piątek, 29 lipca 2011

Walne z wolnoamerykanką w tle

Nasza Spółdzielnia Mieszkaniowa „Wspólny Dom” dostarcza mi tradycyjnie znakomitego materiału do umieszczania postów na blogu. To naprawdę wyjątkowo wdzięczny temat dzięki tak charakterystycznej postaci, jaką jest chluba i duma wszystkich spółdzielców – czyli Andrzejowi Patronowskiemu.

Co prawda ostatnio tenże przewodniczący Rady Nadzorczej zapowiedział, że zastanawia się nad podaniem mnie do sądu, ale ten drobny i niewiele dla mnie znaczący fakt nie osłabia mojego apetytu na publiczne spożywanie szacownego, ale mocno przeszacowanego, przewodniczącego Rady Nadzorczej. Zasiadamy więc do stołu pospołu i biesiadujmy.

Większość z Państwa nie wie, iż 27 i 28 czerwca odbyło się walne zgromadzenie spółdzielców „Wspólnego Domu”. Spółdzielców zrzeszonych w tejże spółdzielni jest coś ok. 1150. Tradycyjnie na walne, które decydowało o wyborze władz spółdzielni, przyszło ok. 120 do 130 osób. Reszcie spółdzielców najwyraźniej wisi, kto nimi będzie rządził lub nierządem spółdzielnie trzymał będzie.

Osobiście nie byłem na walnym, ale żałować nie mam czego. Słuchanie przewodniczącego Rady Nadzorczej – Andrzeja Patronowskiego do rzeczy przyjemnych nie należy i podobno zalecane jest sadomasochistom.

Walne odbyło się w dwóch turach. Dotychczasowa władza utrwaliła się na stołkach, chociaż z dużym trudem. Jednakowoż grupa spółdzielców, która uczestniczyła w walnym zgłosiła szereg uwag do jego przebiegu. Skierowała w tej sprawie pismo do Zarządu Spółdzielni i oczekuje na wpisanie tych uwag do protokołu z walnego.

I tak spostrzegawczy członkowie spółdzielni dostrzegli, iż: „w dniu 28.06.2011 r. podczas głosowania nad absolutorium dla Zarządu Spółdzielni, udział w tym głosowaniu brali członkowie Zarządu p. Dorota Szumczyk, Stanisława Chrobak, Grzegorz Oberg, co jest niezgodne z § 50 Statutu Spółdzielni Mieszkaniowej „Wspólny Dom” w Górze”.

W uzasadnieniu czytamy: „Członkowie Zarządu nie mogą brać udziału w głosowaniu w sprawach wyłącznie ich dotyczących”.

I w tym miejscu się nie zgadzam ze spółdzielczą opozycją. Członkowie Zarządu mogą absolutnie wszystko! Ich władza jest tak wielka, że gdy członek Zarządu kroczy po terenach spółdzielni, to kwiaty więdną na jego widok! Myszy truchleją a chwasty rozkwitają bujnie, bo widok członka Zarządu powoduje u nich nadzwyczajną aktywność stożka wzrostu.

A kto miał głosować Szanowna opozycjo?! Wszak nikt lepiej od samych zainteresowanych w utrzymaniu swoich fuch, nie wie, jak bardzo ich utrata boleć może! Jak to tak? Dać bez walki odciągnąć się od żłobu?! To nie honor!

Druga uwag wynikająca z obserwacji przebiegu walnego, którą grupa spółdzielców pragnie wpisać do protokołu z walnego.

Czytamy: „W dniu 29.06.2011 r. P (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) Andrzej Patronowski (Przew. Rady Nadzorczej w w/w Spółdzielni) otwierając obrady Walnego Zgromadzenia sam na siebie przeprowadził głosowanie i sam przeliczył głosy uprawniające go do na wybór przewodniczącego Walnego Zgromadzenia Członków Spółdzielni Mieszkaniowej „Wspólny Dom” w Górze, co jest niezgodne z § 30 pkt 1 Statutu Spółdzielni Mieszkaniowej „Wspólny Dom” w Górze.

W uzasadnieniu do tej uwagi spółdzielcy konstatują: „Jeżeli Przewodniczący Rady Nadzorczej kandyduje na Przewodniczącego Walnego Zgromadzenia powinien wyznaczyć innego Członka Rady Nadzorczej w celu otwarcia obrad Walnego Zgromadzenia.

I tu znowu się drodzy spółdzielcy mylicie. P. (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) Andrzej Patronowski sięgnął do myśli ojca demokracji - Józefa Stalina. Tenże Gruzin i niespełniony pop w jednej osobie rzekł ongiś: „Nieważne kto jak głosuje. Ważne kto liczy głosy!
Liczenie głosów drodzy niezadowoleni spółdzielcy jest rzeczą poważną i nie można jej powierzyć osobom niedoświadczonym i przypadkowym, które na dodatek nie wiedzą, kto powinien wygrać. Tu P. (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) Andrzej Patronowski miał rację, iż sam przeprowadził głosowanie i liczenie głosów. A gdyby tak – nie daj Boże – P. (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) przepadł w wyborach? Gdyby przez lekkomyślność wyborców nie został wybrany ponownie na tę funkcję?

Ciemności zapadły by nad SM „Wspólny Dom” w Górze! Ciemności, których nie rozświetliłby perlisty śmiech spółdzielców, którzy mają ubaw po pachy z tegoż przewodniczącego RN. Do tego nie można było dopuścić, bo każde osiedle musi mieć swojego błazna, chociaż w tym wypadku poziom występów pozostawia wiele do życzenia.

Zarzut, iż sam przeprowadził głosowanie jest więc niezasadny. Ja sądzę, że P. (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) Andrzej Patronowski rozwinie się w dziele ulepszenia procesu wyborczego i jego unowocześnienia. A tak np. za rok, gdy ponownie będzie waalne, czy ktoś się zdziwi, że już przed wyborami urna będzie zapełniona głosami od rana, głosy policzone w południe a wynik ogłoszony po południu, na tydzień przed walnym. I to jaki wynik! 128,34% za wyborem P. (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) Andrzeja Patronowskiego na przewodniczącego Rady Nadzorczej! Taki wynik pójdzie w świat i raz na zawsze zamknie usta opozycji, która nie docenia nowatorstwa swojego ukochanego P. (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) Andrzeja Patronowskiego, któremu, jak Państwo wiedzą życzę bardzo dużo rzeczy.

Niezadowoleni spółdzielcy zarzucają też, iż podczas walnego Komisja Wnioskowa odrzuciła złożony wniosek grupy spółdzielców, a P. (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) Andrzej Patronowski nie poddał go pod głosowanie.

Kochani! Żeby P. (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) Andrzej Patronowski oddał coś pod głosowanie musiałby wiedzieć, jak to się robi. Na razie P. (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) Andrzej Patronowski nauczył się prowadzić głosowanie na samego siebie oraz liczyć głosy oddane na samego siebie. To świadczy o tym, iż mówienie „że ten przygłup nie potrafi zliczyć do trzech” jest niezasadne. Podobno nawet nie liczył ale tylko zważył kartki w smukłych dłoniach, które nie jednej rzeczy dotykały, i orzekł, że ma większość. Ale to bajdy pewnie, to i ich rozwijał nie będę. W ten sposób odcinam się od pomówień pewnego spółdzielcy, który przemawiając na walnym mówił coś o kryminalistach i złodziejach we władzach spółdzielni oraz ubolewał nad tym, iż pomimo, że odwołano „Betonowego Prezesa” (Jerzego Żywickiego) a i tak się nic nie zmieniało.

C.d.n.

Kosztowna amatorszczyzna - cz. V

Kolejnym świadkiem, któremu inspektor NIK zadawał pytania była główna księgowa starostwa – Elżbieta Pończocha. NIK interesowała sprawa faktur, które wpłynęły do wydziału finansowego w związku z budową strażnicy.

Elżbieta Pończocha stwierdziła, że faktury wystawione przez wykonawcę (firma Dudkowiak) z okresu 2008 – 2009 r.: „(…) zostały ujęte w księgach rachunkowych starostwa powiatowego, zapłacone terminowo na podstawie zatwierdzonych przez pracowników wydziału budownictwa oraz inspektora nadzoru budowlanego protokołów odbioru robót. Łączna wartość brutto rozliczonych faktur za roboty budowlane, to kwota 9.936.081,32 zł zgodna jest z wartością podpisany przez starostwo umów wraz z aneksami.

Po zakończeniu budowy w roku 2010 do wydziału finansów nie została dostarczona żadna dodatkowa faktura wystawiona przez wykonawcę firmę Dudkowiak.”

Niezapłacona, sporna faktura 6/2010 spoczywała sobie w tym czasie spokojnie w wydziale budownictwa.


Andrzej Samborski został w związku z tym zapytany przez kontrolera NIK: „Dlaczego faktura nr 6/2010 z dnia 1 marca 2010 r., wystawiona przez wykonawcę przedmiotowej inwestycji nie została sprawdzona przez podległy panu wydział budownictwa pod względem merytorycznym i nie została do służb finansowych starostwa do zapłaty?

Andrzej Samborski odpowiedział: „Wystawiona przez wykonawcę faktura nr 6/2010 z 1 marca 2010 r., nie została sprawdzona przez podległy mi wydział budownictwa pod względem merytorycznym i nie została przekazana do służb finansowych starostwa do zapłaty, ponieważ kosztorysy powykonawcze załączone do tej faktury miały barki formalne – nie zawierały podpisów inspektora nadzoru inwestorskiego. Dodaję, iż w ocenie byłej pani starosty ta faktura nie może być zapłacona, gdyż wyczerpały się środki przeznaczone na realizację inwestycji”. Przypomnieć należy, iż łączna wartość faktury 6/2010 opiewa na kwotę 830.718,85 zł.

Kolejne pytanie kontrolera NIK: „Dlaczego za roboty wymienione w przedstawionym rozliczeniu faktury nr 6/2010 przewidziane kosztorysem ofertowym będącym podstawą do zawarcia umowy głównej, inwestor nie zapłacił?” (chodzi o roboty wynikające z kosztorysu ofertowego o wartości 633.514,19 zł netto - przyp. moje)

Andrzej Samborski zeznał: (…) inwestor nie zapłacił, ponieważ wyczerpał środki przeznaczone na realizację inwestycji.”

