat działalności spółki rozpoczął starosta Piotr Wołowicz. W swoim krótkim wystąpieniu poinformował on radnych gminy Wąsosz o kondycji finansowej spółki. Diabli wiedzą po co zabierał głos skoro spółka prawa handlowego – wg jego własnych deklaracji – postępuje w myśl zapisów prawa: kodeks spółek handlowych. Wg tej logiki o wszystkich sprawach spółki winien więc mówić prezes tej spółki. A starosta „Cielęcina” usiłował zakreślić zasięg wypowiedzi prezesa Stanisława Hoffmanna do spraw „medycznych”. Na szczęście dla radnych i publiki prezes okazał się mało podatny na sugestie starosty „Cielęciny”, który chciał ograniczyć zakres jego wystąpienia do spraw medycznych, czyli np. mówić o metodach usuwania woreczka żółciowego lub wycinania żylaka. I tylko dlatego radni mogli otrzymać informacje dotyczące faktycznej sytuacji, w jakiej znajduje się spółka.

Nie mniej trzeba odnotować, iż starosta, pan „Cielęcina”, raczył w swojej nieskończonej łasce powiedzieć, iż szpital wszedł w tzw. „pan B”. I w tym miejscu łaskawość pana starosty się skończyła, bo zapomniał rzec, iż fakt wejścia do „planu B” zawdzięczamy jego przerastającej go o kilka głów poprzedniczce – starościnie Beacie Ponie. Ja tam za panią Poną nigdy nie przepadałem, ale też nie będę rżnął idioty i udawał, że o tym nie wiem. Bywało między nami różnie i przeróżnie, ale łobuzem od historii to ja na pewno nie będę.

W zasadzie najlepszym momentem mowy starosty pana „Cielęciny” był ten, w którym zakończył on swoja mowę. Bo cóż on w niej zawarł? Chwalił się na ten przykład, że odwołano byłą dyrektorkę szpitala Czesławę Młodawską. Kobieta ta dostarczała mi zawsze ogromu wrażeń. Sądziłem też, że jej odwołanie będzie wejściem spółki na wyższy szczebelek rozwoju spółki. Ale kiedy pan starosta „Cielęcina” w swoim nieskończonym braku wyobraźni raczył powołać spadochroniarza z polecenia władz swojej partyjnej mafii (tu pozwolę sobie wtrącić, iż wszystkie partie w naszym kraju są dla mnie organizacjami mafijnymi, bo taki pogląd dyktuje mu moje sumienie a z sumieniem żaden prokurator dyskutował nie będzie), to wiedziałem, że spółce rokuje to źle, bardzo źle.

No i nie inaczej się stało. Ale nasz ukochany pan starosta „Cielęcina” w swoim wystąpieniu przed radnymi Wąsosza nawet się nie zająknął nad tym karygodnym błędem w obsadzie funkcji prezesa. Przeszedł nad ta mroczna personą do porządku dziennego. Zapomniał poinformować wielce czcigodnych radnych gminy Wąsosz, iż tzw. „prezes” uszczuplił kapitał założycielski spółki Powiatowe Centrum Opieki Zdrowotnej o ok. 100.000 zł. Owa kwota to: 3 miesiące tytularnego jedynie pełnienia funkcji tzw. „prezesa” (3 razy 12.000 zł brutto pensji plus 30 dni zwolnienia lekarskiego oraz ok. 50 tys. zł za nie działający program komputerowy dla księgowości w szpitalu).

Te proste fakty, stworzone przy stuprocentowym udziale pana starosty „Cielęciny” umknęły jedna jego bacznej, ale jak ukazuje doświadczenie, selektywnej uwadze. Nikt nie usłyszał słowa „przepraszam”, nikt nie ujrzał pana starosty „Cielęciny” łupiącego się w akcie strzelistej pokory w piersi.

A w trakcie swojej gładkiej, nic nie wnoszącej do wiedzy o spółce gadki, ukochany pan starosta „Cielęcina” rzekł takie oto słowa, które skłaniać muszą do zadumy.

Pierwszym stwierdzeniem, które mnie zdumiało brzmiało: „Rozliczymy spółkę po dwóch miesiącach jej działalności”. Państwo widzą te lukę kalendarzu i historycznej chronologii? Wg pana starosty „Cielęciny” kończący się rok nie ma 12 miesięcy, ale jedynie dwa zasługujące na uwagę. Innymi słowy spółka oceniana będzie przez pryzmat 2 miesięcy działalności prezesa Stanisława Hoffmanna. A gdzie ocena tzw. „prezesa” Rykowskiego? (a ciszej nad ta trumną!). Ciszej nie będzie, bo w sprawie tzw. „prezesa” Rykowskiego wszystkim należą się wyjaśnienia. A te powinien złożyć pan starosta „Cielęcina”. Jeżeli on nie ma odwagi, to znakomicie w tej roli może wystąpić jego Dobroczyńca, Główny Obrotowy i Moja Osobista Szelma – radny Marek Biernacki. Gdy on włączy swój podobny do banana uśmiech na swoim garnku, to wszyscy wybaczą panu staroście „Cielęcinie” tzw. „prezesa”, chociaż nie jest wykluczone, że garnek może ucierpieć na skutek nieprzewidywalnych odruchów ludzkiego sumienia. Ale każdy polityk, szczególnie Główny Obrotowy, musi liczy się z tym, że i banan (choćby najbardziej uroczy) czasami sinieje.