Kolejne pytanie kontrolera NIK: „Dlaczego roboty wymienione w przedstawionym rozliczeniu fraktury nr 6/2010 obejmują, oprócz robót wynikających z kosztorysu ofertowego w kwocie 633.514,19 zł netto, roboty dodatkowe z protokołów konieczności w kwocie 158.388,50 zł netto (wartość robót dodatkowych ujętych w protokołach konieczności – przyp. moje) oraz roboty dodatkowe nieujęte protokółami konieczności, ani też umowami w kwocie 38.816,16 zł netto?

Odpowiedź Andrzeja Samborskiego: „Ustosunkowując się do wymienionej w pytaniu kwoty 158.388,50 zł netto, podaję, iż podpisując protokoły konieczności obejmujące roboty budowlane na tę kwotę, byłem świadomy braku środków na ich zapłacenie, lecz żywiłem przekonanie, że starosta środki te wyjedna.

Ustosunkowując się do wymienionej w pytaniu kwoty 38.816.16 zł netto, wskazuję na okoliczność, że byłem przy rozmowie przebiegającej pomiędzy wykonawcą inwestycji, p. Dudkowiakiem a komendantem powiatowym Państwowej Straży Pożarnej w Górze i z tej rozmowy wynikało, że wykonawca jest skłonny roboty objęte tą kwotą wykonać nieodpłatnie.”

Inspektor NIK konfrontuje zeznania Andrzeja Samborskiego z zeznaniami Beaty Pony.

„Beata Pona, była starosta, jako świadek zeznała, iż:
"wymienione w przedstawionym jej rozliczeniu faktury nr 6/2010 roboty (…) były podjęte w wyniku ustnie wyrażonego życzenia komendanta PSP Arkadiusza Szupera i ustnie wyrażonego przyrzeczenia wykonawcy robót firmy Dudkowiak wykonania tych robót za darmo.”

Na kolejnych stronach protokołu kontroler NIK zajął się zasadnością sporządzania i podpisywania aneksów do umowy podstawowej. By Państwa nie nudzić, wnioski z przeprowadzonej analizy są zabójcze dla osób odpowiedzialnych za realizację tej inwestycji. Wszystko zostało wykonane niezgodnie z ustawą Prawo zamówień publicznych a wiele prac dodatkowych nie miało uzasadnienia dla ich realizacji. Tak oto wyjaśniał kontrolerowi NIK te nieprawidłowości Andrzej Samborski.

Pytanie: „Obie umowy, tj. 5-1/08-09 z dnia 6 października 2009 oraz 5-2/08-09 z dnia 30 listopada 2009 r. rozliczono razem fakturami VAT nr 38/2009 r. z dnia 3 grudnia 2009 r. oraz nr 41/2009 z 21 grudnia 2009 r.. Dołączone do faktur kosztorysy ofertowe nie są podpisane przez inspektorów nadzoru inwestorskiego. Dlaczego?

Andrzej Samborski zeznał: „Inspektor nadzoru inwestorskiego był zobowiązany do podpisywania tylko kosztorysów powykonawczych, a nie było mi wiadome, że miał podpisywać również kosztorysy.”

Pytanie NIK: „Dlaczego kosztorys ofertowy stanowiący podstawę do umowy 5-1/08 – 09 z dnia 6 października 2009 r. na kwotę 157.021,63 zł brutto nie został podpisany przez inspektora nadzoru inwestorskiego?

Andrzej Samborski zeznał: „Nie przedstawiłem w wyniku mojego przeoczenia tego protokołu inspektorom nadzoru inwestorskiego.”

Następne pytanie kontrolera NIK: „Zawarta umowa podstawowa o realizację inwestycji przewidywała w § 7 pkt 3 możliwość rozliczania wynagrodzenia za wykonanie przedmiotu umowy jedynie za całkowicie zakończone etapy lub elementy robót zgodnie z harmonogramem organizacji i wykonania przedmiotu umowy. Zasada ta nie była stosowana w rzeczywistości. Inspektorzy nadzoru podpisywali bardzo często kosztorysy z procentowym zaawansowaniem elementu robót np. 10%. Dlaczego?

Zeznanie Andrzeja Samborskiego: „W wyniku uzgodnień z kierownictwem starostwa i inspektorami nadzoru godziłem się na rozliczanie wynagrodzenia za częściowo wykonane roboty, żeby wykonawca otrzymał środki na zakup materiałów niezbędnych do realizacji dalszych robót.”

Pytanie NIK: „Protokoły częściowego odbioru robót nie zawsze były podpisane przez branżowego inspektora nadzoru inwestorskiego, np. protokoły z dnia: 21.12.2009 r., 22.12.2008, r., 8.06.2009 r. (dwa protokoły) i 3.08.2009 r. Branżowego inspektora nadzoru zastępował inspektor Dariusz Downar, technik budowlany posiadający uprawnienia budowlane w ograniczonym zakresie. Jeden z protokołów z dnia 21.11.2008 r. nie został podpisany przez żadnego z inspektorów, a jedynie przez p.o. dyrektora wydziału budownictwa starostwa, kierownika budowy i przedstawiciela wykonawcy. Dlaczego?

Andrzej Samborski zeznał: „Tych protokołów nie przedstawiłem inspektorom nadzoru inwestorskiego do podpisu w wyniku mojego przeoczenia.”

Pytanie NIK: „Proszę ustosunkować się do opinii Renomy z miesiąca kwietnia 2011 roku, zamieszczonych na str. 21-22 tejże opinii?
(w kwietniu 2011 roku kolejną, poszerzoną ekspertyzę Renomy zamówił nowy Zarząd Powiatu – przyp. moje).

Andrzej Samborski: „Projekt budowlany przewidywał wymianę gruntu pod częścią administracyjna strażnicy. Wykonawca – firma Dudkowiak – w wyniku przeprowadzenia badań geotechnicznych, wskazał na kilka okoliczności: po pierwsze, wysoki poziom wód gruntowych w miejscu wymiany gruntów, po drugie – nie przewidziano w kosztorysie inwestorskim zastosowania igłofiltrów, które odprowadzałyby wodę z wykopu a po trzecie dłuższy okres realizacji zadania w taki sposób. W związku z tym zaproponowano w uzgodnieniu z autorem projektu, wykonanie studni betonowych w miejsce wymiany gruntu. Ostatecznie, po kolejnych konsultacjach z autorem projektu zastosowano bloki betonowe. Osobiście widziałem wykonane bloki, a raczej ich górną część. Nie mogłem natomiast stwierdzić na jaką głębokość zostały one wykonane. Uważam, że skoro autor projektu, jako osoba posiadająca uprawnienia budowlane w odpowiedniej specjalności, uznał, że możliwe jest posadowienie budynku na blokach betonowych, to takie rozwiązanie jest również bezpieczne i spełni swoje zadanie. Nie umiem natomiast wyjaśnić, dlaczego inspektor nadzoru nie potwierdził wykonania tych robót.

Pytanie NIK: „Proszę ustosunkować się do pozostałych ustaleń opinii Ośrodka Inżynierów Budownictwa Renoma z dnia 6 czerwca 2010 r ?” (mowa o pierwszej ekspertyzie Renomy zamówionej przez Beatę Ponę – przyp. moje).

Andrzej Samborski: „Moim podstawowym błędem było nie dopilnowanie prowadzenia inwestycji w układzie narastającym, nie przedstawienie bilansu terenu w graficznej oraz nie wykonanie kosztorysów powykonawczych w rozbiciu na roboty objęte kosztorysem ofertowym, roboty dodatkowe i roboty zamienne. Zadania te, we współpracy z inspektorem nadzoru oraz kierownikiem budowy, wykonałem a efekty swojej pracy przekazałem do Renomy. Gdyby powierzono mi jeszcze raz sprawowanie nadzoru realizacji inwestycji, nigdy bym nie pozwolił na taki przebieg realizacji inwestycji, jak przedmiotowa budowa strażnicy Państwowej Straży Pożarnej w Górze. Dodaję, że gdybym zdecydował się na przestrzeganie wymaganych przepisów, spowodowałbym wstrzymanie realizacji przedmiotowej inwestycji w czasie jeszcze przed zleceniem przez inwestora aneksów do umowy podstawowej.”

C.d.n.

Ostateczni kandydaci PO

Wczoraj zarząd krajowy PO zatwierdził ostatecznie wszystkich kandydatów do Sejmu i
Senatu. W naszym okręgu wyborczym nr 3 (powiaty: górowski, milicki, oleśnicki, oławski, strzeliński, średzki, trzebnicki, wołowski, wrocławski oraz miasta na prawach powiatu: Wrocław) do Sejmu kandydowali będą:
1 Zdrojewski Bogdan Andrzej
2 Wolak Ewa Wanda
3 Piechota Sławomir Jan
4 Młyńczak Aldona Janina
5 Charłampowicz Jarosław
6 Sidorowicz Władysław
7 Huskowski Stanisław Tadeusz
8 Jaroń Lilla
9 Łapiński Marek
10 Jaros Michał
11 Raba Norbert Łukasz
12 Pytlarz Grzegorz
13 Kaczor Roman
14 Wołowicz Piotr
15 Granowska Renata
16 Burdzy Sebastian
17 Engel Małgorzata Elżbieta
18 Sierpiński Cezary Maksymilian
19 Zalewski Marek Krzysztof
20 Wróbel Anna Magdalena
21 Machiński Dariusz
22 Efinowicz Wioletta Jadwiga
23 Dzierzgowska-Herman Dobrosława
24 Jędrzejewska Krystyna
25 Trybuła-Kiernicka Ewa
26 Dziwińska-Karaba Bożena
27 Wróblewska Krystyna
28 Zieliński Maciej Jerzy

W jednomandatowym okręgu wyborczym do Senatu (okręg nr 6 obejmujący powiaty: górowski, milicki, oleśnicki, oławski, strzeliński, średzki, trzebnicki, wołowski, wrocławski, Wrocław z PO będzie kandydował Jarosław Duda, który od 2007 roku jest senatorem. Równocześnie Jarosław Duda pełni funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej i pełnomocnika rządu ds. osób niepełnosprawnych.

Spadochroniarz spada z Góry

Z wielkim zdziwieniem rano przeczytałem post na blogu Adriana Grochowiaka o następującej treści:

„Powiatowe Centrum Opieki Zdrowotnej w Górze znów czekają wielkie zmiany, a spektakularne wieści obiegają miasto. Po tym jak z funkcji dyrektora medycznego górowskiego szpitala zrezygnował Stanisław Hoffmann, dziś do moich uszu dotarła nowa informacja. 10 sierpnia pracę stracić ma prezes spółki Piotr Rykowski. Na jego miejsce powołany ma zostać były już dyrektor ds. medyczny tej spółki – Stanisław Hoffmann.”

Aż pozieleniałem z zazdrości, skąd dociekliwy Adrian zdobył taką informację. Sprawdziłem. Jest tak jak rzekł.

środa, 27 lipca 2011

Kosztowna amatorszczyzna - cz. IV

W związku z cytowanym pismem starosty kontroler NIK zadał Beacie Ponie pytanie:
Dlaczego nie uznała pani do zapłaty faktury nr 6/2010 z 1 marca 2010 (wpływ 12 marca 2010); proszę o uwzględnienie w odpowiedzi: czy ta faktura była udokumentowana kosztorysami powykonawczymi?

Świadek Beata Pona zeznała: „Faktura nr 6/2010 z 1 marca 2010 wpłynęła do sekretariatu starostwa powiatowego w Górze, w momencie, w którym trwała analiza dokumentacji z przebiegu procesu realizacji inwestycji (Biuro Inżynierów Renoma we Wrocławiu).
Na przełomie października i listopada 2009 zostałam poinformowana o brakujących środkach, jednak nie uzyskałam uzasadnienia zarówno dla ich pozyskania, jak i zapłaty wykonawcy. Kilkakrotnie spotkałam się z wykonawcą w starostwie powiatowym, raz w urzędzie wojewódzkim. W każdym wypadku otrzymywałam sprzeczne i ogólne informacje na temat zasadności roszczenia.

O ile dobrze pamiętam, 3 lub 4 listopada 2009 roku złożyliśmy w związku z ta sprawą wizytę w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim. W gronie m.in. skarbnik województwa, komendant wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej, komendant powiatowy PSP, wicestarosta, wykonawca oraz moja skromna osoba. Nie padło wówczas żadne uzasadnienie merytoryczne poza stwierdzeniem wykonawcy (Dudkowiak), że te pieniądze mu się należą. W związku z powyższym podjęłam decyzję o kontroli wstępnej realizacji inwestycji. W jej wyniku ustalono m.in., że w dokumentacji występują braki wyceny robót a także brakuje ich akceptacji przez inwestora (Starostwo Powiatowe).

Ostatnie kosztorysy powykonawcze, choć datowane na wrzesień i grudzień 2009 roku, a także styczeń 2010 roku, wpłynęły z dużym opóźnieniem – nie było ich w starostwie ani w dniu 1 marca 2010 roku, kiedy faktura została złożona ani później, kiedy dokumentację przeglądali prawnik oraz biegli inżynierowie.

Twierdzę stanowczo, że nie było, gdyż informację o ich braku odnotowała prawnik wstępnie badająca roszczenie. Jej opinia datowana jest na 24 marca 2010 roku, a powstała w oparciu o dokumentację i rozmowy prowadzone bezpośrednio z dyrektorem i pracownikami wydziału budownictwa starostwa powiatowego w Górze.

Nie podjęłabym i nie podjęłam żadnych zobowiązań bez ich uzasadnienia a następnie pozyskania wcześniej środków na ich pokrycie. Wykonawca wystawił fakturę VAT nr 6/2010 z opisem o treści: „Budowa strażnicy (…) faktura końcowa”, podczas, gdy wynagrodzenie umowne, co do wartości, zostało w całości zapłacone. W związku z powyższym faktury nie uznałam lecz kontynuowałam analizę merytoryczno – finansową podpisując umowę w tym zakresie z biurem inżynierów Renoma we Wrocławiu. Ze względu na braki w dokumentacji po stronie wykonawcy, analiza mogła być kontynuowana po ich uzupełnieniu, co nastąpiło już po moim odwołaniu z funkcji starosty."

Tu moja uwaga: analizę Renomy odnalazł w dokumentach starostwa ówczesny wicestarosta Marek Biernacki w październiku 2010 roku. Analiza Renomy nosiła datę sporządzenie: 6.06.2010. I w czerwcu została przesłana do starostwa. Żaden z radnych wówczas nie został o jej istnieniu poinformowany. Jej odnalezienie było dla wszystkich dużą niespodzianką. Beata Pona odwołana została w końcu wrześniu 2010. Tak więc wstępna analiza Renomy znana była Beacie Ponie już od czerwca 2010 roku a nie dopiero po odwołaniu z tej funkcji (wrzesień).


C.d.n.

"Chciałem coś zrobić, ale..."

Wieść powiatowa niesie, że dr Stanisław Hoffmann już nie jest dyrektorem ds. medycznych w górowskim szpitalu. Swoją rezygnację złożył 20 lipca po 19 dniach pełnienia tej funkcji. Bliższe powody rezygnacji nie są znane a sam zainteresowany stanowczo odmówił ich podania. Przyznał jednak, że wieść powiatowa jest jak najzupełniej prawdziwa. Jednocześnie dodał, że zrzekł się wynagrodzenia za 19 dni (3000 zł miesięcznie brutto), podczas których: „chciałem coś zrobić, ale mi to uniemożliwiono”. Po czym zamilkł, co oznaczało, iż więcej nic nie powie.

Więcej o powodach rezygnacji można dowiedzieć się od pracowników szpitala. Wg zebranych relacji tzw. „prezes – spadochroniarz” naszej samorządowej spółki – Piotr Rykowski (prezes z woli starosty Piotra Wołowicza) nie bardzo chciał współpracować ze swoim zastępcą ds. medycznych.

Niechęć swą tzw. „spadochroniarz – prezes” z woli starosty Piotra Wołowicza okazywał w sposób dość obcesowy. Szef spółki ds. medycznych nie miał np. swojego gabinetu. Wg tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza jego zastępca ds. medycznych miał urzędować w gabinecie prezesa. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż szef ds. medycznych nie miał klucza do tegoż gabinetu. Ale to jeszcze nie wszystko. Bo gdyby tzw. „prezes – spadochroniarz” urzędował od 7,00, jak przystało na człowieka, któremu dobro spółki leży na sercu, problemu by nie było. Aliści tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza raczył do pracy przybywać dość późno, najczęściej pomiędzy godz. 10,00 a 11,00. I wybywać przed 15,00. Dolce vita!

Drugą sprawą jest to, czy raczył tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza do pracy przybyć. W ciągu ponad 3 miesięcy udawania prezesowania tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza raczył częściej do pracy nie przybywać. I w tym miejscu uważam, że dobrze, że tak się stało, bo prezes – wg relacji pracowników szpital – ma wrodzony talent do prowadzenia korytarzowych intryg, pomawiania i obmawiania ludzi. To pochłania go całkowicie i na rządzenie czasu już nie ma.

Ponadto – jak mówią pracownicy szpitala – prezes zmontował sobie koterię lekarską. Głośno mówi się już o tym, że tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza ma plan polegający na zmienieniu statusu spółki z samorządowej na lekarską. Finanse powiatu robią bokami, spółka się nie bilansuje więc na ratunek ruszą szpitalowi zaprzyjaźnieni z prezesem lekarze. I w momencie upadku spółki, do której też przykładają rączęta zaoferują pomoc,. Ale na własnych warunkach. Oczywiście korzystnych. Pytanie retoryczne: dla kogo?

Taki scenariusz był już w tym szpitalu raz przećwiczony za „rządów” dyrektorki spadochroniarki” – Joanny Książek Sztoff, ale wówczas energiczna akcja kilku radnych z ówczesnym radnym Edwardem Kowalczukiem zapobiegła wrogiemu przejęciu majątku powiaty, czyli wszystkich mieszkańców powiatu górowskiego.

To wszystko w dużym stopniu wyjaśnia motywy decyzji podjętej przez byłego już dyrektora ds. medycznych spółki – Stanisława Hoffmanna, który najprawdopodobniej widzi zagrożenie stwarzane przez tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza, biorącego pieniądze od spółki (7000 zł miesięcznie) a działającego na jej zgubę. Trzeba sobie powiedzieć szczerze, że tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza najwyraźniej marzy dniami i nocami o roli syndyka masy upadłościowej naszej spółki. I jest na najlepszej drodze, by cel swój osiągnąć.

A tzw. „prezes – spadochroniarz” w chwili obecnej przebywa na zwolnieniu lekarskim, które przesłał faksem z Wrocławia. Zaniemógł biedaczyna po tym, jak nie otrzymał urlopu. Musiało to nim potężnie wstrząsnąć. Nie widomo czy nie dojdzie do zejścia.

A w szpitalu chaos i niepewność. Szpitalne łóżka obłożone umiarkowanie (ok. 40 pacjentów na wszystkich oddziałach). Grozi niewykonanie kontraktów. A prezes na chorobowe poszedł, bo wynika z tego, że czym gorzej w spółce, tym lepiej dla niego, albo dla nich.

Pracownicy szpitala widzą, że ich miejsca pracy są zagrożone, jak nigdy dotąd. Panuje lęk, bo w oczy zagląda utrata pracy. A to w Górze równa się nędzy, która wielu z nich czeka. Na utrzymaniu mają rodziny. Czas i tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza pracują na ich niekorzyść. A co na to Walne Zgromadzenie? Co na to Rada Nadzorcza spółki? I w końcu co w tej całej sytuacji, która pachnie na odległość katastrofą Zarząd Powiatu i radni powiatowi? Odpowiedzią jest milczenie

wtorek, 26 lipca 2011

Kosztowna amatorszczyzna - cz. III

W protokole NIK kontrolującej budowę strażnicy znajdują się zeznania ówcześnie pełniącego obowiązki dyrektora wydziału budownictwa – Andrzeja Samborskiego. Do obowiązków p.o. dyrektora wydziału budownictwa należało: „m.in. nadzorowanie przygotowania i prowadzenia inwestycji realizowanych przez powiat”.