Jest sprawą oczywistą, że spółka na koniec roku zamknie swój bilans stratą w wysokości ok. 200 tys. zł. Krasnoludki zabrały nam pogotowie (ponad 1,2 mln w plecy). A pamiętają Państwo, te buńczuczne zapowiedzi spraw sądowych, odzyskania pogotowia? I co z nich pozostało? Ktoś Państwu wyjaśnił, jaki był finał szumnie zapowiadanych spraw?

Podczas obrad Rady Miejskiej w Wąsoszu raczył pan starosta „Cielęcina” objaśnić żądnym wiedzy radnym, że dopuszcza on w jakiejś nieokreślonej przyszłości możliwość prywatyzacji naszej spółki. Warto tu dodać, że takie stwierdzenia wybiegają poza możliwości twórcze pana starosty „Cielęciny”, przynajmniej w tym składzie Rady Powiatu, bo taka opcja będzie wymagała przeprowadzenia referendum. Mieszkańcy powiatu górowskiego nie są durniami, którzy pluną na majątek wypracowany przez ich dziadków i rodziców. Wiemy wszyscy od czasów pewnej rozszlochanej koleżanki partyjnej pana starosty „Cielęciny” co poniektórym kanciarzom z PO latało po łbach w kwestii szpitali. Sądzę, iż w naszym powiecie sezonem na kręcenie lodów jest okres letni. I kręci się te lody ze śmietany a nie z wspólnego dorobku kilku pokoleń.

Wystąpienie prezesa PCOZ w Górze – jutro. Sprawa przewozu żwiru – pojutrze.

środa, 26 października 2011

Informacje na czasie

Oto dwa fragmenty z protokołu posiedzenia Zarządu Powiatu, które odbyło się 12 października 2011 roku. Pierwszy fragment dotyczy głośnej obecnie sprawy zimna w budynku naszego ogólniaka. Tu należy wyjaśnić, iż dyrektorka szkoły jeszcze w lipcu b bombardowała Zarząd informacjami, iż trzeba wykonać remont c.o. Wystosowała pismo do Zarządu w tej sprawie, nad którym ten pochylił się z najwyższa troską (wiadomo!), ale wiążącej decyzji z siebie nie wydał. I nie ma co się dziwić, bo kto będąc przy zdrowych zmysłach zajmuje się centralnym ogrzewaniem w środku lata?! Zresztą, lipiec był upalny a to nie sprzyjało myśleniu. Nawiasem mówiąc staroście „Cielęcinie” jak wykazuje praktyka jego ponad 10 m miesięcy rządów żaden miesiąc ani pora roku w procesie podejmowania decyzji nie sprzyja. Taka jego „uroda” intelektualna”. On ma w swoim gabiuneci9e ciepło a wiadomo, że starostwo i powiat są dla „Cielęciny”.

Dyrektor LO w Górze złożyła wnioski w sprawie przyznania środków finansowych na remont c.o. w szkole oraz na naprawę dachu budynku internatu. Koszt naprawy c.o to kwota ok. 16 tyś. zł ( Dyrektor wnosi o połowę środków). Koszt remontu dachu to kwota ok. 6 tys. zł. Zarząd Powiatu upoważnił Dyrektora do rozpoczęcia prac remontowych w ramach swojego budżetu. Po wykonanych remontach należy przedłożyć kosztorysy powykonawcze.

W jednym z punktów obrad głos zabrał prezes spółki Powiatowe Centrum Opieki Zdrowotnej w Górze – prezes Stanisław Hoffmann. Prezes informował Zarząd o sytuacji spółki, która jak Państwo po przeczytaniu zgodnie orzekną jedynie tumana może napawać optymizmem. Proszę przy tym pamiętać, iż nowy prezes – Stanisław Hoffmann – rządzi od 10 sierpnia, i z tego co mówią pracownicy szpitala, sprząta po niewydarzonym wielce i osobliwie prezesie Rykowskim. Prezes ów zajął na ponad trzy miesiące fotel z woli (z perspektywy czasu widać, że kaprysu) starosty „Cielęciny”. Miał być fachowcem a okazał się psujem pospolitym.

By nie gwałcić historii trzeba pamiętać, iż osobę owego spadochroniarza bardzo mocno popierał członek Zarządu Marek Hołtra. Po spuszczeniu „prezesa” stawał tenże radny na swojej wątłej intelektualnie głowie, by nie dopuścić do wyboru na prezesa Stanisława Hoffmana. Rozsiewał apokaliptyczne wizje masowego zwalniania się z pracy lekarzy, niezadowlenia załogi. Jak Państwo wiecie te bzdury wyssane jego propisoweskiego palucha na szczęście się nie ziściły. Dodać należy, iż dwóch lekarzy odeszło z pracy, ale poprosił ich o to nowy prezes, gdyż szef może być tylko jeden. Program, o którym opowiadał prezes spółki, zakupiony został przez jego poprzednika za ok. 50 tys. zł.