Andrzej Samborski przesłuchany w charakterze świadka na pytanie: dlaczego roboty budowlane o wartości 125.234,86 zł brutto – za które inwestor zapłacił, nie zostały ujęte ani w umowie podstawowej, aneksach do tej umowy ani w protokołach konieczności?"

Odpowiedź Andrzeja Samborskiego:

Ja nie wiedziałem, na etapie przebiegu robót budowlanych, których wartość wyniosła 125.234,86 zł brutto, że te roboty budowlane znajdowały się poza umową podstawową, aneksami do tej umowy i protokołami konieczności. W sporządzaniu dokumentacji powykonawczej, począwszy od momentu, kiedy wyszły na jaw brak środków na realizację przedmiotowej inwestycji, moja rola sprowadzała się do sprawdzania zgodności kosztorysów powykonawczych z kwotą wystawionych przez wykonawcę faktur.”

Kolejne pytanie kontrolującego.

Dlaczego roboty budowlane o wartości 883.289,51 zł brutto, za które inwestor zapłacił, nie zostały ujęte ani w umowie podstawowej, aneksach do tej umowy lecz w protokołach konieczności nr 6, 7, 8, 9, które nie zostały zatwierdzone przez starostę?

Odpowiedź Andrzeja Samborskiego:

Podpisując wymienione w pytaniu protokoły konieczności, ja zakładałem, że środki na roboty budowlane na wskazaną w pytaniu kwotę starosta wyjedna.”

Następne pytanie: dlaczego roboty budowlane w kwocie 119.922,48 zł ujęte w protokole konieczności na 7 z dnia 8 stycznia 2009 r. oraz kwot: 47.984,63 zł., 26.481,77 zł., 14.839,76 zł. i 71.071,98 zł., ujęte w protokole konieczności nr 9 z dnia 4 maja 2009 r., zostały przedstawione do rozliczenia w dokumentacji powykonawczej, będącej podstawą do rozliczenia faktu wcześniej?

Odpowiedź Andrzeja Samborskiego: „Okoliczność, że wymienione w pytaniu roboty budowlane zostały przedstawione do rozliczenia w dokumentacji powykonawczej, będącej podstawą do rozliczenia faktur wystawionych wcześniej, nie była mi znana. Stało się tak w wyniku uzgodnień pomiędzy przedstawicielem wykonawcy, tj., kierownikiem budowy i inspektorami nadzoru inwestorskiego.”

Następne pytanie: „Dlaczego roboty budowlane objęte aneksem nr 4/08/09 z dnia 10 sierpnia 2009 r., zostały przedstawione do rozliczenia w dokumentacji powykonawczej, będącej podstawą do rozliczenia faktur wystawionych wcześniej?”

Odpowiedź Andrzeja Samborskiego: „(…) ponieważ aneks nr 4/08/09 został zawarty w celu zalegalizowania wydatków poniesionych na podstawie wskazanych faktur za wykonane bez podstawy prawnej na czas wystawienia faktury.”

Kolejnym świadkiem przesłuchanym przez inspektora NIK był Dariusz Downar, który: „w okresie od dnia 11 sierpnia 2008 r. do dnia 18 lutego 2010 r. był inspektorem nadzoru inwestorskiego, przy budowie strażnicy (…).

Pytanie: „Dlaczego nie podpisał pan wymienionych kosztorysów powykonawczych?

Przesłuchany w charakterze świadka Dariusz Downar zeznał:

Nie podpisałem tych kosztorysów ze względu na to, iż na koncie budowy nie było środków płatniczych; nie mogłem puszczać dokumentów, na które nie było pokrycia finansowego. Od pani Beaty Pony, byłej starosty, otrzymałem ustne polecenie nie podpisywania wymienionych w pytaniu protokołów koniczności.

W protokole zawarte jest wyjaśnienie. Dotyczy ono pisma byłej starosty z 15 marca 2010, które wystosowała ona do wykonawcy (Dudkowiak). Poinformowała ona wykonawcę, iż: „(…) Starostwo Powiatowe w Górze wstrzymuje się od realizacji zobowiązań z niej wynikających do czasu:
- wskazania przez wykonawcę szczegółowego zakresu prac objętych wartością wykazaną na fakturze nr 6/2010, przy czym opis faktury w pozycji Nazwa jest nieprawidłowy, bowiem wartość z umowy nr 5/08 z dnia 22.07.2008 r. została w całości zapłacona,
- przekazania przez wykonawcę kosztorysu powykonawczego prac objętych faktura nr 6/2010,
- przekazania przez wykonawcę potwierdzonych przez zamawiającego dokumentów wskazujących na konieczność wykonania prac objętych fakturą nr 6/2010 oraz zlecenia zamawiającego do ich wykonania.”

C.d.n.

poniedziałek, 25 lipca 2011

Feudalny folwark szlachciców: P&O

W górowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej tzw. „Wspólny Dom” (dla prezesa, członków rady nadzorczej i stowarzyszonych z nimi towarzysko członków) panują zasady charakterystyczne dla epoki rozminiętego feudalizmu. Na polecenie Zarządu tegoż folwarku pańszczyźnianego prawie wszystko zostało opatrzone klauzulą tajną / poufne z sygnaturą – zakopać na 200 lat w ziemi. Jak jest w rzeczywistości? A dyć Jaśnie Państwo tak.



O sprawie trzeszczą feudalni poddani Jaśnie Panującego bezrozumnego zarządu, czyli członkowie folwarku SM „Wspólny Dom”. Razem z nimi o poszanowanie praw mieszkańca i lokatora tejże feudalnej wspólnoty walczą inni, lecz nie chcą podać swoich nazwisk, ponieważ twierdzą, że w perspektywie czasowej mogą być szykanowani albo też feudałowie mogą zażądać od ich dzieci prawa pierwszej nocy. Oczywiście to żarty, bo impotencja intelektualna feudalnych właścicieli folwarku o nazwie „W.D.” jest o wiele mniejsza niż ich zdolność do kopulacji. Kopulować to oni mogą ze wszytkim, byle nie było to nacechowane myślą, inteligencją oraz pozorami człowieczeństwa. Stare przysłowie mówi prędzej kura zrobi człowieka, niż członkowie P&O zrobią coś kurze.

W minionym tygodniu mieszkańcy udali się do biura spółdzielni, aby zobaczyć protokół z ostatniego walnego zgromadzenia. Tak relacjonuje spotkanie z feudalnymi władcami Piotr Posypanko:

Pani Barbara Skrzynecka, która tam pracuje, udostępniła mi protokół, po wcześniejszej konsultacji z zarządem. W trakcie przeglądania chciałem robić notatki, lecz zabroniła mi. Fotografować też nie można, a o ksero też mogę zapomnieć – mówi nie tak całkiem ciemny poddany Ich Mości.

Według tej relacji zaproponował on pracującej tam kobiecie kompromis. Chciał czytać na głos – dostał zgodę. Chciał nagrywać się podczas czytania – nie mógł!

Relacja poddanego:
Wkurzony zapytałem panią Skrzynecką, skąd takie zwyczaje. Powiedziała, że pracuje zgodnie z wytycznymi zarządu i o zgodę muszę prosić zarząd.


W skład zarządu folwarku SM wchodzą: Dorota Szumczyk – prezes, Stanisława Chrobak i Grzegorz Oberg – członkowie. Należy tu dodać, że są to feudałowie bez gruntów własnych, bez myśli własnej, bez umiejętności własnej, bez intelektu własnego, bez polotu, kultury i inteligencji. Jest to po prostu drób pałętający się po folwarku, który od poniedziałku do soboty oczekuje na zaszczytne miejsce na półmisku Jaśnie Państwa – czyli prawowitych właścicieli folwarku, którymi byli, są i będą – członkowie Spółdzielni Mieszkaniowej „Wspólny Dom” w Górze. A jeśli się komuś wydaje, że będzie inaczej, to może np. rzucić się – mieszkając na OKW pod numerem 1 m. 7 – z balkonu na główkę, co na pewno nie zaszkodzi jego inteligencji, ale wprost przeciwnie może pozytywnie wpłynąć na jej odblokowanie. Co prawda jest to w sferze teoretycznej, ale nadzieja umiera … ostatnia.

Ulubionym zajęciem zarządu, baa! – jego pasją! jest robienie inteligentnym członkom spółdzielni pod górkę. To nie był pierwszy taki przypadek, gdy spółdzielcy odmówiono należnych mu praw. Wcześniej zdarzało się im również mieć utrudniony dostęp do informacji. Wzięci w feudalną niewolę prawowici właściciele SM jednak buntują się. I mają rację, na dowód, której przedstawiają statut Spółdzielni Mieszkaniowej „Wspólny Dom” w Górze, gdzie w sposób prosty zapisano w paragrafie 11 Członkowi spółdzielni przysługuje: 7) prawo otrzymywania kopii uchwał organów spółdzielni i protokołów obrad […].”

Ależ przecież szlachty zagrodowej, których psy trzymają dupę we własnym ogrodzie, ale ogon już w ogrodzie sąsiada po prostu nie wypada przestrzegać zapisu statutu. Statut jest dla chłopów, ale nie dla nich, którzy swe szlachectwo wywodzą od czasu, kiedy ojcowie pomiędzy 1970 a 75 rokiem wyrzucili na śmietnik gumiaki (przezornie jednak słomę z gumiaków zachowując, by być w zgodzie z wigilijną tradycją. Zapach tej słomy budził jednak poczucie więzi z miejscem pochodzenia, spłodzenia oraz wzbudzał nostalgię za powrotem do korzeni, które tak pochopnie i nieopatrznie zostały przez przodków przehandlowane na rzecz nieuzasadnionego pragnienia chodzenia codziennie po chodnikach a nie po kolana w gnoju.)