Wiedzieć Państwo musicie, iż były prezes po odwołaniu (zbyt późnym!) od razu znalazł się na chorobowym. Miał podobno wypadek w pracy (a przecież mnie nie spotkał?!). Ma czego żałować, bo zarabiał u nas 12 tys. zł brutto. Były prezes nawywijał w szpitalu jeszcze więcej, ale nie czas o tym pisać. Nie mniej napiszemy!

Taki oto jest fragmentaryczny obraz po klęsce rządów byłego prezesa, który w pracy bywał rzadko, ale Zarządu to nie interesowało (a doskonale wiedział!).
Patrząc na osiągnięcia byłego „prezesa” sądzę, iż ze starostą „Cielęciną” łączyła ich genetyczna chemia. W zasadzie, to starosta powinien zapłacić za nowy program w ramach rekompensaty za straty poniesione na skutek zakochania się w byłym prezesie. Chociaż z drugiej strony wiadomo, że miłość wymaga ofiar. W tym wypadku ofiary z funduszy samorządowych, bo starosta tkwi w przekonaniu, że samorząd to on. Gierek! – Partia! Partia! – Gierek! Tak to jakoś leciało!

Starosta poinformował, iż w dniu 11 października br. została podpisana w Ministerstwie Zdrowia w Warszawie umowa o udzielenie dotacji celowej dla jednostek samorządu terytorialnego na zadania własne z zakresu polityki rozwoju nieujęte w kontraktach wojewódzkich w ramach realizacji programu wieloletniego „Wsparcie jednostek samorządu terytorialnego w działaniach stabilizujących system ochrony zdrowia”.
Dotacja w kwocie 22.728.171,83 zł została przyznana w ramach tzw. „planu B”. Środki z dotacji zostaną uruchomione w terminie 30 dni od podpisania umowy.
Członkowie Zarządu stanowią Zgromadzenie Wspólników PCOZ w Górze sp. z o.o., Starosta zwrócił się z prośbą do Prezesa spółki o przedstawienie aktualnej sytuacji w spółce.
Pan S. Hoffmann poinformował, iż nie ma możliwości sporządzenia sprawozdania finansowego spółki, bowiem zakupiony program przez poprzedniego prezesa jest zły i nie można dokonać prawidłowego wdrożenia. Wykonywane jednak prace księgowe pozwalają na stwierdzenie, iż na koniec lipca br. występowała niewielka strata. Obecnie do zapłacenia jest kwota ok. 200 tyś. zł, a na koncie znajduje się ok. 50 tyś. zł. Sporna kwota 78 tyś. zł z NFZ jest spółce niezbędna. Istnieje możliwość wzięcia z BGK kredytu obrotowego na 2 lata, w wysokości nie więcej niż 80 % dochodu, z niskim procentem i jest to dobra propozycja z której należy skorzystać. W tej sprawie musi być uchwała Rady Nadzorczej.
Bardzo ważnym problemem górowskiego szpitala jest brak wymaganego podstawowego sprzętu na poziomie dzisiejszej medycyny, trzeba podejmować długofalowa politykę i patrzeć perspektywicznie na rozwój spółki. Żeby zakupić najpilniejszy sprzęt potrzebna jest kwota ok. 8 mln. zł. Na to potrzebny jest kredyt, który można pozyskać, ale spółka musiałaby mieć przekazane nieruchomości. Budynki są bardzo potrzebne, dziś pacjent szuka kompetencji, a sprzętu nie ma. Trwają rozmowy w celu wydzierżawienia tomografu bo istnieje taka możliwość, a ranga szpitala od razu wzrośnie.
Są zgłaszane sygnały iż usługi karetkami pogotowia nie są prowadzone prawidłowo, czas dojazdu jest długi, kierowcy nie znają terenu. Szpital nie ma na to wpływu, bo usługi pogotowia wykonuje firma spoza terenu górowskiego , która wygrała kontrakt.
Pan M. Hołtra zadał pytanie dotyczące wykonania kontraktu na oddziale wewnętrznym.
Prezes poinformował, iż wykonanie jest prawidłowe, nawet ponad 100%. Duże obłożenie ma również oddział dziecięcy.
Pan P. First zadał pytanie: czy w jednostce jest główny księgowy.
Prezes poinformował, że główna księgowa przebywa na zwolnieniu lekarskim, rozliczenia prowadzi osoba zatrudniona na umowę zlecenia.
Prezes wyjaśnił i ż składki ZUS są płacone, brakuje środków na bieżące funkcjonowanie.
Pan P. Niedźwiedź potwierdził, iż odbierane są wiadomości o nieprawidłowym funkcjonowaniu pogotowia.
Prezes wyjaśnił, iż w karetkach nie ma zabezpieczenia lekarskiego, pacjenci z poważnymi urazami bądź sprawami ortopedycznymi przywożeni są do Góry, a winni od razu znaleźć się w specjalistycznym szpitalu. Opracowywane są projekty ratownictwa medycznego i trudno sobie wyobrazić jak to będzie funkcjonować, skoro planuje się utworzyć 2 rejony w naszym województwie - Wrocław i Legnica.
Pan P. Niedźwiedź zadał pytanie: „Czy kontrakty są wykonane?”
Prezes poinformował, że tak.
Starosta poinformował, iż wkrótce zorganizowane zostanie spotkanie z radnymi w celu rozważenia możliwości przekazania spółce nieruchomości .