Mieszkańców bulwersuje zachowanie przewodniczącego Rady Nadzorczej SM – Andrzeja Patronowskigo. Zarzucają mu dyktaturę. Sam zainteresowany w dniu 9 maja stwierdził „Jedni powiom sprawa ucichnęła”. I ma racje! Nad Patronowskim „sprawa ucichnęła”. Jaki bowiem jest sens zajmować się tak znikomą, mierną, bezwartościową intelektualnie osobą, która ubiegając się o zaszczyt bycia radnym poniosła sromotną klęskę, po której naszym muchomorom w podmiejskich lasach, ze wstydu, zniknęło 95 % białych cętek. Wszystkie te białe cętki zaczerwieniły się, bowiem na wieść o tym, że Patronowski, trojakiego herbu (nabiał, mydełko FA oraz Królik Białoskóry), miał ochotę ponownie zostać najbardziej niecudacznym, najmniej wiedzącym i najbardziej zasmarkanym radnym Rady Miejskiej w Górze. I nie pomogło nic! Nie zdrową ochotę niespełnionego radnego Patronowskiego pokrzyżował Kanalia, który super wrednymi postami, dziabiąc go 24 godziny na dobę niczym rasowy sęp dziabiący nie rasową rozdziobał go tak, że już ani kruki, ani wrony, ani tym bardziej wyborcy na resztki jego ochoty nie mieli. I tak stanął im w gardle, a oni go wyrzygali. (Dowód: wyniki Państwowej Komisji Wyborczej z wyborów samorządowych 2010 – 10 głosów na folwarku zamieszkiwanym przez poddanych).


Korzystając z okazji chciałem powiedzieć panu panie Patronowski, że nie rozdziobałem pana do końca celowo. Wiedziałem, że ma pan świru – świru, więc z okazji Święta Stokrotki, które jak wiadomo poświęcone jest ludziom nijakim, bezbarwnym i kłótliwy (po skurymsynu), nie dobijałem wielce czcigodnego pana. Zrobiłem to z premedytacją, bo jak mówi obok mnie stojący dziadek, któremu pan obiecał, że „dostanie wpierdol”, że ze kawał gnoja, chociaż dziadek wiedział, że ja Kanalia odbiję panu trzykrotnie mocniej. No i masz dziamdziało co chciałeś.


To ja panu powiem, panu panie Patronowski, nikt w tym mieście wpierdol nie spuści, bo ludzie tu delikatni są i brzydzą się takimi jak pan. Owszem, może się zdarzyć, że ktoś panu przyłoży, ale to będzie tylko ten z lokatorów, któremu zatruwał pan od rana do wieczora życie. A takich jest multum. Panu zdarzy się co innego. Pan rzucisz się na sznur konopny. Pan kup sznur, pan zrób pętle, bo jak z balkonu wkurzeni ściągną te linki nylonowe, gdzie pan suszysz swoje śmierdzące gacie, to będzie pana znacznie bardziej bolało. A po co cierpieć panie Patronowski, skoro już przez brak intelektu, tak dużo się w życiu nacierpiało. Pan broń Boże nie otwieraj gazu! Pan wybij to sobie z tzw. głowy. Pan zachowaj się raz w życiu przyzwoicie: pan zejdź 1,7 m pod ziemię bez zbędnego hałasu i ceregieli. I wtedy będziesz pan 1,7 m pod ziemią wielki na wieki, wieków amen.

PS. W przypadku, gdy zejdzie pan w sugerowany przeze mnie sposób z naszego padołu łez – obiecuję, że swoje bardzo wredne oczęta skieruję w innym kierunku. Jak pan widzi interes społeczny Waszej społeczności feudalnej, wymaga by położył się pan na ołtarzu Waszego folwarku. Nie wątpię, że w uznania pana zasług zarząd SPÓŁDZIELNI MIESZKANIOWEJ „WSPÓLNY DOM” przyzna panu order. Projekt takie orderu – przyznam się panu w tajemnicy – widziałem. A nosi on nazwę – „a pies Ci mordę lizał”.

Z wyrazami najwyższego szacunku, który będę żywił do pana w dniu przeczytania pana klepsydry

Robert „Kanalia” Mazulewicz


PS2. W przypadku braku klepsydry, to ja panu powiem: pana czeka noc żywych trupów! Z panem w roli głównej (ahahahahahhahahaha!)

Kosztwona amatorszczyzna - cz. II

„Wystąpienie pokontrolne” NIK zawiera również odpowiedzi osób odpowiedzialnych za realizację inwestycji „Budowa strażnicy…” z ramienia Starostwa. Kontrolujący próbował wyjaśnić punkt po punkcie powody, dla których przy realizacji tej inwestycji został popełniony taki ogrom błędów.

Za niezgodne z prawem („umowa o roboty dodatkowe dotknięta jest nieważnością na podstawie art. 58 k.c.”) NIK uznał umowę na te roboty:

Roboty uzupełniająco – konieczne na kwotę 499.999,99 zł brutto objęte aneksem 4/08/09 z dnia 10 sierpnia zawartym z wykonawcą Dutkowiak Przedsiębiorstwo Budownictwa Ogólnego spółka jawna przez Starostwo Powiatowe w Górze reprezentowane przez Beatę Ponę starostę i Tadeusza Bireckiego, wicestarostę oraz Elżbietę Pończochę główną księgową Starostwa”.

Beata Pona, była starosta, przesłuchana w charakterze świadka zeznała:

"Nie mam wykształcenia w zakresie nadzoru i realizacji procesu budowlanego. Zaufałam w tym zakresie wicestaroście (Tadeuszowi Bireckiemu – przyp. moje), któremu bezpośrednio podlegał wydział budownictwa, wcześniej był jego wieloletnim pracownikiem i dyrektorem. Przede wszystkim zgodnie z umową nr 5-3/08 z dnia 11.08.2008 r., zleciłam Dariuszowi Downarowi pełnienie funkcji inspektora nadzoru całego procesu budowlanego. Zgodnie z treścią §4 pkt a umowy inspektor sprawować miał kontrolę zgodności realizacji procesu budowlanego z projektem, pozwoleniem na budowę, przepisami i obowiązującymi Polskimi Normami oraz zasadami wiedzy technicznej.
Poza tym, w związku z inwestycją budowa strażnicy, pracownik starostwa powiatowego zajmujący się procedurami zamówień publicznych został przeniesiony z wydziału promocji do wydziału budownictwa. Wszystko to po to, by ułatwić komunikację pomiędzy pracownikami zajmującymi się sprawami budowy i zamówień publicznych. Z tego też względu uczestniczyli oni we wspólnym szkoleniu organizowanym przez specjalistów od przestrzegania Prawa Zamówień Publicznych.


Niestety, mimo wymienionych działań z mojej strony, panowie nie dołożyli wszelkiej staranności, by proces realizacji inwestycji przebiegał w zgodzie z obowiązującymi przepisami” – zeznała Beata Pona

I przybliża tę sprawę w dalszym ciągu swojego zeznania:

W październiku 2008 roku nie miałam jeszcze podstaw, by kwestionować operacje i przedstawione mi dokumenty, podpisane przez inspektora nadzoru, dyrektora wydziału budownictwa i wicestarostę. Stąd, byłam przekonana o słuszności podpisania zarówno aneksu nr 4, jak i 5 z 2008 roku, a także ich zasadności pod względem merytorycznym, finansowym, zgodnością z ustawą Prawo Zamówień Publicznych.”

Kontrolujący zadał kolejne pytanie przesłuchiwanej w charakterze świadka Beacie Ponie:

Dlaczego nie podpisała pani protokołów konieczności nr 2/08 z dnia 6 października 2008, nr 3/08 z dnia 3 listopada 2008 r. oraz 5/08 z dnia 5 grudnia 2008 r. stanowiących podstawę podpisania aneksu nr 4/08/09 z dnia 10 sierpnia 2008 obejmującego roboty uzupełniająco – konieczne na kwotę 499.999,99 zł brutto?

Odpowiedź Beaty Pony:

Nie pamiętam okoliczności towarzyszących dokumentowania wskazanego w pytaniu aneksu, w szczególności nie wiem, dlaczego zabrakło moich podpisów na wskazanych w pytaniu protokołach konieczności”.

Kontroler NIK drążył nadal sprawę robót dodatkowych, na wykonanie których zawarto aneks.

Roboty w kwocie 326.272,45 zł brutto, objęte aneksem nr 3/08 z 6 października 2008 r. zawartym z wykonawcą Dudkowiak (…).

Zeznająca w charakterze świadka Beata Pona zeznała:

Podpisanie wskazanego w pytaniu aneksu było konsekwencja podpisania protokołu konieczności poprzedzonego ustaleniami spisanym w formie uzgodnień w dniu 24 września pomiędzy przedstawicielami starostwa powiatowego (starosta, wicestarosta, dyrektor wydziału budownictwa oraz inspektor nadzoru budowlanego), projektanta, przewodniczącego Rady Powiatu oraz wykonawcy, a także akceptacji Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnej we Wrocławiu. Wszyscy przekonania byli, co do konieczności podniesienia terenu, czego nie przewidziano w fazie projektowania. Dokładna lokalizacja inwestycji (działka została przekazana na ten cel powiatowi w maju 2008 r.) była ustalana później niż wykonanie projektu (listopad 2007 r.). Byłam przekonana o słuszności podpisania aneksu a także jego zasadności pod względem merytorycznym, finansowym, zgodnością z ustawą Prawo Zamówień Publicznych.”

Aneks ten dotyczył podniesienia poziomu budynku o 55 cm w stosunku do projektu budowlanego. Tu należy dodać, iż w projekcie budowy strażnicy zawarty był błąd, o którym NIK wyraził się w następujący sposób: „błąd w projekcie powinien i mógł być zauważony najpóźniej w dniu zawarcia umowy podstawowej.”

Aneks 3/08 zawierał również zmiany dotyczące zmiany sposobu mocowania płyt na elewacji strażnicy i zmniejszenie grubości ścian. Zmiany te wprowadzone zostały na wniosek wykonawcy (Dudkowiak).

NIK kwituje opisaną sprawę następująco: „Nie uzasadniono przyczyn wprowadzonej zmiany (konieczność tę można było przewidzieć już na etapie zawierania umowy podstawowej).”

Kolejną sprawą wałkowaną przez NIK były wykonane na podstawie protokołu konieczności 6/08 z 8 styczna 2009 roku, prace. NIK dochodził dlaczego protokół konieczności pozbawiony był: „podpisu osoby upoważnionej do zaciągania zobowiązań w imieniu inwestora.”