Drgnęło w dół

Na szczęście spada liczba bezrobotnych zarejestrowanych w górowskim PUP. Chociaż spadek ten nie jest znaczący wobec liczby 3101 bezrobotnych znajdujących się w kartotekach naszego PUP, to jednak warto pamiętać, iż zawsze w okresie jesiennym raczej oczekiwaliśmy złych wieści w sprawie bezrobocia.

Na koniec września 2010 roku w PUP zarejestrowanych było 2901 bezrobotnych z terenu naszego powiatu. Jak więc widać obecna liczba jest wyższa od ubiegłorocznej o 200 osób. Na koniec września 2010 roku spośród 2901 bezrobotnych 594 miało prawo do zasiłku (20,5%). W ostatnim dniu września 2011 roku prawem do zasiłku poszczycić się mogło 493 bezrobotnych (15,9%).

Na 1810 osób bezrobotnych w gminie Góra prawo do zasiłku przysługiwało na koniec września 273 osobom; w gminie Wąsosz – 99, Jemielno – 52 a w Niechlowie 69. W mieście Góra zasiłek dla bezrobotnych wypłacany przez PUP otrzymywało w tym czasie 168 osób na 1000 bezrobotnych zarejestrowanych w naszym mieście. W mieście Wąsosz tym nader rzadkim przywilejem cieszyło się 49 bezrobotnych.

W PUP na koniec września 2011 roku było zarejestrowanych 752 bezrobotnych w przedziale wiekowym 18 – 24 lat. Bezrobotnych w wieku 25 – 34 lat mieliśmy 927. 1114 bezrobotnych znajdowało się w wieku pomiędzy 35 a 54 lat.

Z wykształceniem wyższym w rejestrach PUP były na koniec września br. 193 osoby; z policealnym i średnim zawodowym – 662; średnim ogólnokształcącym – 315. Wykształcenie zasadnicze zawodowe miało 969 bezrobotnych. O trwogę przyprawia fakt istnienia armii 962 bezrobotnych, którzy mają wykształcenie gimnazjalne i poniżej.


czwartek, 20 października 2011

Wyznanie chwilowego lenia

Dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane. Ja też miałem dobre intencje, by będąc już na wolności coś Państwu napisać, ale zew świeżego powietrza nie pozwolił mi się skupić nad żadnym z tematów, które noszę w sobie. Nie mniej jednak nie popadam w całkowite lenistwo, gdyż w powiewie szlachetności i szacunku dla Czytelników udzieliłem wywiadu Adrianowi Grochowiakowi, który już jest dostępny na www.Grochowiak.net.
Państwo widzą jak bardzo poświęciłem się! Tu stoi flaszka, robi się coraz cieplejsza a Adrian nalega. Zaprawdę powiadam Wam ciężki jest los gwiazdy Internetu w regionie.

Muszę jednak powiedzieć, że od jutra biorę się ostro do roboty, bo zauważyłem, iż podczas mojej nieobecności sprawy przybrały zły obrót. Np. dzisiaj widziałem Głównego Obrotowego, moją osobistą szelmę - Marka Biernackiego, który pomimo tragicznego położenia starostwa uśmiechnięty był od ucha do ucha. I tak zastanawiam się czy do niego coś w ogóle dociera. Pytałem o muzeum w związku z jego głosowaniem za jego nieutworzeniem, które było wprost przeciwne do zajętego przez niego stanowiska w 2008 roku. A jemu uśmiech z garnka nie znikał i stwierdził: "ale wiesz jaka jest sytuacja finansowa starostwa...". Na co ja odpowiedziałem mu: "ależ to ty zmajstrowałeś Cielęcinę na starostę".

Także jak widzą Państwo ciężko jest również na wolności. Np. w poniedziałek policja zasadziła się na pracowników starostwa, którzy po kolei dmuchali w balonik. Wieść powiatowa niesie (informacja jeszcze niesprawdzona) iż zasadzono się na bardzo znaczącą osobę w Starostwie Powiatowym. Ta osoba jednak nie załapała się na obławę, gdyż przybyła do pracy dopiero po zniknięciu strzelców.

Dowiedziałem się również, że nijaki Wiesław Pluta szuka ochroniarza. Warunki podjęcia pracy są jednak trudne do spełnienia. Oferujący pracę ma Meter Trzydzieści (z hakiem!) w kilogramach i dlatego trudno będzie mu znaleźć kogoś, kto ma o 10 kg więcej, gdyż wówczas byłaby to parodia człowieka do kwadratu. Słyszałem również, że pan Wiesław Pluta schudł do tego stopnia, iż chowa się już w cieniu kija od miotły, który to kij wykonany jest z 250-letniego dębu. Niech on się nie chowa. Jemu nic grozi, gdyż ludzie specjalnej troski są szczególnie chronieni w moim sumieniu.