Protokół ten zawierał uzgodnienia dotyczące wykonania w budynku administracyjnym strażnicy dodatkowych robót, (podkładów betonowych pod posadzki, zbrojenia posadzki siatką, docieplania ścian fundamentowych); wykonania zmian konstrukcji hali garażowej (zwiększenie szerokości bram, obmurowanie słupków przy bramach). Ponadto zawarto w nim zapisy dotyczące wieży do suszenia węży (docieplenie części wieży) oraz myjni i warsztatu wiaty gospodarczej (ocieplenie stropodachu, wmontowanie słupów stalowych konstrukcji wiaty, zwiększenie grubości warstwy wyrównawczej pod posadzką).


NIK zauważa, że: (…) „Tylko roboty dotyczące zmiany kategorii tynków wewnętrznych, szpachlowania ścian wewnętrznych (…) zostały objęte umową nr 5 – 3/08/09 z 1 grudnia 2009. Skutek: dodatkowe obciążenie inwestora (starostwa – przyp. moje) - 216.761,94 zł netto.”

Kolejne roboty wykonawcę na podstawie umowy, pod którą nie ma podpisu osoby upoważnionej z ramienia starostwa do zaciągania zobowiązań dotyczyły kanalizacji sanitarnej i przeciwdeszczowej. Jak napisano w protokole prace te „(…) były następstwem rozbieżności danych z kosztorysu inwestorskiego i BP (rozbieżność ta powinna i mogła być zauważona najpóźniej w dniu zawarcia umowy podstawowej).

Dodatkowy koszt dla inwestora związany z niewykryciem rozbieżności na czas wyniósł – 170.000 zł netto.

Inne roboty wykonane na podstawie protokołu konieczności nr 8/09 z dnia 2 marca 2009 roku również nie zawierały podpisu osoby upoważnionej do zaciągania zobowiązań w imieniu starostwa. Protokół ten dotyczył prac służących zapewnieniu właściwego działania instalacji wodno – kanalizacyjnej, kotłowni i instalacji wentylacyjnej. I w tym przypadku NIK podkreśla, że rozbieżności mogły i powinny być wykryte jeszcze na etapie zawarcia umowy podstawowej. Ale nie zostały.
Ta nieuwaga i niestaranność osób za to odpowiedzialnych kosztowała starostwo 75.000 zł. Ponadto: „Nie została zawarta umowa na te roboty” – podkreśla NIK.

Nie inaczej działo się w przypadku protokołu konieczności nr 9/09 zawartego 4 maja 2009 roku. Protokół ten również nie zawierał podpisu osoby upoważnionej do zaciągania zobowiązań w imieniu starostwa. Dodatkowe prace (podkłady pod drogi i place, podkłady z piasku pod posadzki, pogrubienie pod budowy i plac, rozścielenie ziemi urodzajnej) kosztowały starostwo dodatkowo – 330.000 zł netto.

Beata Pona zeznając, tak wyjaśniała przyczyny powstania tych rozbieżności:

Pytanie: „Dlaczego nie zaakceptowała pani protokołów konieczności o numerach 6,7,8 i 9?

Odpowiedź: „Protokoły konieczności nr 7,8 i 9 nie uzyskały mojej akceptacji, gdyż chociaż datowane na przestrzeni od stycznia do maja 2009 roku, informację o ich istnieniu powzięłam dopiero w listopadzie Komisja Rewizyjna powiatu, która inwestycję kontrolowała w maju 2009 roku, gdyż w tym czasie nie zauważyłam żadnych nieprawidłowości w budowie strażnicy."

W protokole z kontroli przez wiele stron ciągną się numery kolejnych umów na roboty dodatkowe, których zawarcie spowodowało znaczny wzrost kosztów budowy strażnicy. Przy każdym takim opisie znajduje się nieodmiennie stwierdzenie NIK, że prace te: „(…) były następstwem rozbieżności danych z kosztorysu inwestorskiego i PB” i w nawiasie nieodłącznie dodany jest niczym mantra zwrot: „rozbieżność ta powinna i mogła być zauważona najpóźniej w dniu zawarcia umowy podstawowej.”

Ze strony inspektora NIK pada kluczowe pytanie:

Dlaczego pomimo nie zaakceptowania protokołów konieczności nr 6, 7, 8, 9 zgodziła się pani na zapłacenie za roboty w nich wyszczególnione?

„Beata Pona, była starosta, przesłuchana w charakterze świadka zeznała:

Zgodziłam się na zapłatę za wskazane roboty nie podejrzewając, że są niezgodne z przyjętą dokumentacją i prawem – były wszystkie wymagane podpisy, w tym adnotacja księgowej: Wydatek podlega ujęciu w księgach rachunkowych i mieści się w planach finansowych jednostki. Wszystkie wymienione faktury zapłacone były przed przedstawieniem mi protokołów konieczności nr 6, 7, 8, 9, a więc przed czasem kiedy straciłam zaufanie co do staranności i rzetelności prowadzonej inwestycji.

Na pytanie, dlaczego zgodziła się pani na wskazane w powyższym zestawieniu roboty, Beata Pona, była starosta przesłuchana w charakterze świadka, opowiedziała:

Wszystkie faktury, zanim trafiły do starosty, były weryfikowane przez wydział finansowy, wydział budownictwa oraz inspektora nadzoru budowlanego, który zobowiązany był w ramach zawartej umowy do sprawowania kontroli w zakresie niezbędnym do zabezpieczenia interesów inwestora i przyszłych użytkowników, potwierdzania faktycznie wykonanych robót oraz usunięcia wad a także kontrolowania rozliczeń umowy (w tym weryfikacji kosztów ewentualnych zmian zakresu zadania i rodzaju materiałów w stosunku do przyjętej dokumentacji). Nie zgodziłabym się na zapłatę, gdyby nie było akceptacji księgowej, a także wicestarosty, dyrektora wydziału budownictwa oraz inspektora nadzoru.
Zgodziłam się na zapłatę za wskazane roboty nie podejrzewając, że są niezgodne z przyjęta dokumentacją – były wszystkie wymagane podpisy, w tym adnotacja księgowej: Wydatek podlega ujęciu w księgach rachunkowych i mieści się w planach finansowych jednostki.”

C.d.n.

czwartek, 21 lipca 2011

Kosztowna amatorszczyzna

Starostwo otrzymało „Wystąpienie pokontrolne” Najwyższej Izby Kontroli, która skontrolowała inwestycję: „Budowa siedziby Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Górze”.
Przypomnieć należy, że sprawę realizacji tej inwestycji skierował do NIK były starosta Jan Kalinowski w październiku ub. r.

Środki finansowe przeznaczone na budowę strażnicy stanowiła dotacja z budżetu państwa przekazana przez Urząd Wojewódzki we Wrocławiu na podstawie decyzji Rady Ministrów i Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej. Wysokość dotacji – 10.299.907,49 zł.

Faktury wystawione przez wykonawcę inwestycji – firmę Dudkowiak z Leszna – opiewały na łączną kwotę 9.936.081,32 zł., bez uwzględnienia wystawionej przez wykonawcę inwestycji faktury 6/2010 z 1 marca 2010 roku na kwotę 1.013.477 zł, której zapłaty starostwo odmówiło za co wykonawca podał starostwo do sądu.

Najwyższa Izba Kontroli negatywnie ocenia przebieg realizacji skontrolowanej inwestycji, której inwestorem było Starostwo Powiatowe w Górze”- czytamy w dokumencie.

A następnie następuje analiza przyczyn wystawienia pały za budowę strażnicy. Okazuje, że jedynym zgodnym z prawem i pozytywnie ocenionym przez NIK był wybór wykonawcy. Wszystko, co działo się później, to czysty horror.

Izba negatywnie ocenia sposób poszerzania zakresu rzeczowego i finansowego w jej trakcie”. (…) Zwiększenie, w stosunku do określonego w umowie, kosztu budowy z kwoty 8.565.386,98 zł do kwoty 10.854.343,79 zł było następstwem zawarcia w trakcie realizacji inwestycji w 2009 roku dwóch aneksów do umowy, trzech umów dodatkowych oraz sporządzenia czterech protokołów konieczności, co łącznie opiewało na kwotę 2.288.956,81 zł."

Tak wielka” – czytamy w „Wystąpieniu pokontrolnym – „różnica pomiędzy przewidywanymi a rzeczywistymi kosztami zadania świadczy w ocenie Izby o jego nierzetelnym przygotowaniu -  w trakcie trwania prac zaistniała bowiem konieczność uzupełnienia zakresu rzeczowego poszczególnych prac, wykonywania robót ziemnych oraz dodatkowych. (…) Przyczyna zwiększenia kosztów budowy było również nie ujęcie w projekcie budowlanym masztu antenowego w kwocie 134.844,10 zł (…), zawarcie dodatkowej umowy (…) na kwotę 157.021,63 zł na podłączenie obiektu budowlanego do sieci energetycznej. W ocenie NIK elementy te powinien zawierać rzetelnie przygotowany projekt.

I dalej:

Akceptując wyżej wymienione zmiany Starostwo zaciągnęło w 2009 roku zobowiązania na kwotę 8.173.488,07 zł., tj. o 1.505.688,07 zł ponad kwotę wydatków na realizację inwestycji określoną w budżecie powiatu górowskiego na 2009 r. w wysokości 6.667.800 zł. Czyn taki wypełnia znamiona naruszenia dyscypliny finansów publicznych, o którym mowa w art. 11 ust. 2 ustawy o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych (…)."

Następnie NIK ustosunkowuje się do umów dodatkowych i aneksów zawartych poza umową główną.

Najwyższa Izba Kontroli negatywnie ocenia nieprzestrzeganie przepisów ustawy Prawo zamówień publicznych przy realizacji robót budowlanych nie wynikających z umowy podstawowej, za co odpowiedzialna jest była Starosta Powiatu Góra” (wówczas Beata Pona).
W dokumencie następuje wyliczenie grzechów:
- nie prowadzono ksiąg obmiarów,
- pomimo tego, ze rozliczano zamienne pozycje kosztorysowe oraz ilości robot inne niż w kosztorysie ofertowym, nie dołączono do faktur niezbędnych w takim wypadku protokołów konieczności uzasadniających przyczyny zmian,
- niezgodnie z zawartą umowa podstawową, która mówiła, iż Starostwo płaciło będzie za roboty zakończone całkowicie zgodnie z harmonogramem ich wykonania inspektorzy nadzoru podpisywali kosztorysy na różnych etapach zaawansowania, „nawet tylko przy 10% ich zaawansowania”.
- trzy kosztorysy ofertowe oraz 5 protokołów częściowych nie zostało podpisane przez inspektorów nadzoru.

Ustalone w trakcie kontroli nieprawidłowości w zakresie dokumentowania robót budowlanych zdaniem NIK dotyczą zarówno konkretnych technicznych aspektów procesu budowlanego, jak też niedopełniania obowiązków przez osoby funkcyjne, a nawet potwierdzania nieprawdy w dokumentach o znaczeniu prawnym. Szczególnie naganne są rozbieżności w dokumentacji odbiorowej oraz aneksach i protokołach konieczności w kontekście dokonywania płatności za konkretne roboty (…). Stwierdzono m.in.:
- różnicę między kosztami wynikającymi z kosztorysu ofertowego a kosztami rozliczonymi wynoszącą 1.534.270,62 zł.,
- błędy w kosztorysach powykonawczych polegając na rozliczaniu robót niewykonanych; przyjęcie cen jednostkowych wyższych niż w kosztorysach ofertowych, naruszając postanowienia zawartej umowy, zawyżenie obmiarów,
- koszty nienależne w wysokości 1.345.984,52 zł dotyczące w szczególności robót tzw. stanu zerowego w kwocie 645.292,92 zł i instalacji sanitarnych – poza wentylacją mechaniczną – w wysokości 289.379,72 zł.

"Najwyższa Izba Kontroli ocenia negatywnie nadzór sprawowany przez pracowników Starostwa nad wykonaniem obowiązków przez inspektora nadzoru inwestorskiego w zadaniu inwestycyjnym, jak też samą działalność osoby pełniącej samodzielną funkcję w budownictwie.”

I dalej w dokumencie opisano działalność inspektora nadzoru, który niezgodnie z zawarta umową zamiast bywać na placu budowy 4 razy w ciągu dwóch tygodni: „podejmował czynności nadzorcze w 21 przypadkach (z 38 w ogóle potwierdzonych wpisem do dziennika budowy) z częstotliwością od 1 razu na tydzień do 1 razu na 78 dni, przy czym w 11 przypadkach wpis inspektora nadzoru do dziennika budowy ograniczał się do złożenia przez niego podpisu bez określenia czynności nadzorczej. Najwyższa Izba Kontroli zwraca uwagę, że niewłaściwa realizacja obowiązków przez inspektora nadzoru nie dawała rękojmi właściwego wykonania zamierzenia inwestycyjnego, natomiast nierzetelność Starostwa przejawia się w niedostatecznym nadzorze nad poczynaniami inspektora nadzoru, co należy ocenić tym bardziej krytycznie, że jego zakres obowiązków został precyzyjnie określony umową.”

C.d.n.

Przemawiali do obrazu... cz. IV

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: Piotra Wołowicza: „Mamy wykonane 141%”.

Robert Mazulewicz: „W związku z tym chciałbym się spytać – jak za te nadlimity płaci nam NFZ”.

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „Proszę pana, na tak postawione pytanie nie odpowiem ponieważ po pierwsze jest ono nieprecyzyjne a po drugie świadczy o tym, że zadający pytanie nie ma większej wiedzy na temat sposobów rozliczania kontraktów oraz wykonań z NFZ”.

Robert Mazulewicz: „Pytam jeszcze raz panie prezesie, bo widocznie pan się nie bardzo orientuje, że zawsze za nadwykonania mieliśmy w plecy, że już tak powiem dosadnie. Chyba, że  pan tego nie wie”.

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „Nie rozumiem, nie znam pojęcia – w plecy.”

Robert Mazulewicz: „Dobrze panie prezesie…

Przewodniczący Radcy Powiatu Zbigniew Józefiak: „Ja proponuję…”.
Robert Mazulewicz: „Ostatnie pytanie panie przewodniczący, bo to przestaje mieć sens”.

Przewodniczący Rady Powiatu Zbigniew Józefiak: „Tu się robi sieczka. Tak nie może być. Pytanie i odpowiedź. Proszę pytać i udzielać odpowiedzi w tempie przyswajalnym dla pozostałych uczestników sesji. Bo tę dyskusję skończę za chwilę”.

Tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza: „Pada pytanie, na które nie można odpowiedzieć, bo to jest pytanie na zasadzie czy bicie psa sprawia panu przyjemność? No takie pytania mi pan zadaje! No, albo jest pan przygotowany do zadawania tych pytań, albo nie. "

Robert Mazulewicz: „Widzę, że jestem bardziej przygotowany niż pan. Bo pan na żadne z pytań nie odpowiada. Bo pan znalazł się na funkcji prezesa spółki za poręczeniem senatora Władysława Sidorowicza z PO”.

Przewodniczący Rady Powiatu Zbigniew Józefiak: „Przerywam dyskusję…”.

Robert Mazulewcz: „Skończyłem panie przewodniczący. Nie mam więcej pytań”.

I tak wyglądała moja „dyskusja” z tzw. „prezesem – spadochroniarzem” z woli starosty Piotra Wołowicza, który spełniając życzenie senatora PO – Władysława Sidorowicza powołał na fotel prezesa naszej spółki miernotę.

A prezes poleciał na skargę do „elki”, że ujawniono dane wrażliwe dotyczące wynagrodzenia byłego szefa Pogotowia. Ja ujawniłem jedno nazwisko, ale u prezesa okazało się, że kilka, bo używa liczby mnogiej. Podobno ma to wywołać złe nastroje w szpitalu, bo dowiedziawszy się o wysokości zarobków byłego szefa Pogotowia (5000 zł) reszta żąda podwyżek.

Dla prezesa nie jest istotne, że utworzył stanowisko nie istniejące w schemacie organizacyjnym. On prezes jest niczym władca feudalny – ma kaprys utworzyć nieprawnie stanowisko – tworzy! On jest prawem.
Jedno trzeba przyznać. Ma prezes butę i arogancję, które są przynależne ludziom niewielkiej wiedzy i zdolności, ale wysoko protegowanym. Tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza, jest protegowanym senatora PO – Władysława Sidorowicza. Jakim prawem senator ów nasyła nam osoby niekompetentne, tego można się tylko domyślać. On też sądzi, iż wraz z zostaniem senatorem może dowolnie mieszać, gdzie mu się rzewnie podoba. Mieszać pan senator dowolnie może sobie we własnych majtkach. Może też we własnym nosie. Tu mieszał nie będzie. Bo Państwo widzą co z tego mieszania wychodzi.

Ale rzeczą podstawową jest to, po jaką cholerę starosta Piotr Wołowicz ulega senatorskim kaprysom? Senator mu nie płaci. Senator go nie wybiera. Senator za niego się nie wstydzi. Po co staroście Piotrowi Wołowiczowi obciachowy prezes? Tym bardziej, że nie tylko obciachowy, bo niekompetentny, ale sowicie wynagradzany za nic. Pensja prezesa – 7000 zł.

Jest jeszcze i inny wymiar tego nieszczęśliwego wyboru. Z tragicznej sytuacji naszego szpitala zdają sobie sprawę jego szeregowi pracownicy. Podczas sesji były obecne na sali obrad pielęgniarki, które nie kryły rozczarowania „informacjami” przekazanymi podczas obrad przez tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza. Pielęgniarki gotowe są na daleko idące porozumienie, byle tylko ratować swoje miejsca pracy. A tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza, szasta kasą.

Pytałem tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza o nadwykonania. Z nadwykonaniami jest ten problem, że jak szpital wykona ich za np. 300 tys. zł, to z wielką łaską i długo, długo po czasie płaci połowę. I to w najlepszym przypadku. I w ten sposób mamy „w plecy”, bo to co NFZ nam zapłaci nie pokrywa nawet kosztów własnych. Na „górkę” odłożyć z tego interesu nic nie idzie.

„Występ” tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza znużył mnie. Już nie chciało mi się pytać np. o to, dlaczego nie ma w szpitalu instrukcji obiegu dokumentów, regulaminu organizacyjnego. Nie pytałem też prezesa o to, co zrobił, by powstały zapisane w statucie nowe przychodnie: onkologiczna, OIOM oraz odział rehabilitacyjny. Co tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza zrobił, by tygodniami pacjenci szpitala nie czekali na wypis ze szpitala. Chciałem też spytać o inne rzeczy, ale sami Państwo widzą, że sensu to by nie miało. Tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza okazał się bowiem zielony i na mównicy robił za wzorzec namacalnej ignorancji.

A nasi radni? A „nasi” radni łykali bzdety opowiadane przez tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza bez zmrużenia oka. Opozycja słuchała prezesowskich bzdetów z ledwo ukrywanym rozbawieniem, bo taka osoba kompromituje rządzącą koalicję w sposób bezdyskusyjny. Większość koalicjantów udawała w trakcie plecenia bzdur przez tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza, że mówi on rzeczowo, jest fachowcem z najwyższej półki i spełnieniem marzeń o szefie spółki.

Na szczęście w tym udawaniu nie wzięli udziału wszyscy. Radny Marek Biernacki patrzył na „występ” tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza z politowaniem i ironicznie się uśmiechał. Wicestarosta Paweł Niedźwiedź najgłębiej jak tylko mógł pochylił głowę, by ukryć rysujące się na jego twarzy wyraz głębokiego zażenowania. Piotr Iskra nie potrafił skryć rumieńca wstydu. Przewodniczący Rady Powiatu – Zbigniew Józefiak nie ukrywał wzburzenia z powodu lekceważącego stosunku tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza do odpowiedzi wybrańca starosty.

Ciąg dalszy - jutro

środa, 20 lipca 2011

Letnie gody

Tzw. „polityka”, którą tu udają, że prowadzą przeróżnej maści oszołomy (PiS, PO, SLD, PSL) męczy mnie okropnie. Piszę na blogu, bo tak podpowiada mi mój imperatyw kategoryczny, czyli „należy postępować zawsze wedle takich reguł, co do których chcielibyśmy, aby były one stosowane przez każdego i zawsze”. Trzeba się jednak oderwać od tej kiły, bo inaczej dostałby człowiek zajoba.