Bardzo ucieszyła mnie wieść, iż prokartoflany radny Marek Hołtra został naczelnikiem jakiegoś tam wydziału w gminie. Muszę Państwa zapewnić, że jest on wysoce kompetentny wykonując mu powierzone obowiązki. Kompetencja ta powstała na drugim etapie konkursu. W pierwszym Marek Hołtra odpadł, ale litościwa burmistrz Irena Krzyszkiewicz - jako była nauczycielka - dała mu szansę w postaci poprawki. Po dwóch tygodniach intensywnego wkuwania (podobno miał nauczyć się znaczenia dwóch wyrazów: gospodarka i komunalna). Zdał egzamin za 11 podejście z tradycyjnym bukietem róż i zapewnieniami o lojalności (jak zwykle wątpliwej). Tu możemy być pewni, że już wkrótce naczelnik z łaski Ireny Krzyszkiewicz Marek Hołtra zacznie podgryzać swoją chlebodawczynię, bo w jego naturze leży dostosowanie się do mentalności Oberkartofla.

Słyszałem również, że ogólnie w starostwie sprawy mają się dobrze, bo Piotr Wołowicz jest nadal starostą, co wpływa na jego prestiż towarzyski wprost proporcjonalnie do zadłużenia.

Jak więc widzą Państwo tematów jest multum, lecz chwilowo muszę leżeć ugorem. Dzisiaj muszę wesprzeć walący się budżet państwa wpływami z akcyzy tytoniowej i alkoholowej, albowiem rozrzutny wymiar sprawiedliwości naraził Skarb Państwa na stratę około 5 000 zł za moje wczasy. A za 5 000 złotych to ja bym wybudował taką procę, że cały ten zarząd wysłałbym na orbitę. Żal kasy!

środa, 19 października 2011

Wróciłem!

Wróciłem, kurwa mać!

środa, 12 października 2011

Byczo jest - dokończenie

Z protokołu z 28 lipca można dowiedzieć się (co jest rzadkością), że zimowe perspektywy dla uczniów LO nie rysują się zbyt ciepło. Podczas tego posiedzenia rozpatrywano wniosek dyrekcji LO o przeznaczenie 8000 zł na „pokrycie w połowie kosztów remontu instalacji c.o.”. Czytamy dalej: „Członkowie Zarządu byli informowani o złym stanie c.o. w minionym sezonie ogrzewczym”.
Zarząd swoim zwyczajem z najwyższą troską i zadumaniem pochylił się nad sygnalizowanym problemem i stwierdził, że „Ostateczne podjęcie decyzji zostanie podjęte w późniejszym terminie, do czasu spotkania z kierownikami jednostek”.
Przypomnę tylko Państwu, że – mówiąc eufemistycznie – w ubiegłym sezonie grzewczym młodzież w LO pobierała naukę ubrana w kurtki, rękawiczki, szaliki i czapki. I proszę zauważyć, iż zarząd wiedząc o tym, z wyjątkowa troską i z szybkością ślimaka zastygł nad nierozwiązanym problemem aż do końca lipca, by nadal nie podjąć decyzji.
Muszę jednak być sprawiedliwy i stwierdzić, iż ukochany przez Głównego Obrotowego starosta „Cielęcina” potrafi podjąć błyskawiczną decyzję. Musi być jednak to decyzja dotycząca go bezpośrednio. Przykład: zakup mebli do swojego gabinetu. Proszę zauważyć, iż LO zaoferowało wkład własny w wysokości 8000 zł na remont instalacji a starosta „Cielęcina” wkładu własnego nie zaoferował, chociaż wiedział (przynajmniej powinien), że sytuacja finansowa starostwa jest be.
Z drugiej strony ja rozumiem starostę „Cielęcinę”, który pewnie mniemał, iż w nowej oprawie ma szansę rządzić na wyższym poziomie niż poprzedniczka. Nie wziął jednak pod uwagę, iż cyrkonia nawet w złotej oprawie diamentem nigdy nie będzie.
W tym samym protokole odnajdujemy informację na temat wysokości zadłużenia, jakie pozostawił nam nieistniejący już SP ZOZ.
Na 25 czerwca 2011 r. Starostwo przejęło zadłużenia po szpitalu w wysokości 41.275.410,33 zł. W tej kwocie zobowiązania publiczno-prawne wynosiły 25.662.496,18 zł. W tej ostatniej kwocie mieszczą się:
- należności wobec ZUS 23.116.563,06 zł;
- należności wobec Urzędu Skarbowego 2.535.546,12 zł.
Tak więc zobowiązania cywilno-prawne, które spłacić będzie musiało Starostwo wynoszą 12.314.435,77 z l.
Długi byłego SP ZOZ zwane publiczno-prawnymi spłacić ma w ramach „planu B” nasze państwo. By nie być na bakier z prawdą, to do „planu B” Starostwo przystąpiło jeszcze w czasach rządów „Bukietowej”. Przypominam o tym, bo może się zdarzyć, że znajdą się „łobuzy od Historii”, którzy taktownie o tym zapomną.
Jak czytamy w protokole: „Całość zobowiązań do zapłaty w 2011 roku”. Rok 2011 – czas finansowej Apokalipsy dla Starostwa? Przypomnę, że budżet Starostwa wyniesie gdzieś ok. 40 mln zł.
Z tego samego protokołu dowiedzieć się możemy, że prośba mieszkańców Boruszyna Wielkiego o budowę chodnika w ich miejscowości nie doczekała się odpowiedzi Zarządu. Odpowiedź Zarządu rozwinięta – nie ma i w najbliższym czasie nie będzie. Amen.
Inny problem. Dyrekcja Zespołu Szkół zwróciła się z prośbą o zgodę na indywidualne nauczanie ucznia.
Z protokołu z 16 września dowiedzieć się można, iż skarbnik powiatu – Wiesław Pospiech poinformował: ’w Zespole Szkół w Górze na wynagrodzenia będzie brakować ok. 700 000 zł. Brakować będzie również środków w LO (kwota ok. 70 tys.). Na zaspokojenie wierzycieli szpitala po jego likwidacji potrzebna jest kwota 260 tys. zł (brak uwolnienia środków przez komornika). Oszczędności w budżecie będzie można się spodziewać z tytułu niższej kwoty obsługi udzielonego poręczenia dla szpitala (ok. 260 tys. zł) oraz z tytułu opłat – ochrona środowiska”.
Niestety w protokole – co jest normą – nie podano, jaka kwota zostanie zaoszczędzona z tego ostatniego tytułu. Niemniej przed dostojnym gremium pojawił się dylemat: na co przeznaczyć nadwyżkę, której wysokość w protokole – zgodnie z duchem panującym w Zarządzie od czasu „Bukietowej” – nie podano. Zdecydowano jednak, że nadwyżkę w niewiadomej wysokości przeznaczy się na zapchanie dziur w oświacie.
A co z długami w wysokości 260 tys. Zł po zlikwidowanym szpitalu, które trzeba uregulować. Nad tym Zarząd już się nie pochylał, bo mógbły się nie wyprostować. Tak przynajmniej wynika z protokołu z posiedzeń Zarządu.
Ale jeżeli chodzi o braki w budżecie, to nie ma co wywlekać i pękać. Wiadomo powszechnie, że starosta „Cielęcina” ma niesamowite chody i znajomości w województwie i kasę załatwi. Tak przynajmniej stanowczo twierdził Główny Obrotowy, forsując „Cielęcinę” na funkcję starosty.
Zresztą o to, że starosta załatwi kasę możemy być pewni. Wszak ma pozycję 14 sztachety wyborczej w wyborczym płocie PO (na 28 sztachet). A wiadomo powszechnie, że nasz ukochany starosta „Cielęcina” dla naszej małej ojczyzny gotów jest poświęcić się i na jej ołtarzu złożyć swoje doczesne ciało. On gotów jest na poświęcenie, najlepiej poświęcając innych.