Miejscem, gdzie spędzam niewiele pozostającego mi czasu wolnego jest park przy „Arkadii”. Zieleń, kwiaty, pszczoły, osy, śpiew kwiatów, to wszystko uspokaja mnie i nawet niekompetencja tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza, jakby była mniej dolegliwa i nie sprawiała intelektualnych cierpień.

W parku przy „Arkadii” można zauważyć wiele ciekawych historii. Przychodzą tam renciści, emeryci, dzieci z rodzicami. Ale wiosna i latem można tam zaobserwować rzecz najpiękniejszą – początek godów, albo ich stadium zaawansowane.

Tak też i wczoraj udałem się do parku przy „Arkadii”, by odpocząć tam po burzliwych przeżyciach mijającego bezpowrotnie dnia. Wziąwszy pod rękę plik gazet chciałem, jak zwykle, zasiąść w cieniu uroczej altany, by tam przy szumie fontann oddać się medytacjom na temat bezbrzeżnej głupoty naszych „polityków”.

I w tym miejscu poczułem się rozczarowany, albowiem altan była zajęta. Oczom moim ukazał się widok pary, która tokowała z sobą w sposób nie pozbawiony uczuć i towarzyszących temu boskiemu zjawisku namiętności. By młodej parce nie przeszkadzać i nie stanąć na przeszkodzie skomlącym do siebie sercom z dużym żalem wycofałem się na pozbawioną cienia ławkę.
Rozłożyłem prasę i zacząłem pobieżnie ja studiować. Z cienka tylko przeczytałem fragmenty jakiejś gładkiej gadki naszego premiera, który znalazł wolną chwilę na wywiad po „haratnięciu w gałę”. Zauważyłem też wywiady z przyszłym biskupem Gowinem (chłop źle skończy!), ble, ble, ble z Kartoflem, przed oczami przewinęli mi się trzej muszkieterowie polskiego hazardu: „Miro, Zbycho, Rycho, wyborcze ikony Platformy Obywatelskiej.

Nie mogłem się jednak skupić, albowiem do uszu moich docierały śmiechy, chichoty i słowa, których znaczenie poznać można będąc jedynie w błogosławionym stanie odurnienia, czyli w miłości.

Porzuciłem lekturę opisująca niezapomniane wyczyny „polityków”, czyli kanciarzy, oszustów, kombinatorów. Skupiłem się na tym,, co przyszłościowe i normalne. A spod altanki biegł miłosny trel dwojga ludzi, którzy poczuli do siebie „mietę”.
Zacząłem obserwować dwoje przenikniętych uczuciem mięty młodych ludzi. On, znany mi osobiście, z dużą wprawą zmiękczał serce swojej wybranki. Ona, lat ok. 18, z wdziękiem tok samca przyjmowała. A jakie zniewalające widoki zanotował obiektyw mojego aparatu! A to trzymanie się za rączki, a to spojrzenia i buziaki przeszywające na wskroś myśli wybranki! W pewnym momencie dwa nieskazitelnie białe gołębie pojawiły się nad wybrańcami. Cóż to był za poruszający widok!
A te spojrzenia! Po prostu ogniste! Gdy wzrok jej spotykał się z jego, to widok był taki, jak w spawalni! Iskry buchały na całego i już obawę miałem, że drewniana altana w ogniu stanie.

W pewnym momencie rusałka przypomniała gołąbeczkowi taki oto fragment piosnki: „U cioci na imieninach/nie było żadnego wina”. A on, gałubczyk westchnął: „No cóż, ciocia abstynentka, to i impreza marna.”. I potoczył się śmiech perlisty po ogrodzie płosząc ptactwo wszelakie go zamieszkujące. Duet przypomniał sobie jednak, że podczas pamiętnych im imienin serwowano staropolską potrawę „czerniną” zwaną. Ale nie była ona z kaczek blondynek, ale z kaczek polskich, które białe pióra dumnie nosiły.
On, znany mi osobiście, od pieluszek, ongiś w blondynkach gustował. A przewinęło mu się tego blond – towaru, co nieco przez ręce. Ostatnio jednak zauważyłem, iż już spojrzeń wyzywających w kierunku blond – czupryn nie rzuca. Znużyły go najpewniej, bo u nas jest tak, że jak otwierasz jakiekolwiek miejscowe medium, to blondynę masz obowiązkowo. A jak byś nie miał, to oznaczałoby, że świat się skończył, ale tobie udało się go przeżyć o jeden dzień.

I trwało tak to spotkanie pełne uczuciowych uniesień, bez których świat by nie istniał, ale mi zrobiło się tak jakoś mało komfortowo, że oglądam, to co powinno być najsłodszą tajemnicą tych dwojga. Toteż wycofałem się na z góry upatrzone pozycje, czyli do rozkosznej „Magnolii”, by tam pośród oceanu spienionego płynu dokończyć kolejny dzień mojego żywota.

Przemawiali do obrazu... cz. III

Niniejszy zapis jest wiernym odtworzeniem tego, co mówiono podczas ostatniej sesji Rady Powiatu. Stenogram, który Państwu prezentuję wiernie odtwarza wypowiedzi w "dyskusji" na temat szpitala, która miała miejsce pomiędzy tzw. „prezesem – spadochroniarzem" z woli starosty Piotra Wołowicza a tymi, którzy chcieli, bo mieli do tego pełne prawo, wiedzieć coś o działalności spółki, której jedynym prawowitym właścicielem jest samorząd powiatowy a więc Państwo, bo to Wy jesteście ważniejsi od radnych, Zarządów i całego tego picu.

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „ Posługuje się pan jeszcze raz powiem: po pierwsze informacjami, które są objęte tajemnicą i nie wiem skąd ma pan te informacje, i one są nie prawdziwe. Dwa: posługuje się pan wybiórczymi danymi z którymi nie będę polemizował, po prostu, bo nie widzę celu.”

Robert Mazulewicz: „Mhm!
Robert Mazulewicz: „Dobrze, rozumiem. Ile osób z pogotowia, które już u nas nie istnieje, przeszła do spółki „Nowy Szpital” we Wschowie?

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „Proszę spytać szpitala we Wschowie.”

Robert Mazulewicz: „A pan nie wie?

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „Nie pracuję w szpitalu we Wschowie i nie zatrudniam.

Robert Mazulewicz: „To inaczej. Mieliśmy 29-ciu pracowników. Ilu nam jeszcze zostało na stanie?

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „Nie. Mieliśmy więcej niż 29-ciu pracowników.

Robert Mazulewicz: „Ilu mieliśmy w takim razie?

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „Proszę pana. Nie będę odpowiadał na tego typu przepytywanki.

Adrian Grochowiak: „Czyli pan nie wie?


Dociekliwość wykazywał przy przepytywaniu tzw. „prezesa – spadochroniarza" z woli starosty Piotra Wołowicza dziennikarz Polskiego Radia Wrocław - Adrian Grochowiak. Adrian w poszukiwaniu chleba,  którego tu mu odmówiono, ruszył w szeroki świat. On wyemigorował a beztalencia na etatach pozostały. Oto proza górowskiego życia.
Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „Panie przewodniczący…. "
Przewodniczący Rady Zbigniew Józefiak: „A więc kolejno. Pytanie chyba było dosyć klarowne. Dla mnie jest czytelne. Ilu było zatrudnionych pracowników w pogotowiu?

Adrian Grochowiak: „Czyli pan wie, ale nie powie?

Przewodniczący Rady Zbigniew Józefiak: „Proszę odpowiedzieć. Proszę odpowiedzieć. No pomagam, bo …”

Robert Mazulewicz: „Czy te dane, panie prezesie, też objęte są tajemnicą?

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: rozgląda sie bezradnie po sali.

Przewodniczący Rady Zbigniew Józefiak: „Pomagam, bo nie udziela pan odpowiedzi. ”

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „Nie! Pytam kto prowadzi obrady.”

Przewodniczący Rady Zbigniew Józefiak: „Bardzo proszę o spokój. Padło pytanie: ilu pracowników było zatrudnionych w pogotowiu …


Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: milczy, rozgląda się bezradnie po sali obrad. Spoziera na radnych szukając ratunku. Ratunek nie nadchodzi.


Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „39-ciu

Przewodniczący Rady Zbigniew Józefiak: „Dziękuję”.

Robert Mazulewicz: „Ilu pracuje do dziś u nas?

Tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza: „Jest to płynne, bo cały czas przychodzą wypowiedzenia.

Robert Mazulewicz: „A na dzień dzisiejszy?

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „22 osoby


Robert Mazulewicz: „Dziękuję. Dobrze. Proszę mi powiedzieć taką rzecz. Mamy nadlimity. To jest przekleństwo tego szpitala. Mamy 140% w czerwcu nadlimitów zrobionych na ginekologii. "

W tym miejscu tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza zapatrzył się niespodziewanie dla wszystkich w okno. Na sali obrad rozpoczęły się spekulacje na temat powodów takiego postępowania tzw. „prezesa – spadochroniarza" z woli starosty Piotra Wołowicza. Przeważyła opinia, iż prezes pilnie poszukuje własnego rozumu. Wszyscy się jednak mylili…

Robert Mazulewicz: "(puk, puk, puk - delikatnie stukając w stół - tu jestem!) Czy pan mnie słucha panie prezesie?

Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza: „Tak słucham. Patrzę na dyrektora medycznego."

Wybuchła na sali obrad sensacja. Prezes zakochał się w okamgnieniu w dyrektorze ds. medycznych Stanisławie Hoffmannie. Miłość od pierwszego, ale dłuższego, spojrzenia! Tak pomyślała sobie początkowo większość publiki. Dopiero po głębszej analizie okazało się, że to bzdura. Tzw. „prezes – spadochroniarz" z woli starosty Piotra Wołowicza, poszukiwał nadzwyczaj rozpaczliwie pomocy, której oczekiwał ze strony szefa spółki ds. medycznych. A szef od jakości leczenia w spółce wcale, ale to wcale, nie zwracał uwagi na tzw. „prezesa – spadochroniarza" z woli starosty Piotra Wołowicza. W tym czasie dyrektor ds. medycznych obliczał szanse na przetrwania spółki. I z każdym słowem tzw. „prezesa – spadochroniarza" z woli starosty Piotra Wołowicza, dołowały one okropnie. Aż stały się smieciowe.

Ciąg dalszy - jutro