wtorek, 11 października 2011

Byczo jest

Z powodu okresu urlopowego dość długo nie mieli Państwo okazji czytać protokołów z posiedzeń Zarządu Powiatu. Nie były publikowane w internecie, a więc nie wiadomo było, czym też może zajmować się szanowny Zarząd Powiatu.
Oczywiście rewelacji oczekiwać nie należało, bo zawartość merytoryczna tych protokołów jest tak samo merytoryczna jak ten Zarząd, czyli zbliżona do zera.
Ponadto publikowane protokoły świadczą o bezczelności tego Zarządu. Zgodnie z przyjętym statutem Rady Powiatu protokoły z posiedzeń tegoż gremium winny dokładnie odzwierciedlać przebieg dyskusji. Bezczelność członków Zarządu polega na tym, że publikowane protokołu nieomal o niczym nie informuje. Zawarte w nich zdania na pewno nie stanowią dokładnego i wiernego odzwierciedlenia dyskusji, bo jeżeli tak miało być oraz wyglądać w rzeczywistości, to oznaczałoby to, iż rządzą powiatem osoby z inteligencją równą intelektowi głazu narzutowego.
Ale jedna rzecz a właściwie osoba mnie wprawia w osłupienie. Taką praktykę potępiał niegdyś obecny członek Zarządu i wicestarosta Paweł Niedźwiedź. Za czasów „Bukietowej” (starościny zdecydowanie lepszej od obecnego rozmamłanego pomazańca Platformy Obywatelskiej – Piotra Wołowicza). Paweł Niedźwiedź potępiał i oburzał się, że z tych dokumentów niczego dowiedzieć się nie można. A dzisiaj? A dzisiaj wicestarosta i członek Zarządu Powiatu Paweł Niedźwiedź głosuje za przyjęciem takich dokumentów!
Ktoś powie: Paweł Niedźwiedź zgłupiał przez ten rok, gdy jest wicestarostą.
Ktoś inny stwierdzi: Wlazł między wrony i kracze ..
Ja rzeknę tak: Zrobił się bardziej leniwy od misia koala, podporządkował się przeciętniakom.
Tylko po co?
Po co Paweł Niedźwiedź świeci oczętami za starostę „Cielęcinę”, Hołtrę czy Firsta? Intelektem starostę „Cielęcinę” bije na głowę, bo ma konkretne wykształcenie. Wszak Paweł Niedźwiedź to inżynier i magister jednej osobie. Nauki ścisłe.
A „Cielęcina”? Politologia! To taka mętna eklektyczna pseudonauka. To dobre dla tych, którzy w niczym nie są dobrzy. W tej dziedzinie ściemniać można bez końca a włos dzielić nie tylko na czworo.
Nie muszę tu dodawać, że Paweł Niedźwiedź jest inteligentniejszy od „Cielęciny”, przerasta go o kilka głów pod względem oczytania i elokwencji.
A „Cielęcina”? „Cielęcina”, co wiadomo: miałki, nijaki, nudny, bezbarwny. Z nim jest jak z mięsem: najlepiej podać go duszeniu, ale w sosie a’la Kanalia!
Ale zboczyliśmy z głównego nurtu naszych rozważań, czyli protokołów z posiedzeń Zarządu. Wiele się z nich nie dowiemy, bo nie takie są zamiary Zarządu Powiatu. Przecież każdy chce mieć szybkie posiedzenie z głowy. Plan jest prosty: odwalić posiedzenie – zainkasować miesięczną kwotę w wysokości 1280 zł (wolne od podatku) i pójść do domu, mając nadzieję, że może się tym razem powiat nie zawali i jeszcze coś się uda zarobić za friko. Diety w wysokości 1280 zł pobierają Hołtra i First. I oni jakoś też nie protestują, że protokoły są smażone w rażącej niezgodzie ze statutem powiatu, nad którego przyjęciem zresztą głosowali. Dlaczego zresztą głosowali? Ale co tam! 1280 z ł znakomicie zagłusza sumienie i wątpliwości.
Studiowanie protokołów z posiedzeń Zarządu Powiatu jest jednak bardzo pouczające pomimo lichoty zawartych w nich informacji. Jeżeli przyjrzymy się bacznie punktom obrad, to okazuje się, iż ok. 70% czasu posiedzeń Zarządu pochłaniają sprawy przyznawania bądź odmawiania wnioskom o dofinansowanie przeróżnych imprez.
Nie ma w tym nic złego, iż Starostwo wspiera przeróżne inicjatywy i imprezy. Cel często jest zbożny. Idzie jednak o to, iż wiele protokołów w większości poświęcone jest temu tematowi. Wygląda nieraz na to, iż Zarząd zbiera się właściwie tylko po to, by te wnioski rozpatrzyć.
Próżno jednak szukać w protokołach z posiedzeń Zarządu dyskusji na temat przyszłości powiatu. Z ich treści wynika, że jakiekolwiek spojrzenie w przyszłość członkom Zarządu jest obce. Dominuje doraźność oraz metoda psychologii. Klasycznym przykładem są prośby o zwolnienie lub obniżenie opłat za korzystanie z internatu. Takie prośby wypływają przy niemal każdym posiedzeniu tego gremium. A nie powinny, bo jak wielokrotnie zapisano w protokołach, „obniżenie kosztów może dokonać Dyrektor LO”. Dlaczego więc te wnioski wciąż wpływają do Zarządu? Oto wielka tajemnica tego Zarządu.
To, że ten Zarząd jest taki jaki jest (trudno nawet powiedzieć, że bezbarwny, bo to już jakieś określenie wartościujące a wartości ten Zarząd nie ma żadnej) jest winą Głównego Obrotowego. Nawiasem mówiąc, Główny Obrotowy nie takiej obsuwy się po tym gremium spodziewał. Liczył na cud. Zapomniał, że limit cudów po tym w Kanie Galilejskiej jest już w zasadzie wyczerpany. A z tym Zarządem to powiat może liczyć na czas Apokalipsy. A ten nadciąga.

Dokończenie tego postu niebawem.

piątek, 7 października 2011

Pytanie do Głównego Obrotowego

Widziałem piękny bilboard naszego ukochanego starosty Piotra „Cielęciny” Wołowicza startującego do do Sejmu. Ten bilboard jest po prostu cudowny. Starosta „Cielęcina” uśmiechnięty od ucha do ucha i gdyby na przeszkodzie nie stały uszy, to uśmiech miałby 360o.
I nie ma w tym nic dziwnego, że ukochany starosta „Cielęcina” ma taki piękny uśmiech. Ten uśmiech jest wyrazem bezgranicznego szczęścia ukochanego starosty „Cielęciny” z powodu jego światłych rządów, które z pewnością przejdą do historii naszego powiatu. A mają taką szansę, chociaż niekoniecznie zapiszą się złotymi zgłoskami. Osobiście widzę raczej barwy funeralne.
Czy wiecie Państwo, że pracownicy starostwa i część pracowników instytucji okołopowiatowych nie otrzymają w tym roku 12 pensji a 11? Taką decyzję podjął Zarząd Powiatu i obwieścił to pracownikom, którzy tę „dobrą nowinę” na wspak przyjęli do wiadomości, ale czy z entuzjazmem i najgłębszą wdzięcznością. To już inna bajka.. Rzecz taka w dziejach starostwa zdarza się po raz pierwszy. I na tej niwie palma pierwszeństwa bezapelacyjnie będzie należała do pana „Cielęciny”, który ma tę funkcję dzięki ... Głównemu Obrotowemu!
Spytają Państwo, kto też jest właścicielem tego rzadkiego przydomku?
Jest nim Moja Osobista Szelma – Marek Biernacki. Właściwie to był, bo mówimy o okresie, gdy Główny Obrotowy spełniając nieoczekiwane pragnienie, kaprys i ambicjonalną zachciankę „Cielęciny”, postanowił wyjść naprzeciw tym chimerom i je spełnić.
Tu trzeba sobie powiedzieć jasno i wyraźnie, że „Cielęcina” bycie starostą zawdzięcza właśnie inteligencji i uporowi Głównego Obrotowego. Bez zaangażowania Głównego Obrotowego, jego sprytu u talentu do gierek „Cielęcina” nigdy starostą by nie został. Pamiętam, że gdy Główny Obrotowy rzucił nazwisko Wołowicza na stół, to nikt tej kandydatury nie potraktował poważnie. Marek Biernacki nie jest pozbawiony poczucia humoru (chociaż wówczas nie był to dowcip najwyższych lotów), toteż towarzyszył mu wybuch śmiechu, po którym już kandydaturą się nie zajmowano. Moja Osobista Szelma też wówczas nie napierała.
Okazało się jednak, że był tylko taktyczny wybieg Mojej Osobistej Szelmy. Później wyciągnął on kolejne dwie kandydatury, ale te zmarły w momencie poczęcia.
Czas biegł, ale Główny Obrotowy nie zasypywał gruszek w popiele. Uparcie forsował „Cielęcinę” na starostę. I powiem Państwu, że tak skutecznie to robił, że niczym klasyczny męczybuła zmęczył i zamęczył wszystkich, na skutek czego „Cielęcina” został tym kim jest i na kogo się nie nadaje.
Opisałem to Państwu, by zasługi Głównego Obrotowego nie popadły w zapomnienie oraz by nikt nie sądził, że pełnioną funkcję zawdzięcza „Cielęcina” swoim nieistniejącym walorom oraz poziomowi intelektu.
Jak już się powiedział „A”, należy rzec „B”. Moja Osobista Szelma i Główny Obrotowy zapewniał wówczas wszystkich, że jest to najlepszy wybór. Wiele razy powtarzał wątpiącym (w tym i Kanalii): „Będziesz Pan zadowolony”.
Tu jednak historię dopowiedzieć trzeba niemal do końca. „Cielęcina” został starostą i jak to ludzie znający go przypuszczali – nie się nie działo. Wiadomo było od początku, że starostwo to w tym stanie pozostawionym przez poprzedników to tykająca bomba. „Cielęcina” i kierowany przez niego urząd (słowo „kierowany’ traktujemy z przymrużeniem oka) motał się, udawał, że coś robi. Udawanie było kosztowne dla powiatu – casus prezesa - spadochroniarza w szpitalu dowodzi tego najlepiej. Pamiętam, jak po 2 tygodniach „zarządzania” prezesa – spadochroniarza, z woli starosty „Cielęciny”, widać było, że to jajo jest całkowicie nieświeże. Na uwagi dotyczące złego wyboru i konieczności pogonienia spadochroniarza słyszałem w odpowiedzi od jednego z członków Zarządu, że „gdybyśmy go teraz odwołali, to byłaby kompromitacja”. No i nieudacznika przetrzymali przez trzy miesiące. Wszak nieudacznikowi „Cielęcina” i Zarząd z własnej kieszeni nie płacili.
Powróćmy jednak do Mojej Osobistej Szelmy. Czas płynął a Głównemu Obrotowemu mina robiła się coraz bardziej rzadziutka. I coraz rzadziej powtarzał „Będzie pan zadowolony”. W kwietniu zwrot „Będzie pan zadowolony” zastąpił „Kurwa mać, myślałem, że będzie inaczej”. W czerwcu i lipcu już tylko prosił, „by mu tego nie przypominać”. Przestał bronić tego, któremu zapewnił funkcję starosty.
Tu należy pochwalić Moją Osobistą Szelmę, iż przejrzał na oczy i zobaczył, iż wybór „Cielęciny” to już nie porażka czy klęska. To już nawet nie dopust Boży! „Cielęcina” w roli starosty to czysta aberracja!
Według mnie ma prawo „Cielęcina” pełnić funkcje kierownicze. Absolutnie mu tego nie odmawiam. Ale pełniąc je, powinien się wykazać. Powinien np. zacząć od szefowania działowi sprzedaży w „Biedronce” czy „Netto”. Przecież gdyby został kierownikiem pierwszego czy drugiego piętra w budynkach tych sieci handlowych, ani jemu, ani klientowi krzywda by się nie stała. A tak mamy co mamy. A dzięki komu to mamy?
Dzięki Głównemu Obrotowemu – Markowi Biernackiemu. I tu nasuwa się pytanie: „czy pan jest zadowolony, panie Marku Biernacki?”.
Z uśmiechu starosty „Cielęciny” na bilboardzie wynika, że on jest raczej bardzo zadowolony. Tylko niech mi pan, panie Marku Biernacki, powie z czego starosta „Cielęcina” może być zadowolony? Z tego, że pensje na raty będzie płacił?